Wizyta Beaty Szydło w Rytlu dwa lata temu. Służby dopuściły do jej spotkania z podejrzanymi o udział w grupie przestępczej

Jacek Wierciński
Jacek Wierciński
Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Wizyta Beaty Szydło w sztabie kryzysowym w Rytlu.
Wizyta Beaty Szydło w sztabie kryzysowym w Rytlu. Karolina Misztal
To był błąd służb, i to nie pierwszy w naszym kraju - mówią eksperci o dopuszczeniu do przypadkowego spotkania byłej premier Beaty Szydło z gangsterami w Rytlu, dwa lata temu.

Członkowie rządu, politycy, a zwłaszcza premier czy prezydent - najważniejsze osoby w państwie, nie mogą przebywać w bezpośrednim sąsiedztwie nie tylko osób niebezpiecznych, agresywnych, ale także skompromitowanych, np. powiązaniami kryminalnymi. Przynajmniej bez ich wcześniejszego solidnego sprawdzenia. - Na świecie to podstawy specjalnych służb - mówią eksperci.

Członkowie rządu, politycy, a zwłaszcza premier czy prezydent - najważniejsze osoby w państwie, nie mogą przebywać w bezpośrednim sąsiedztwie nie tylko osób niebezpiecznych, agresywnych, ale także skompromitowanych, np. powiązaniami kryminalnymi.

Tymczasem do takiej sytuacji doszło dwa lata temu w Rytlu, na Pomorzu. Beata Szydło, ówczesna premier, i Antoni Macierewicz, szef MON, w sierpniu 2017 r. znaleźli się w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej z Gdańska. Politycy weszli do sali, w której odpoczywali wolontariusze pomagający usuwać skutki nawałnicy, ściskali im dłonie, robili sobie zdjęcia.

Wśród ochotników były również dwie osoby podejrzane m.in. o udział w bójce, w której zginął kilka lat temu Daniel Z. ps. Zachar, boss przestępczego, trójmiejskiego półświatka.

- Rozpoznanie służb, które musiało zostać przeprowadzone (takie są procedury), powinno od razu stwierdzić, że coś jest nie w porządku i nie wymagało to zaawansowanej pracy analitycznej - tłumaczy Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa, wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni. - Ludzie, którzy byli wtedy na sali w Rytlu, są dobrze znani organom ścigania, a ochraniająca m.in. premierów Służba Ochrony Państwa współpracuje z policją. Bezwzględnie do takiego spotkania jak w Rytlu ówczesne Biuro Ochrony Rządu (przekształcone w SOP w 2018 r.) nie powinno dopuścić.

Czytaj także

Rozpoznanie terenu wizyty szefowej rządu rzeczywiście nastąpiło, choć okoliczności sprawiły, że była ona przygotowywana w pośpiechu, bo rządowa delegacja przyjechała na miejsce spóźniona. Sztab kryzysowy urządzono w namiocie nad Wielkim Kanałem Brdy. Debatowali w nim nieliczni obecni ważni w państwie i przedstawiciele służb, była też burmistrz Czerska Jolanta Fierek.

- Powiedziałam, że dobrze by było, gdyby pani premier odwiedziła wolontariuszy w ośrodku kultury - wspomina Fierek. - Premier odpowiedziała: - To w takim razie przejdziemy się pieszo do ośrodka kultury.

- Wpadło kilku panów. Zajrzeli w kąty i spojrzeli na stoły - mówił o okolicznościach kontroli SOP Łukasz Ossowski, były sołtys Rytla. - Ludzi nie sprawdzali. Mieli wszystkich wylegitymować, podstawić pod ścianą, przesłuchać, zapytać, skąd są?

- W tej sytuacji możemy mieć do czynienia z dwoma scenariuszami: brakiem w profesjonalizmie służb lub decyzją polityka, bez względu na opinię funkcjonariuszy - tłumaczy Samsel. - W tym drugim przypadku okazałoby się, że politycy nie są mentalnie przygotowani do pracy z ludźmi, którzy mają ich chronić. Nie mają ich za obrońców swojego życia, a zwykłych podwładnych wykonujących polecenia. To groźna sytuacja.

W tej sytuacji możemy mieć do czynienia z dwoma scenariuszami: brakiem w profesjonalizmie służb lub decyzją polityka, bez względu na opinię funkcjonariuszy

Ekspert przyznaje, że sprawa spotkania w Rytlu dowodzi m.in. wpływu polityków na służby, obok spraw takich jak niewykrycie nielegalnych podsłuchów w restauracjach czy wypadki drogowe rządowych limuzyn.

- W tej robocie liczy się doświadczenie - mówi Marcin Samsel. - Dlatego wciąż wychodzą ciągłe rotacje personalne, szybkie awanse w naszych służbach. Mieliśmy przecież niemal masowe odejścia doświadczonych funkcjonariuszy, w których szkolenie państwo zainwestowało miliony, i zastępowanie ich nowymi. Skutkuje to utratą mechanizmów działania, wzorców, zachowań. Niestety, przyzwyczailiśmy się w Polsce, że każda partia, koalicja, po dojściu do władzy, wymienia niemal całkowicie personel służb. Tymczasem proces szkolenia tych ludzi nie trwa trzy miesiące, tylko wiele lat. Służby nie mogą być polityczne. Tak jest tylko u nas.

Czytaj także

Nagranie spotkania w Rytlu było częścią reportażu TVN pt. „Kibol, Naziol, Bandyta”, poświęconego Olgierdowi L. z Gdańska, znanemu od lat organom ścigania. Zarzuca się mu sutenerstwo, wciąż trwa proces.

- Postępowania dowodowe w sprawach dotyczących sutenerstwa z reguły są długotrwałe i skomplikowane. Co oczywiste, w tej branży nie wystawia się rachunków i pokwitowań, więc trudno dotrzeć do świadków, którzy mogliby zeznawać przed sądem, a i same pokrzywdzone często nie są zainteresowane nagłaśnianiem swojej przeszłości. Sprawy ciągną się w nieskończoność - mówi nam doświadczony prokurator z byłej Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, gdzie rozpracowywano grupę Olgierda L. - W przeciwieństwie do porwań dla okupu i brutalnych przestępstw, za które grożą wysokie kary więzienia, czy handlu narkotykami, który jest systematycznie rozpracowywany m.in. przez Centralne Biuro Śledcze Policji, prostytucja sama w sobie nie jest karalna. Zdobycie konkretnych, niezaprzeczalnych dowodów na czerpanie z niej zysków przez osoby trzecie jest bardzo trudne - słyszymy.

- W skali krajowych metropolii trójmiejski seksbiznes ma specyficzną opinię - tłumaczy osoba analizująca kryminalną stronę sutenerstwa w Polsce. - Prostytucja zawsze była tu zdominowana przez silne grupy przestępcze twardą ręką dzielące strefy wpływów i domówki Gdańska, Gdyni i Sopotu. Nie przez przypadek to tutaj wyrosły gangi Olgierda czy tzw. Braciaków, czyli gdyńskich braci B.

Wsp. Anna Klaman

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Becia gangsterom już dawno wybaczyła to swoiste faux pas.

m
maxio

Śp. Adamowicz tylko raz spotkał się ze Stefanem!

Dodaj ogłoszenie