Walery Popow jedzie konno z zachodniej Syberii do stolicy...

    Walery Popow jedzie konno z zachodniej Syberii do stolicy Francji

    Rozalia Zając

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Walery Popow, ataman kozacki, jedzie z Kurganu w zachodniej Syberii do Paryża.
    W wyprawie pomaga mu Katarzyna Pawłowna, córka cara Pawła I, która zaprosiła Kozaka do Stuttgartu. Jedzie... konno przez obce mu państwa, znając tyko język rosyjski. Brzmi jak żart?

    - I pewnie nigdy bym w to nie uwierzyła, gdyby trasa Walerego nie wiodła m.in. przez okolice Człuchowa. Zadzwonił do męża znajomy, który zapytał czy nie ugościmy na jedną noc jakiegoś Rosjanina, który jedzie na koniu - opowiada Beata Matwijewicz, mieszkanka Sieroczyna. - Mąż od razu się zgodził, ja też nie miałam zastrzeżeń. Chociaż później zaczęły się obawy...

    Wątpliwości minęły, gdy gospodyni dowiedziała się, że celem wyprawy atamana jest zwrócenie uwagi władz rosyjskich na leczenie za pomocą hippoterapii.

    Liczba inwalidów w Rosji to 9 procent (ok. 12 mln. osób). Hippoterapia jako oficjalny sposób rehabilitacji nie istnieje. - W Polsce 15 lat temu była bardzo podobna sytuacja - mówi Tadeusz Matwijewicz, jeden z założycieli Stowarzyszenia "Dwa serca? w Chrząstówku, prowadzącego ośrodek rehabilitacji hippoterapią. - Brakowało systemowych rozwiązań wspierających leczenie ciężkich chorób hippoterapią.

    Walery Popow ma 56 lat, jest inżynierem budowy maszyn. Wyjechał z Kurganu pod koniec marca razem z innym Kozakiem - Ruslanem Menschikovem, który tuż przy polskiej granicy musiał zawrócić z powodu tragicznej śmierci siostry.

    Walery dotarł do Polski 25 maja. Granicę przekroczył w Terespolu. Ze względu na kontuzję konia część trasy musiał przebyć samochodem. Po rekonwalescencji w Sulęczynie wyruszył w dalszą drogę docierając w okolice Człuchowa.

    - Walery przybył do Sieroczyna wieczorem głodny i zmęczony. Przebył około 60 km w upale. Po dotarciu na miejsce noclegu zrobił jeszcze porządek z końmi i dopiero usiadł do kolacji - opowiada Tadeusz Matwijewicz.

    Niebywałego gościa powitali również wójt i sekretarz gminy Człuchów.

    Przy wspólnej kolacji Walery opowiedział trochę o sobie - mówi Arkadiusz Kubalewski. - To bardzo ciekawy człowiek. Współczuję tylko żonie, która z trójką dzieci czeka na jego powrót w Kurganie.
    - To niebywałe - mówią gospodarze z Sieroczyna. Trzymamy za niego kciuki i mamy nadzieję, że szczęśliwie dotrze do celu i że jego koń Kombat wytrzyma taki wysiłek. Przecież to trasa prawie dorównująca tej jaką pokonał Napoleon. Tylko że on co chwilę zmieniał konie, a Walery jedzie cały czas na jednym...

    Po śniadaniu w Sieroczynie Walery podążył do Zdbic koło Szwecji (przy trasie E22). Do Paryża planuje dotrzeć pod koniec września.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo