Wiek Miłosza w Trójmieście

Marcin Mindykowski, Tomasz Rozwadowski
Na cmentarzu Katolickim w Sopocie, nad grobem Weroniki Miłoszowej, odczytano wiersze noblisty adresowane do matki
Na cmentarzu Katolickim w Sopocie, nad grobem Weroniki Miłoszowej, odczytano wiersze noblisty adresowane do matki Grzegorz Mehring
Udostępnij:
Misję inauguracji trójmiejskich szeroko zakrojonych obchodów Roku Miłosza 2011 wzięła na siebie Filharmonia Bałtycka. Organizowany przez nią cykl wydarzeń zamkniętych w haśle "Wiek Miłosza" rozpoczął się w miniony piątek koncertem z gatunku "Literatura i muzyka".

Jego muzyczną i słowną część spinała osoba jednego z ewangelistów - zabrzmiała Bachowska "Pasja według św. Marka" i usłyszeliśmy ewangelię apostoła w tłumaczeniu Czesława Miłosza. I choć większość dotychczasowych obchodów miała właśnie taki - artystyczny - charakter, nie zabrakło też wydarzeń o innym wymiarze.

Należało do nich sobotnie spotkanie na cmentarzu Katolickim w Sopocie, gdzie rodzina, przyjaciele i bliscy Miłosza zebrali się przy grobie matki poety, Weroniki z d. Kunatów. Gdański aktor Jerzy Kiszkis odczytał kilka wierszy Miłosza - tych bezpośrednio adresowanych do matki czy dotykających okresu dzieciństwa. Recytację przeplatały miniatury muzyczne w wykonaniu klarnecisty Karola Respondka.

- Dobrze, że spotykamy się nie tylko w salach koncertowych i salonach artystycznych, ale także tutaj - mówił ks. Krzysztof Niedałtowski. - Kto wie, czy to bowiem właśnie to miejsce nie było poecie najbliższe i ze wszystkich zakątków w Trójmieście nie ma najsilniejszego związku z twórczością noblisty.

Duszpasterz przypomniał, że matka Miłosza zmarła w 1945 roku, tuż po przesiedleniu z Litwy. Przyczyną zgonu był tyfus - zaraziła się nim od starej Niemki, którą pielęgnowała. Poeta mocno przeżył śmierć matki. "Życie naszej rodziny zmieniło się odtąd radykalnie" - pisał w listach do brata Andrzeja. Miłosza długo męczyły też wyrzuty sumienia, że - podobnie jak ówcześni lekarze - zlekceważył chorobę, tak często myloną w tamtych czasach z przeziębieniem.

- Pierwszy raz odwiedził sopocki grób, kiedy tylko mu to umożliwiono, w czerwcu 1981 roku - przypomniał ks. Niedał-towski. - Dopiero potem udał się do Sali BHP Stoczni Gdańskiej, żeby jako świeżo upieczony noblista wygłosić w niej wykład. W późniejszych latach wielokrotnie przyjeżdżał do Sopotu, żeby, bez fleszy i kamer, odwiedzić grób matki - podkreślił.
Z kolei w sobotnim spotkaniu, pierwszym w cyklu "Moje ulubione wiersze Miłosza" w sali kameralnej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku wzięli udział wybitny litewski poeta i eseista Tomas Venclova i krakowski aktor Tadeusz Malak. Czytanie przez znakomitego recytatora poezji wybranej przez bliskiego przyjaciela i krajana Czesława Miłosza było kontrapunktem do rozmowy reżysera teatralnego i publicysty Bogdana Toszy z Venclovą o polskim nobliście. Spotkanie otworzyła i zakończyła, podzielona na dwie części sonata na skrzypce i fortepian "Wiosenna" Ludwiga van Beethovena w wykonaniu Radosława Kurka i Roberta Kwiatkowskiego.

Trzecim, poza Czesławem Miłoszem i Tomasem Venclovą, wielkim poetą obecnym w jakiś sposób w sali był ich wspólny przyjaciel, rosyjski noblista literacki z 1987 roku Josif Brodski (1940-1996). Tak jak Nobel Miłosza z 1980 roku przypominał światu o zniewolonej przez komunizm, ale próbującej się z niego wyzwolić Polsce, tak nagroda dla Brodskiego rzucała snop światła na ZSRR, w którym już za kilka lat system komunistyczny miał wyzionąć ducha.

Wszyscy trzej byli emigrantami politycznymi w USA. Miłosz, który był z tej trójki najstarszy i po drugiej stronie Atlantyku znalazł się już w latach 50., znacznie przyczynił się do osiedlenia w Ameryce obu pisarzy dysydentów. Brodski od 1972 roku, Venclova (ur. w 1937 roku) do USA trafił w pięć lat później. Wszyscy wiedli życie wykładowcy uniwersyteckiego, tłumacza i obcojęzycznego poety w kraju, w którym mało kto czyta poezję i mało kto zna obce języki. Dlatego tak bardzo ważnym wątkiem w twórczości ich wszystkich, przy wielu różnicach, był wątek pamiętania ojczystej mowy, silnie obecny w wierszach czytanych przez Tadeusza Malaka w Gdańsku.

Mowa pochodząca z czasów dzieciństwa idzie za nami przez całe życie, nazywając poznanymi w rodzinnych stronach określeniami także świat daleki i w małym stopniu podobny do pamiętanego z rodzinnych stron. Co więcej, słowa żyją dłużej niż ludzie, budynki, a nawet krajobrazy, obowiązkiem poety jest więc pamiętać i nazywać. Jak większość obowiązków, jest ona po trochu i błogosławieństwem i przekleństwem.

Venclova niezwykle obrazowo przedstawiał tę wskrzesicielską magię słowa, opowiadając w sobotę w Gdańsku o pewnym wiosennym dniu w Wilnie we wczesnych latach 70., gdy siedział na ławeczce nad Wilją, czytając nielegalną odbitkę emigranckich esejów Miłosza. Nagle, czytając fragment, w którym polski poeta ze smutkiem opisuje panoramę Wilna z lat swojej młodości przed II wojną światową, Venclova uświadomił sobie, że siedzi dokładnie w tym samym miejscu, z którego Miłosz patrzył na Wilno trzydzieści lat wcześniej i widzi ten sam krajobraz, zupełnie niezmieniony. Ten widok napełnił go nadzieją na wolność dla Litwy. W niespełna dwie dekady później Litwa była już niepodległa.
W intencji Czesława Miłosza została odprawiona południowa niedzielna msza w kościele św. Jana w Gdańsku. W pięknej homilii do Ewangelii wg św. Mateusza, 17 , 1-9, opowiadającej o objawieniu na górze Tabor, w której przytaczane są odnoszące się do Chrystusa słowa Boga "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!", ks. Niedałtowski przypomniał o możnych tego świata, z historii i współczesności, którzy czuli się równi Bogu.

Ich panowanie, mające być wieczne, w rzeczywistości trwało w najlepszym przypadku kilkadziesiąt lat. Poezja Miłosza jest, między innymi, świadectwem rozkwitu i upadku ludzkiego imperium, które miało uszczęśliwić człowieka na wieczne czasy, a w istocie przyniosło tylko bezmiar cierpienia.

W liturgię mszy w Świętym Janie były wplecione fragmenty Mszy koronacyjnej C-dur KV 317 Wolfganga A. Mozarta w wykonaniu solistów, chóru i orkiestry Akademii Muzycznej w Gdańsku pod dyrekcją Kai Bumanna. We wnętrzu kościoła dało się słyszeć głosy i tych, którzy przyszli wyłącznie na mszę, i tych, którzy chcieli jedynie posłuchać Mozarta. Nieliczne na szczęście.

Obchody tego weekendu to dobra obietnica przed kolejnymi, które potrwają do 25 marca.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie