Zagadkowa śmierć kapitana z Gdyni

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Pochodzący z Gdyni 52-letni kapitan został prawdopodobnie brutalnie zamordowany na pokładzie kontenerowca "Sophia", zacumowanego w porcie w Antwerpii.

Do tragedii doszło w niedzielę, 15 marca, ale dopiero w piątedo Polski dotarły informacje na ten temat. Nowy kontenerowiec, należący do niemieckiego armatora Draxl Schiffahrts GmbH, ponad miesiąc stoi w porcie, czekając na ładunek. W kręgu podejrzanych znalazła się dwunastoosobowa załoga statku, składająca się z Litwinów i Filipińczyków. Już na początku śledztwa belgijska policja ustaliła, że nikt obcy nie mógł wejść na pokład pilnowanego przez całą dobę kontenerowca. Znaleziono też nóż, który mógł być narzędziem zbrodni.

Sprawa jest bardzo bulwersująca. Prowadzący na miejscu dziennikarskie śledztwo reporter "Het Laaste Neuw", Patrick Lefelon, powiedział nam, że mimo zbadania śladów na miejscu znalezienia ciała, pobrania odcisków palców i próbek DNA, a także badań na wariografie nie udało się wskazać winnego.

- Policja ostatecznie stwierdziła, że nikt z załogi nie jest z morderstwem związany - twierdzi belgijski dziennikarz. - W związku z tym zadecydowano wczoraj o odesłaniu marynarzy do domów.

Próbowaliśmy zweryfikować tę informację w Wydziale Konsularnym Ambasady RP w Brukseli.

- Oficjalnie nic na ten temat nie wiemy - usłyszeliśmy po zatelefonowaniu do działu opieki konsularnej i spraw morskich ambasady. - Nie zwróciła się do nas ani policja belgijska, ani rodzina kapitana.

Nieoficjalnie doszły do nas wieści, że mogło dojść do krwotoku wewnętrznego. Ciało kapitana zostało już wysłane do Polski.

Ciało polskiego kapitana znaleziono rano, w niedzielę 17 marca br., w kałuży krwi. Natychmiast wezwano policję.

"Sophia" jest nowym, wybudowanym zaledwie przed rokiem kontenerowcem, pływającym pod egzotyczną banderą Antigua i Barbuda. Od połowy lutego jednostka stała w porcie w Antwerpii, czekając na ładunek. Kapitan był jedynym Polakiem na pokładzie. Wśród pozostałych 12 członków załogi są obywatele Litwy i i Filipińczycy. Wszyscy, po odkryciu śmierci kapitana, otrzymali bezwzględny zakaz opuszczania jednostki. Belgijska policja poinformowała, że podczas przeszukania statku zabezpieczyła nóż, będący prawdopodobnym narzędziem zbrodni.

- Sprawa wygląda bardzo tajemniczo - twierdzi Partick Lefelon, z antwerpskiej gazety "Het Laaste Neuws", który na własną rękę prowadzi dziennikarskie śledztwo w tej sprawie. - Na razie jednak nie wiadomo, jakie mogły być okoliczności morderstwa. Wiemy jedynie, że do zabójstwa doszło w nocy. Przez całą dobę dostępu do statku, stojącego w doku numer 248, strzegli ochroniarze, więc nikt obcy nie mógł się przedostać na pokład. Od początku belgijska policja szukała sprawcy zabójstwa wśród członków załogi .
Już w niedzielę przesłuchano wszystkich podejrzanych i pobrano od nich odciski palców. Sprawdzono także odciski butów.

- Po przeprowadzeniu dokładnych, laboratoryjnych badań okazało się, że na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów pochodzących od któregokolwiek z marynarzy! - opowiada Partick Lefelon. - Policjanci mieli jeszcze nadzieję, że uda się rozwiązać zagadkę śmierci Polaka, bo zabezpieczono ślady DNA w jego kabinie. Pobrano więc próbki DNA od każdego z 12 członków załogi. Znowu nie było efektów.

Niejasne mogą być także przyczyny zabójstwa. Już na początku wykluczono motyw rabunkowy. Przy kapitanie znaleziono gotówkę, z sejfu nie zabrano pieniędzy na wypłatę dla załogi. Ostatecznie policjanci z Antwerpii zdecydowali się użyć wykrywacza kłamstw. Wszyscy marynarze poddali się badaniom na wariografie.

- Filipińscy marynarze byli bardzo przestraszeni, ale nie złapano ich na kłamstwie - twierdzi belgijski reporter. - Ostatecznie w piątek rano zadecydowano o zwolnieniu całej załogi. Wszyscy rozjechali się do domów.

Mieszkająca w Gdyni żona zmarłego kapitana nie komentuje sprawy.
- Nie chcę rozmawiać o tym, co się stało - mówi krótko.

Wieść o tragedii dotarła do gdyńskiego Duszpasterstwa Ludzi Morza.

- Po otrzymaniu informacji od naszej misji w Antwerpii natychmiast zadzwoniłem do rodziny zmarłego - twierdzi ojciec Edward Pracz, krajowy duszpasterz ludzi morza. - Zaoferowałem pomoc. W Antwerpii odprawiono już nabożeństwo za duszę zmarłego. Tu, na miejscu może być potrzebna pomoc długofalowa. Oczywiście, jeśli rodzina będzie sobie tego życzyć.

W piątek zadecydowano o wysłaniu ciała kapitana do kraju. Nie wiadomo, czy oznacza to koniec śledztwa w tej bulwersującej sprawie.

- Nie jest to pojedynczy przypadek - twierdzi Tymoteusz Listewnik, przewodniczący Organizacji Marynarzy Kontraktowych NSZZ Solidarność. - Kilka razy w roku otrzymujemy wieści o naszych marynarzach, którzy giną na statku w wypadkach, popełniają samobójstwa, są ofiarami zbrodni. Z reguły jednak informacje te nie są nagłaśniane. Niestety, również nie zawsze udaje się odkryć prawdziwe przyczyny tragedii.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie