Wejherowo: Do kobiety z zawałem karetka jechała niemal dwie godziny

J. Kielas, T. Smuga
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne Archiwum PP
Do chorej kobiety z Wejherowa, która miała stan przedzawałowy, karetka przyjechała niemal po dwóch godzinach od pierwszego telefonu.

Gdy 73-letnia mieszkanka ul. Reformatów zasłabła w środę wieczorem, jej siostrzenica zadzwoniła na numer alarmowy 112. Było to tuż po godzinie 18. Krewna po rozmowie z czterema różnymi osobami (kolejno z policjantem, dwiema dyspozytorkami i lekarzem) dowiedziała się, że lekarz przyjedzie najszybciej za dwie godziny.

- Pytali mnie o samopoczucie cioci. Powiedziałam, że nie jestem lekarzem i się na tym nie znam, ale starałam się opisać jej stan - opowiada kobieta.

- Ze zgłoszenia wynikało, że ta pani miała bóle kręgosłupa i brzucha. A do takich zdarzeń nie wysyłamy karetek. Dlatego połączenie zostało przekierowane do Pogotowia Medycznego Falck - wyjaśnia Andrzej Zieleniewski, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Wejherowie.

- Zgłoszenie otrzymaliśmy około godz. 18.30 - mówi Rafał Cudnik z wejherowskiego oddziału Falcka. - Na początku trzeba wyjaśnić, że my nie jesteśmy takim typowym pogotowiem ratunkowym. Nasza przychodnia zapewnia nocną i świąteczną opiekę lekarską poza godzinami pracy wejherowskich przychodni. Jesteśmy takim "przedłużeniem" pogotowia ratunkowego. Jeździmy na typowe wizyty domowe do pacjentów. Dysponujemy jednym zakontraktowanym zespołem lekarskim. Po otrzymaniu zgłoszenia powiedzieliśmy, że lekarz do tej pani przyjedzie, ale może być dopiero za dwie godziny, bo w tej chwili był na wizycie w innym miejscu - wyjaśnia.

73-latka czuła się coraz gorzej, siostrzenica pobiegła więc po pomoc do sąsiadki.
- Starsza pani bardzo słabo się czuła, wymiotowała i skarżyła się na ból pleców tak silny, że nie mogła uleżeć na kanapie - relacjonuje sąsiadka. - Pomyślałam, że możemy mieć do czynienia z zawałem serca. Moi rodzice zmarli właśnie na zawał, ja też mam problemy z sercem, więc wiem, że zawał to nie tylko ból w mostku.

Sąsiadka ponownie zadzwoniła po pomoc, ale już nie na numer 112, ale wykręciła trzy dziewiątki, a dyspozytorce pogotowia zapowiedziała na wstępie, że nie ma jej nigdzie przełączać, tylko wysyłać natychmiast karetkę, bo chora wykazuje objawy zawału serca. Dopiero takie postawienie sprawy poskutkowało. Karetka przyjechała około godz. 20.

- Było to zgłoszenie dotyczące bólu w klatce piersiowej. Wysłaliśmy tam karetkę typu R, czyli reanimacyjną. Pacjentka przebywa u nas na kardiologii. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - mówi dyrektor wejherowskiego szpitala.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
LE
Stan przed zawałowy ma każdy z nas, bo każdy go może dostać. Zawał albo jest albo go nie ma. Nie istnieje takie określenie jak przedzawałowy. Co najwyżej dławica piersiowa, ale to zupełnie co innego.
Dodaj ogłoszenie