Agnieszka Cegielska, pogodynka TVN: Tyle mamy w życiu, ile damy z siebie innym [ROZMOWA]

rozm. Marta Irzyk
Agnieszka Cegielska: Kiedyś przeczytałam mądre zdanie, że jeśli nie możemy wyrobić się z zaplanowanymi obowiązkami, to musimy dołożyć sobie jeszcze jedno zadanie - sprawdziłam, to działa!
Agnieszka Cegielska: Kiedyś przeczytałam mądre zdanie, że jeśli nie możemy wyrobić się z zaplanowanymi obowiązkami, to musimy dołożyć sobie jeszcze jedno zadanie - sprawdziłam, to działa! Wikimedia Commons
O pracy w telewizji, o życiu w Trójmieście i Warszawie - z pogodynką TVN, Agnieszką Cegielską, pochodzącą z Malborka rozmawia Marta Irzyk.

Jest Pani laureatką dwóch Telekamer, teraz otrzymała Pani nominację do kolejnej. Jak Pani myśli, co jest gwarancją takiego sukcesu?
Przez wszystkie lata pracy na szklanym ekranie każdego dnia starałam się traktować widzów tak, jak sama chciałabym być traktowana - z szacunkiem, uśmiechem, wysyłając jak najwięcej dobrej energii. Wielokrotnie nasi widzowie odwzajemniają ten uśmiech, co mnie bardzo cieszy. Nominacja do Telekamer prozy życia nie zmienia, bo budzik nadal będzie dzwonić o godzinie 4.30, ale jest bardzo miłym wyróżnieniem. Wsparcie od widzów, nie tylko SMS-owe, cieszy podwójnie, i bardzo to doceniam.

To motywacja do coraz lepszej pracy?
Raczej do tego, by pozostać sobą. My nie jesteśmy aktorami, a szklany ekran to nie teatr, przynajmniej nie dla mnie. Zdecydowanie wolę pogodę od polityki, bo ona rządzi się własnymi prawami i na szczęście nie mamy na nią bezpośredniego wpływu. Od poniedziałku do czwartku jestem obecna na antenie TVN24 w paśmie porannym "Wstajesz i wiesz". Poranek to taka pora, kiedy pomiędzy ważnymi informacjami staramy się przekazać naszym widzom porcję dobrej energii, żeby z uśmiechem wypili z nami kawę czy zjedli śniadanie. Wiemy, że często spieszą się do pracy, ale staramy się, by dzięki TVN24 zaczęli kolejny dzień nastawieni pozytywnie.

Jak zmieniła się Pani praca w ciągu tych 10 lat?
Bardzo dużo zmienił rozwój świata wirtualnego. W dobie mediów elektronicznych poddawanie się weryfikacji publicznej w naszej pracy wymaga umiejętnego korzystania z tych informacji, które potrzebne są nam do pracy. Wymagany jest też dystans do tego, co czasami musimy przeczytać na swój temat. Jedno, co się nie zmieniło przez te wszystkie lata, to godzina, o której dzwoni budzik - często żartuję, że telewizja jest jak pogotowie i cała prawda całą dobę oznacza, że pracujemy 365 dni w roku.

Pamięta Pani jakąś spektakularną wpadkę na antenie?

Wpadek się nie boimy ani nie wstydzimy, było ich wiele i zapewne jeszcze więcej przed nami. Wydaje mi się, że wpadki tylko przybliżają nas do naszych widzów, są dowodem na to, że nie jesteśmy sztucznymi postaciami występującymi na ekranie, ale też miewamy gorszy dzień, wydłużony czas reakcji choćby ze względu na spadające ciśnienie. Najczęściej zdarzają się wpadki techniczno-językowe, niedziałający sprzęt czy przejęzyczenia, takie jak na przykład "będzie grzmiać i wiać".

Jak wygląda typowy dzień Pani pracy?
Ponieważ mój budzik cztery dni w tygodniu dzwoni w środku nocy, staram się oszczędzić każdą minutę na sen. Często przygotowuję wszystko do pracy dzień wcześniej, na przykład śniadanie, bo nasza stołówka w pracy otwiera się dopiero o godzinie 9, a do tego czasu trudno wytrzymać bez posiłku. Program rozpoczyna się o godzinie 5.55 i od tego momentu liczy się każda sekunda. Jesteśmy jak "spółdzielnia pracy precyzja", bo wszystko musi się zgadzać - zarówno czas, jak i ilość informacji, które muszą się pojawić na antenie. Plusem jest to, że kończę pracę wcześniej, około godziny 12-13, a po pracy rozpoczynam kolejny etat domowy, czyli przedszkole i obiad, a teraz także układanie planu, co i jak przygotować na święta. Staram się iść spać około godziny 22-23, ale nie zawsze mi to wychodzi, bo każda pracująca mama wie, że doba jest za krótka, żeby ze wszystkim się wyrobić.

Ma Pani jakieś sposoby, żeby poprawić swoją koncentrację po tak krótkim śnie?
Jeśli spałam za krótko, to staram się o tym nie myśleć, bo skupianie uwagi na niewyspaniu, niestety, nie pomaga. To, o czym myślimy, często wpływa na to, jak się czujemy, dlatego wolę się koncentrować na zadaniach do wykonania. Bardzo też uważam na to, co jem, staram się nie łączyć węglowodanów z białkiem, bo gdybym zjadła mielonego z ziemniaczkami i surówką, to zasnęłabym jak przedszkolak już o godzinie 13. Wybieram potrawy, na które mój organizm nie traci dużo energii, żeby je strawić. Najczęściej, szczególnie o tej porze roku, są to zupy, które uwielbiam.

Czy przy tak szybkim trybie życia ma Pani jeszcze czas na wspieranie organizacji charytatywnych?
Wyznaję zasadę, że tyle w życiu mamy, ile z siebie damy drugiemu człowiekowi. Kiedyś przeczytałam mądre zdanie, że jeśli nie możemy wyrobić się z zaplanowanymi obowiązkami, to musimy dołożyć sobie jeszcze jedno zadanie - sprawdziłam, to działa! Wspierając fundację Szkoła Otwartych Serc z Malborka, gdzie się urodziłam, daję cząstkę siebie w podziękowaniu za to, że mam zdrowe dziecko. Nie ma dla mnie nic ważniejszego niż zdrowe oczy i uśmiech mojego Frania. Dlatego też ze wszystkich sił staram się, żeby dzieci niepełnosprawne, podopieczni naszej fundacji, też jak najczęściej mogły się uśmiechać.

Jak łączy Pani obowiązki z życiem rozpiętym pomiędzy dwoma domami - tym w Warszawie i tym w Trójmieście?
Podróżuję tak od wielu lat. Zanim na świecie pojawił się Franio, to ja dojeżdżałam do Warszawy do pracy, a odkąd zostałam mamą, mój mąż, który pracuje na Wybrzeżu, częściej wraca do stolicy. Nie jestem w tym odosobniona - nawet w mojej firmie jest wiele osób, które kursują na trasie Trójmiasto - Warszawa. Świat się skurczył, mamy na szczęście coraz lepsze drogi, a w perspektywie Pendolino, więc dojazdy, chociaż są jakimś utrudnieniem, to nie spędzają mi snu z powiek - przyzwyczaiłam się. Skoro dałam radę wrócić do domu z Warszawy z synkiem, kiedy miał 10 dni, żeby móc z nim spacerować nad morzem, to teraz może być już tylko łatwiej (śmiech).

Czym różni się Trójmiasto od Warszawy?
Jeśli mówię Trójmiasto, to myślę: spokój, radość, uśmiech, życie wolniejsze, spokojniejsze... Wspomnienia, do których człowiek wraca, takie jak studia, wschody słońca w tych czasach witane nad morzem, wzdłuż którego granice się zacierają... To chwile, które pozostają w człowieku na zawsze, bo czy Malbork, gdzie się urodziłam, czy Trójmiasto, gdzie spędziłam kolejne lata swojego życia i gdzie cały czas jestem zameldowana, oznaczają dla mnie dom... Warszawę oswoiłam, trochę polubiłam i mam do niej szacunek, bo to miejsce, które dało mi pracę.

Gdzie spędzi Pani tegoroczne święta i sylwestra?
Wigilię i święta Bożego Narodzenia pierwszy raz spędzimy w Warszawie z dziadkami, którzy do nas przyjadą, ponieważ tym razem mnie przypadły dyżury w pracy w czasie świąt. Chwilkę nam zajęło przyzwyczajenie się do myśli, że nie uda nam się pojechać do domu na Wigilię, ale teraz staramy się myśleć o tym pozytywnie, bo zarówno my, jak i nasi najbliżsi nigdy tych dni nie spędziliśmy w stolicy. Już snujemy plany, gdzie pójdziemy na spacer, żeby zobaczyć, jak Warszawa się zmienia na ten szczególny, świąteczny czas. Na sylwestra wybieramy się w góry, co było marzeniem mojego synka, i cieszę się, że to marzenie uda nam się spełnić. Po Nowym Roku wracamy do Trójmiasta.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie