Za nami SpaceFest w gdańskim Żaku. Świetni kosmici z krainy jezior [ZDJĘCIA]

Tomasz Rozwadowski
SpaceFest! odbył się w gdańskim Żaku Fot. Karolina Misztal
Piąta edycja SpaceFest! zgromadziła w Gdańsku kilkuset fanów psychodelicznych odmian rocka.

Być może żyjemy na końcu epoki, w której można słuchać wszystkiego, czego się chce. Jeśli tak jest rzeczywiście, to osoby, które nie brały udziału w tegorocznym SpaceFest! w Gdańsku, straciły ostatnią okazję na bycie na festiwalu muzyki niebędącej ani religijną, ani narodową. Kosmos jest nieskończony i eksterytorialny, a tak szeroka przestrzeń wolności nie będzie być może tolerowana w najbliższej kadencji. Potraktujcie więc Państwo tę relację jako tekst poniekąd historyczny.

Festiwal po raz trzeci z kolei odbył się w klubie Żak w Gdańsku, ale od samego początku jest organizowany przez ekipę związaną z trójmiejską wytwórnią Nasiono Records. W tym roku nie było w programie żadnego z zespołów związanych z tą oficyną, za to wystąpił reaktywowany na tę okazję Folder, którego wokalistką była kilka lat temu Joanna Kuźma, znana obecnie szerzej jako Asia i Koty. Folder, który rozpadł się na krótko po wydaniu w 2009 r. jedynego swojego albumu „Red Lof”, zagrał na festiwalu tę płytę w całości. Zespół zabrzmiał nieco historycznie, za to interpretacje wokalne Asi okazały się o wiele dojrzalsze i spójne artystycznie niż te z końca poprzedniej dekady.

Nowością było to, że polskie zespoły, które zagrały w Żaku, zostały wyłonione w wyniku konkursu. Oba okazały się w pełni profesjonalne - osobiście bardziej trafiła w moje emocje garażowa psychodelia krakowskich Łotrów, ale synthpopowa Zimowa też mogła się podobać. Sztandarowym elementem festiwalu są występy Pure Phase Ensemble, zespołu o zmiennym składzie, złożonego z młodych polskich muzyków i specjalnie zaproszonego zagranicznego artysty. W tym roku gościem był Hugo Race, australijski muzyk znany m.in. ze współpracy z Nickiem Cavem. Race sprawnie pokierował transowymi improwizacjami, które będzie można już w przyszłym roku usłyszeć na płytowym zapisie występu Pure Phase, co także należy do chlubnej tradycji festiwalu.

Nieco mniejsze stężenie mocnych przeżyć przyniosły występy brytyjskiego tria Lights That Change oraz duetów TAU i DYN, za to obie gwiazdy poszczególnych dni zabłysły naprawdę jasno. W piątek był to brytyjski zespół The Telescopes, który pierwszy album wydał już pod koniec lat 80. Choć z tamtego składu pozostał tylko lider i wokalista Stephen Lawrie, a część muzyków została wynajęta tylko na jedną trasę, The Telescopes potrafili zaczarować gdańską publiczność swoją potwornie głośną i do cna kosmiczną muzyką. To była mroczna, ale pełna emocji podróż.

Najciekawszym punktem programu był jednak ostatni koncert festiwalu. Już po północy z soboty na niedzielę zagrał fiński Kairon; IRSE!, kwartet zasługujący na światowy rozgłos. Ich muzyczna mikstura składała się z postrocka i postmetalu połączonych z rockiem psychodelicznym. Podobnie jak The Telescopes postawili ścianę dźwięku, ale brzmiącą o wiele mniej opre- syjnie, za to żywo działającą na emocje i wyobraźnię. Koncert zakończyła odkrywcza interpretacja jednej z kompozycji z albumu „Tago Mago” ( wydanego w 1971 r.) kultowego Can i lepszy finał dla Space Fest! trudno sobie wyobrazić.

Formuła festiwalu po pięciu edycjach okazuje się w pełni żywotna, a publiczność dopisuje, więc spokojnie można odwrócić się od mroków rzeczywistości i rozpocząć oczekiwanie na SpaceFest! 2016.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie