Wygrać w czwartek w Zgorzelcu - to zadanie koszykarzy sopockiego Trefla

Paweł Durkiewicz
Oby trener Karlis Muiznieks (w środku) przygotował odpowiednią taktykę na dzisiejszy mecz w Zgorzelcu
Oby trener Karlis Muiznieks (w środku) przygotował odpowiednią taktykę na dzisiejszy mecz w Zgorzelcu Przemek Świderski
Udostępnij:
Kto wie, czy nie najważniejszy mecz sezonu czeka w czwartek sopockich koszykarzy. W Zgorzelcu dojdzie do piątego spotkania półfinału Tauron Basket Ligi. Jak na razie w serii do czterech zwycięstw Trefl remisuje z PGE Turowem 2:2. Od początku tej rywalizacji żadnemu z rywali nie udało się jeszcze wygrać dwa razy z rzędu. Żółto-czarni liczą, że ta reguła zostanie podtrzymana.

Przypomnijmy, że w meczu numer 4, przed świętami wielkanocnymi, w Ergo Arenie 91:82 triumfowali zgorzelczanie. Teraz gra ponownie przenosi się do przygranicznego miasta, a zwycięzca czwartego potyczki będzie już o krok od finału ekstraklasy.

- W przerwie świątecznej dużo trenowaliśmy, ćwicząc różne warianty gry w ataku i w obronie. Zwracaliśmy uwagę na szczegóły, które są najważniejsze - mówi Marcin Stefański.

Mimo niepowodzenia w ostatnim meczu atmosfera w drużynie Trefla jest nadal bardzo dobra. Przed treningiem w wielkanocny poniedziałek polscy gracze postanowili sprawić niespodziankę zagranicznym kolegom i pokazali im, na czym polega... śmigus-dyngus. - Paweł Kikowski oblał mnie wodą przy wejściu do szatni. Próbowaliśmy z Lorinzą Harringtonem się schować, ale "Kiko" nas dopadł - relacjonował reporterom TVP Gdańsk Lawrence Kinnard.

Po chwili rozluźnienia i zabawy sopocianie skupili się na przygotowaniach do arcyważnego występu. Po dotychczasowych spotkaniach półfinału podstawowy wniosek jest jeden: gracze Trefla kontrolują grę, gdy grają z maksymalną koncentracją.

- Nie możemy pozwolić drużynie Turowa narzucić ich stylu gry. Myślę, że jako zespół jesteśmy silniejsi, natomiast pewne drobne elementy decydujące o końcowym wyniku gdzieś nam umknęły w drugim i czwartym meczu - przyznaje Filip Dylewicz.

Nie ma też wątpliwości, że kluczowym elementem planu na dzisiejszy mecz będzie ograniczenie poczynań najlepszego zawodnika Turowa, rozgrywającego Toreya Thomasa. Amerykanin jest jak dotąd w tej serii nie do zatrzymania dla sopockiej obrony: sam zdobywa punkty zarówno z dystansu, jak i po dynamicznych wejściach pod kosz. Świetnie uruchamia też podaniami swoich kolegów. Jego największą słabością jest... brak godnego zmiennika. W obozie Trefla doskonale zdają sobie z tego sprawę. - Mam nadzieję, że znajdziemy sposób, by go powstrzymać - dodaje Stefański.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie