Waldemar Rudziecki o historii Gdyńskiej Sceny Alternatywnej

Dariusz Szreter
Tomasz Bołt
Udostępnij:
Waldek Rudziecki, ojciec chrzestny alternatywnego rocka w Trójmieście, słucha teraz polek, gromadzi rękodzieło marynistyczne i walczy z mitami narosłymi wokół Gdyńskiej Sceny Alternatywnej.

Waldemar Rudziecki, niegdyś rzutki menedżer, impresario, producent muzyczny, współtwórca inicjatyw w dziedzinie mediów elektronicznych, jak sam przyznaje, od wielu lat działa na uboczu, z dala od medialnego zgiełku. W położonej w centrum Gdyni niedużej kawalerce, którą dzieli z żoną Anią i kotem Michałem, trudno się ruszyć. Wokół pełno książek, płyt, skrzyń, pakunków, obrazów, rzeźb. Jednak lwia część jego kolekcji (Elektroniczna Biblioteka Ilustracji i Muzyki e-fotoplastikon): nagrania, zdjęcia, skany dokumentów - zmagazynowana jest na dwóch serwerach mieszczących 60 terabajtów danych. Naszej rozmowie towarzyszą dźwięki amerykańskiej internetowej stacji radiowej nadającej wyłącznie muzykę z gatunku Polish Polka. To najnowsza pasja muzyczna niegdysiejszego promotora rockowej alternatywy. Co więcej, jest przekonany, że prędzej czy później zarazi nią rodaków w kraju.

Spotykamy się krótko po tym, jak koncert w gdyńskim Uchu oraz wydanie monumentalnej księgi "Artyści Wariaci Anarchiści. Opowieść o gdańskiej alternatywie lat 80." spowodowały, że niemal zapomniana przez 20 lat GSA stała się na powrót gorącym tematem. Yach Paszkiewicz właśnie ogłosił, że będzie realizował na ten temat film dokumentalny. Mojego rozmówcę z jednej strony to zainteresowanie cieszy, z drugiej rwie się, żeby prostować nieścisłości i demaskować tych, którzy jego zdaniem, teraz lansują się jako główni aktorzy zdarzeń, w których odgrywali rolę marginalną.
- Każdy kogoś znał, był na tym czy innym koncercie, ale to jeszcze nie znaczy, że współtworzył tę scenę - protestuje. - Tymczasem ja o koncercie w Uchu dowiedziałem się z gazety, a znam też osoby związane ze sceną, którym w ogóle nie udało się wejść na koncert.

GSA - czasem rozszyfrowana jako Gdańska, czasem jako Gdyńska Scena Alternatywna, wyrosła wprawdzie z licznych spontanicznych przedsięwzięć muzycznych inspirowanych ideologią i estetyką (ale już w mniejszym stopniu muzyką) punkową. Tworzące ją zespoły początkowo powstawały, ćwiczyły i występowały zupełnie na dziko, na zamkniętych, prywatnych imprezach dla "załogi". Pierwszą okazją do wyjścia z tą muzyką poza wąski krąg wtajemniczonych były koncerty w kierowanym przez Magdę Kunicką osiedlowym domu kultury na gdańskim Suchaninie, pieszczotliwie określanym mianem Burdla. Dopiero jednak powstanie w Gdyni Młodzieżowego Centrum Kultury (MCK) w 1986 roku pozwoliło coraz liczniejszej grupie wykonawców zaprezentować się szerzej, jako zwarte, a jednocześnie różnorodne i twórcze środowisko, wnoszące nową jakość do polskiej muzyki rockowej. Związani z GSA wykonawcy, tacy jak Apteka, Bielizna, Pancerne Rowery, Bóm Wakacje w Rzymie czy Dzieci Kapitana Klossa, nie królowali wprawdzie na listach przebojów, bo w ogóle nie sposób było usłyszeć ich w radiu, ale o niezwykłym trójmiejskim "mikroklimacie" muzycznym krążyły wśród fanów rocka legendy.
"Siła GSA nie polega wyłącznie na pojawieniu się znacznej liczby wykonawców, ich niewątpliwej muzycznej oryginalności, lecz przede wszystkim na inności w porównaniu z tym, co obecnie prezentuje reszta naszych nowofalowców. (...) GSA jest czymś w rodzaju »ciepłej fali«, choć rytmy zespołów z Trójmiasta nie zawsze skłaniają do zabawy. Istotne jest, że grupy z Wybrzeża prezentują pewien niepisany program oparty na zauważalnej więzi między muzykami, a przy tym propozycje poszczególnych grup zasadniczo różnią się między sobą" - pisał w kwietniu 1986 roku, na łamach miesięcznika "Non Stop", Grzegorz Brzozowicz.

Młodzieżowe Centrum Kultury to było w dużej mierze dziecko Waldka Rudzieckiego. Gdy się pojawił w Trójmieście w 1982 roku, miał za sobą doświadczenie kierowania studenckim klubem Od Nowa w Toruniu, gdzie swoje pierwsze kroki stawiała Republika, z Grzegorzem Ciechowskim, i gdzie organizowano pionierskie zloty zespołów nowofalowych. Jednak jego pierwsze lata pobytu na Wybrzeżu wiązały się przede wszystkim ze sceną jazzową - był szefem oddziału Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Nie przeszkodziło mu to w zorganizowaniu w Sopocie koncertów kilku zagranicznych wykonawców rockowych, m.in. Misty In Roots, Spear of Destiny, Toten Hosen czy Microdisney.

- Kiedy skończyłem pracę w PSJ, zaangażowano mnie w Almapress - wspomina Rudziecki. - To było wydawnictwo, które zarabiało pieniądze na krzyżówkach. Zetknąłem się tam z ludźmi, z którymi postanowiliśmy stworzyć formalne stowarzyszenie mogące pomóc tym młodym zespołom zaistnieć w oficjalnym obiegu. Może nawet nagrać jakieś płyty. W tamtych czasach, żeby cokolwiek zdziałać, trzeba było mieć za sobą jakąś instytucję. Ci ludzie, tacy jak Basia Burczyk, Antek Szulc, Zdzisław Koszlak, Alicja Chawałkiewicz, byli członkami Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, więc organizacji powiązanej z władzą, ale z całą pewnością nie byli jakimiś prominentami tego systemu. Wiedzieli za to, jak wykorzystać te struktury do realizacji naszych celów, jak załatwiać wszelkie formalności, które dla innych byłyby nie do przeskoczenia.

Rudziecki dziwi się zatem tym z dawnych uczestników sceny, którzy próbują teraz twierdzić, że zawsze był to ruch antykomunistyczny i pozasystemowy.

- W MCK były normalne etaty dla ludzi zajmujących się promocją - tłumaczy. - Z zespołami podpisywane były formalne umowy. Zatrudniono też chłopaków z zespołów. Robili korekty, pomagali przy produkcji tych krzyżówek, których sprzedaż to wszystko utrzymywała. Dużo osób było zatrudnionych przy krzyżówkach.
MCK odegrało bardzo ważną rolę w integracji trójmiejskiego środowiska muzycznego. Głównie za sprawą cyklu festiwali, które prezentowały lokalne kapele i gości zaproszonych z Polski.
- Zaczęliśmy organizować trasy, również zagraniczne. Graliśmy na niezależnych imprezach w RFN, Berlinie Zachodnim, Holandii, Szwecji, ale też byliśmy przy tworzeniu rock-klubów w ZSRR.

Znaleźliśmy wejście do Radia Gdańsk, gdzie zarejestrowano materiał na składankę "Gdynia" oraz pierwszą płytę Bielizny i kasetę Poltonu "Fala 2". Zainwestowaliśmy w pierwsze profesjonalne studio nagraniowe w Wejherowie - wylicza Rudziecki.

MCK to zresztą nie tylko przedsięwzięcia muzyczne. Wokół centrum zebrała się grupa zdolnych grafików, jak Borys Czernichowski czy Jacek Staniszewski, który projektował m.in. plakaty i pierwsze okładki płyt zespołów GSA. Swoje pierwsze projekty realizował tam też Teatr Ekspresji Wojciecha Misiury.

W pewnym momencie to wszystko zaczęło jednak padać. W Polsce szalała inflacja. Krzyżówki wchodziły do sprzedaży, a gdy wpływały za nie pieniądze, to już nic nie były warte. Z płytami też był problem. Kończyła się era winyli, a kompakty jeszcze na dobre się nie zadomowiły.
W 1992 roku Rudziecki sprzedał studio nagrań. Rok później wstrząsem dla środowiska był tragiczny wypadek samochodowy, w którym zginęli Maciej Wanat z Apteki i Michał Orlewicz z Pancernych Rowerów. Kolejny rok i kolejny dramat: pożar strawił położoną na plaży miejskiej w Gdyni Rock Cafe Buda, miejsce ożywionej działalności koncertowej gdyńskiej sceny.

Rudziecki nie godzi się jednak z tezą, że GSA skończyła się wraz z przemianami ustrojowymi. Skończyło się tylko zainteresowanie nią mediów.

- Do 1992 roku wydaliśmy około 20 płyt. Potem studio odkupił Maciek Łyszkiewicz z No Limits i do 2005 roku nagrano tam kolejnych 150 płyt. To też dorobek GSA. Poza tym do momentu spalenia Rock Cafe Buda odbyło się tam blisko 500 koncertów. Wiele z tych zespołów koncertuje nadal. Nie tylko Bielizna i Apteka, ale też Canada Blues, Hektore, Rocka's Delight, Dropsy. Koncert w Uchu pokazał, że są w jeszcze lepszej formie niż kiedyś. Ludzie związani z GSA wypromowali gdyński Sax Club, stworzyli Scenę Letnią Teatru Miejskiego w Gdyni, a dzisiaj pracują nad projektem Jazz z Pomorza.

W kapitalistycznej Polsce Rudziecki był animatorem licznych przedsięwzięć, ale żadne z nich nie odbiło się tak spektakularnym echem jak GSA. Organizował pierwszą w Polsce sieć samoobsługowych salonów płytowych, był pomysłodawcą komercyjnej stacji radiowej Astar Radio, która korzystała z kilku godzin wydzierżawionych od Radia Gdańsk. Był autorem i organizatorem programów muzycznych w Telewizji Gdańsk, tworzył sieć Polonia 1, został współwłaścicielem i dyrektorem generalnym prywatnej Telewizji Trójmiasto, produkował program Polskiej Telewizji Kablowej, a także był autorem scenariuszy i producentem kilkunastu reklamowych filmów teleshopingowych. Ponadto prowadził kursy z zakresu badań reklamowych, promocji i planowania mediów oraz public relations. Przez ostatnie 10 lat w gdyńskim Gemini prowadził prywatne Muzeum Współczesnego Pomorskiego Rękodzieła Marynistycznego. Niestety, nowy właściciel obiektu nie chce mieć w nim muzeum i eksponaty wylądowały w magazynach i mieszkaniu państwa Rudzieckich. Waldek twierdzi, że próbuje zainteresować swoimi zbiorami instytucje państwowe bądź samorządowe na Pomorzu, które powinny dbać o ochronę i rozpropagowanie miejscowego dziedzictwa kulturalnego. Bezskutecznie.
- Wydaje mi się, że gdybym przedstawił projekt happeningu polegającego na złożeniu tego wszystkiego na wielki stos i podpaleniu, łatwiej uzyskałbym na to dotację niż na zachowanie kolekcji - mówi z goryczą.

Kwestie dofinansowania w Polsce twórców i kultury w ogóle to temat szczególnie drażliwy. Rudziecki krytykuje decyzję przyznania 50 tys. zł na grudniowy koncert przypominający dokonania GSA.
- Lepiej byłoby przeznaczyć to na promowanie tego, co te zespoły robią w tej chwili - uważa.
Nie ma też najlepszego zdania o muzyce, którą obecnie można usłyszeć w polskich rozgłośniach radiowych. Sam zafascynowany jest gatunkiem określanym mianem Polish Polka. To muzyka mająca swoje korzenie w Europie Środkowej, głównie Polsce i Czechach, a częściowo także w Niemczech, która na początku ubiegłego wieku przeniesiona została na grunt amerykański. Śpiewa się ją zarówno po polsku i czesku, jak i po angielsku. Często te języki występują obok siebie w tej samej piosence. Jest też południowa odmiana polki, z pogranicza meksykańskiego, zwana tex-mex. Polka jest do tego stopnia popularna w USA, nie tylko wśród Polonii, że przez wiele lat istniała nawet odrębna kategoria nagród Grammy dla najlepszych wykonawców tego gatunku.

- W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że lepiej znam muzykę Mozambiku czy Angoli niż coś, co się wywodzi z naszej rodzimej tradycji, a w dodatku zostało tak dobrze przyjęte na świecie. I sam się tym zafascynowałem. To nie jest żadne łupu-cupu. Często polki wykonują rozbudowane składy instrumentalne z sekcją dętą. Jest trans i improwizacja, a więc to, co charakteryzuje dobrą, porywającą muzykę, przy której zapomina się o problemach.

Waldek jest przekonany, że prędzej czy później Polacy "kupią" ten rodzaj muzyki. Przyspieszeniu tego procesu ma służyć jego najnowszy projekt - zachęcania właścicieli lokali gastronomicznych, by odtwarzali polki w swoich lokalach.

- Mam nagrane ponad 100 tysięcy polek, z czego około 30 tysięcy śpiewanych po polsku. Kto się zobowiąże, że w jego knajpie odtwarzany będzie wyłącznie ten rodzaj muzyki, dostanie streaming do mojej bazy muzycznej oraz ręcznie rzeźbiony w drewnie szyld "Polish Polka" do powieszenia przed lokalem. Dodatkowym atutem jest to, że te utwory nie są zarejestrowane w ZAiKS, tylko w analogicznej instytucji w USA, w związku z czym opłaty za prawa autorskie są zdecydowanie niższe. Z pomocą amerykańskiego środowiska polki tworzę też kolekcję dla Muzeum Emigracji w Gdyni.
Czy i tym razem muzyczny nos Waldka Rudzieckiego nie zawiedzie? Przekonamy się w sezonie letnim, kiedy, wedle jego planów, jak wybrzeże długie i szerokie ruszyć mają knajpki lansujące piosenki Małego Władzia, znanego też jako Li'l Wally, Eddiego Zimy, Waltera Ostanka, Jasia Gory oraz innych gwiazd Polish Polka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie