Tu mieszkał Moczar, tu Kiszczak rozmawiał z Wałęsą. Tajemnice "szpiegowskiej" willi przy Zawrat

Anita CzuprynZaktualizowano 
Gen. Kiszczak i Wałęsa w 1989 r.
Gen. Kiszczak i Wałęsa w 1989 r. Domena publiczna/Wikipedia
W willi MSW przy ulicy Zawrat w Warszawie mieszkali m.in. Moczar i Ochab. W niej spotykali się najważniejsi urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, by zastanawiać się, w jaki sposób postępować z KOR-em w latach 70.W niej spotykali się Jarosław Kaczyński z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem na rozmowach o koalicji. Później przez moment mieszkał w niej Ludwik Dorn, gdy był szefem MSWiA.

Mówi się o niej „szpiegowska”, choć polscy byli szpiedzy Aleksander Makowski i Vincent V. Severski twierdzą, że nic na jej temat nie wiedzą. Mowa o willi MSW przy ul. Zawrat, mokotowskiej rezydencji (dziś ośrodek recepcyjny ministerstwa), pamiętającej tajne spotkania, sekretne narady i spiski z czasów PRL, a i w wolnej Polsce jej mury były świadkami legendarnych spotkań ludzi władzy i sekretnych negocjacji służb specjalnych, nie tylko UOP, ale i zagranicznych.

Budynek liczy prawie 300 metrów kwadratowych z pięknym ogrodem na warszawskim Mokotowie, można by rzec - w samym jego środku, choć przy uliczce dyskretnej i cichej, otoczone są wysokim murem. To piękne miejsce, w prestiżowej dzielnicy, atrakcyjne zarówno dzięki dogodnym połączeniom komunikacyjnym do samego centrum stolicy, jak i jeśli chodzi o dostęp do punktów usługowo-handlowych. Niebagatelne znaczenie ma też to, ze w pobliżu znajdują się zielone tereny miasta.

Podobno sama ulica Zawrat powstała dopiero w 1936 roku, oddzielając się od Idzikowskiego. Nazwa wzięła się od ostrego zakrętu w kierunku skarpy mokotowskiej. Sama Idzikowskiego to dawne grunta wokół Królikarnii, które w latach 30 parcelowała hrabina Krasińska. Jako, że w umowach kupna-sprzedaży działek nieodmiennie zastrzegała, aby zachować charakter parkowy terenu, jej zawdzięczamy, że te zastrzeżenia uszanowano, stąd zachowały się i ogrody, które przeszły też w park Arkadia.

Obiekt przy Zawracie jest ściśle chroniony od 1947 roku, kiedy przejął ją resort bezpieczeństwa. I krążą o nim nieprawdopodobne legendy, a niektórzy byli decydenci zarzekają się, że jest w nich ziarno prawdy. Jak np. to, że była dogodnym miejscem do podsłuchiwania ambasadora USA w czasach komuny. Albowiem położenie willi to miejsce dla szpiegów wymarzone - graniczy z prywatną rezydencją ambasadora. Jak kilka lat temu opowiadał Krzysztof Janik, który w latach 2001- 2004 był szefem MSWiA, właśnie to sąsiedztwo było powodem, że nie chciał tam spotykać się na szczególnie tajne narady. Ale już podejmował w jej pomieszczeniach czy też ogrodzie gości na śniadaniach, obiadach i zorganizowanych przyjęciach.

CZYTAJ TAKŻE: Ludzie gen. Czesława Kiszczaka po 4 czerwca 1989 r. nadal pracowali i spiskowali

To, że mury willi Zawrat były świadkami historycznych, ale poufnych wydarzeń, dziś już nie jest tajemnicą. Tu mieszkał i Moczar i Ochab, tu przecież knuto, jak dobrać się do opozycjonistów KOR, tu odbyły się pierwsze spotkania PRL-owskiej władzy z opozycją, które poprzedziły tajne rozmowy w podwarszawskiej Magdalence i w efekcie doprowadziły do Okrągłego Stołu. Szczegółowo opowiadali o tym w wywiadach hierarchowie kościoła, wśród nich biskup Alojzy Orszulik. Ale i po 1989 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, willa nadal należała do MSW i w niej ponoć minister Andrzej Milczanowski spotykał się z ówczesnym szefem UOP, kiedy przygotowywali dla Sejmu dokumenty dotyczące sprawy „Olina”, z których miało wynikać, że premier Józef Oleksy spotykał się z rosyjskimi szpiegami. Tu spotykał się też, będąc premierem Jarosław Kaczyński z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem na rozmowach o koalicji. Co ciekawe, w willi przez jakiś czas mieszkał i Ludwik Dorn, minister spraw wewnętrznych i administracji w PiS-owskim rządzie Kazimierza Marcinkiewicza i później Jarosława Kaczyńskiego. A przecież ponoć miał własny dom i mieszkanie.

No i tu w końcu wiceminister Adam Rapacki i komendant główny policji Andrzej Matejuk zorganizowali pożegnalne przyjęcie, gdy kończyli pracę w resorcie. Świadkowie opowiadają, że przybył na nie nawet nowy minister Jacek Cichocki.

Andrzej Friszke i Marcin Zaremba na podstawie dokumentów zebranych z archiwum SB w książce „Rozmowy na Zawracie” przedstawiają narady, jakie się tu odbywały, a których tematem było zwalczanie opozycji jeszcze KOR. Uczestniczyli w nich najważniejsi partyjni dostojnicy i wysocy urzędnicy MSW. Długo rozprawiali na przykład o tym, o czym przez telefon rozmawiał Jacek Kuroń. A przecież „korowców” było wówczas w 40-milionowym kraju zaledwie kilkudziesięciu i SB znała ich nazwiska i adresy. Dlaczego potrzeba było tajnych narad, poufnych zebrań, na których zawzięcie i długo debatowano, co z nimi robić, jakby nie można było ich wszystkich zamknąć do więzienia. Zamiast błyskawicznym rozprawieniem się, władza jak tylko mogła, tak uprzykrzała życie opozycjonistom. Pałowanie, areszty 48-godzinne, wyrzucanie z pracy, czy uczelni. SB uważała, że nie opłaca im się otwarta walka, oraz sądy, bo obawiali się większych rozruchów. Zwalczano więc „nieprawomyślnych” metodami operacyjnymi - werbowaniem, kompromitowaniem najróżniejszego rodzaju, szukaniem własnych źródeł informacji i trzymaniem ręki na pulsie. Jak wiadomo, zakończyło się to w efekcie stanem wojennym.

A potem przyszedł gorący sierpień 1988 roku.

Sytuacja, która poprzedziła historyczne spotkanie generała Czesława Kiszczaka z legendarnym wodzem Solidarności Lechem Wałęsą w 1988 roku jest dobrze udokumentowana w najnowszej historii Polski. Oto, kiedy w połowie sierpnia 1988 roku przez Polskę przetoczyła się nowa fala strajków (zapoczątkowała ją kopalnia „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu - to tam górnicy, obok ekonomicznych żądań domagali się zarejestrowania NSZZ „Solidarność”. Protesty na Śląsku i oczywiście Wybrzeżu spowodowały, że władza postanowiła wysondować, czy istnieje możliwość „nawiązania dialogu” z opozycją. 20 sierpnia Józef Czyrek, sekretarz KC PZPR spotkał się w tym celu z Andrzejem Stelmachowskim, przewodniczącym warszawskiego klubu Inteligencji Katolickiej i przedstawicielem zarówno Episkopatu jak i Lecha Wałęsy. Zaraz potem, w następnym dniu generał Wojciech Jaruzelski zwołuje nadzwyczajne posiedzenie Biura Politycznego, gdzie występuje z propozycją rozpoczęcia rozmów z Wałęsą. Popierał go profesor Władysław Baka, dowodząc, że prognozy są niesprzyjające. Strajki mogą rozlać się po całym kraju, a siłowe rozwiązania uspokoją sytuację jedynie na parę miesięcy. Generał Kiszczak uważał z kolei, że do rozmów z Wałęsą trzeba przygotować członków partii, gdyż może to być dla nich szok.
Kontynuowano więc poufne rozmowy z opozycją, a 25 sierpnia Lech Wałęsa wysłał do władz oświadczenie, w którym proponował tematy, jakie należałoby omówić podczas spotkania. Jednym z nich była oczywiście legalizacja Solidarności. Kiszczak przystał, aby jak najszybciej odbyło się spotkanie z przedstawicielami różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych, już wtedy kreśląc wizję rozmów na wzór „okrągłego stołu”. Oczywiście, zastrzegał, że osoby odrzucające porządek prawny i konstytucyjny PRL uczestniczyć w tych spotkaniach nie mogą.

I tak to pierwsze spotkanie Kiszczaka z Lechem Wałęsą odbyło się właśnie w willi MSW przy ul. Zawrat. Uczestniczyli w nim również biskup Jerzy Dąbrowski i sekretarz Komitetu Centralnego Stanisław Ciosek. To wtedy miały też paść pamiętne słowa Cioska, już podczas pożegnania, kiedy pod willę podjechał mercedes Episkopatu: - Dogadajmy się, a wszyscy będziemy jeździć takimi mercedesami.

Władza postawiła wówczas jeden warunek: koniec strajków.

Generał Kiszczak wspominał, jak to 30 sierpnia Tadeusz Mazowiecki, doradca Wałęsy, oznajmił dziennikarzom: „Jutro przewodniczący »Solidarności spotka się w Warszawie z gen. Kiszczakiem oraz przedstawicielami Kościoła. Jest to pierwsze spotkanie pomiędzy Wałęsą a członkiem rządu od czasu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Jest to wydarzenie historyczne. Mam nadzieję, że rozmowy przyniosą porozumienie i rozpoczną dialog oraz dyskusję nad zagadnieniami pluralizmu i relegalizacji „Solidarności ”. Michnik zaś komentował: „Wyniki jutrzejszego spotkania okażą się bardzo ważne dla losów kraju i świata”.

Zdaniem Kiszczaka, z Lechem Wałęsą miał się spotkać na Zawracie w cztery oczy.

- W ostatniej chwili Wałęsa dołączył do towarzystwa bp. Jerzego Dąbrowskiego, a ja dla równowagi - Stanisława Cioska. W trakcie spotkania wyłożyłem w prosty sposób ideę porozumienia i pojednania. Pomysł rozmów przy Okrągłym Stole został dobrze przyjęty przez Wałęsę i bp. Dąbrowskiego. Powstał tylko problem, który powracał też podczas następnych spotkań przy redakcji komunikatu z rozmów. Wałęsa domagał się, by w komunikacie znalazła się zapowiedź relegalizacji „Solidarności”. Cierpliwie tłumaczyłem, dlaczego na razie nie możemy złożyć takiej deklaracji. Zawsze udawało mi się przekonać moich partnerów.

CZYTAJ TAKŻE: Ludzie gen. Czesława Kiszczaka po 4 czerwca 1989 r. nadal pracowali i spiskowali

Z kolei Lech Wałęsa w swojej książce „Droga do wolności” wspominał to spotkanie w swoim stylu: „Oczywiście, nie byłem zadowolony, ale też nie mogłem zbytnio podskakiwać. Kilkanaście strajkujących zakładów to nie kilkaset, jak w sierpniu 1980, a generał powiedział bez ogródek, że i tak „beton” partyjny próbuje torpedować każdą ofertę ugody z opozycją. Czułem, że mówi szczerze, lecz zastanawiałem się, jak spojrzę w oczy zarośniętym, czekającym z nadzieją stoczniowcom czy górnikom. Cóż z tego - myślałem - że racja moralna jest po ich stronie?”

Doprowadził jednak do tego, że kilka dni później strajki przerwano. U władzy tamtego czasu, jak zauważają historycy, w tym profesor Antoni Dudek, rozpoczęcie rozmów z Wałęsą spowodowało psychologiczny przełom. Już nie myślano o siłowych rozwiązaniach i krwawych stłumieniach protestów. Wcale tu jednak nie chodziło o to, że opozycja rosła w siłę, ale o samą degrengoladę wewnątrz kierownictwa komunistycznych władz.

Oczywiście aparat partyjny, jak to przewidywał Kiszczak, był mocno zaniepokojony rozmowami z Wałęsą. - Zaskoczenie było ogromne. Moje spotkanie z Wałęsą źle przyjęła partia, część pracowników MSW i wojska, a także wielomilionowe OPZZ. Poważnie zaniepokojone były też kraje socjalistyczne. Prowadziłem dziesiątki rozmów z ich przedstawicielami. Uspokajałem, tłumaczyłem, wyjaśniałem. Dla przykładu, gdy w listopadzie 1988 r. leciałem do Iraku, miałem międzylądowanie w Burgas. Na lotnisku czekała na mnie delegacja od Todora Żiwkowa, która chciała uzyskać szczegółowe informacje o rozmowach z opozycją w Polsce.
Jaruzelski polubownie tłumaczył: - To Wałęsa razem z biskupem pojechał do szefa policji, a nie odwrotnie”.

Dlaczego Wojciech Jaruzelski wyznaczył Kiszczaka do prowadzenia rozmów z opozycją? Jak mówił Kiszczak: - Sądzę, że zadecydowała znajomość mojego życiorysu, mojego uporu i charakteru, nasze liczne rozmowy, w czasie których jasno wyrażałem swój pogląd na sposób sprawowania władzy. Opowiadałem się za unormowaniem polskiej sceny politycznej, za porozumieniem i pojednaniem. Znał moje liczne rozmowy z przedstawicielami Kościoła i opozycji. Znał moje podejście do ludzi chcących rządzić po staremu. Ponadto byłem człowiekiem, który dość dobrze znał opozycję. Kościół i opozycja nie ukrywali, że widzą we mnie kandydata do rozmów. Byłem członkiem najwyższych władz PZPR. Ówczesny premier Mieczysław Rakowski tak o tym pisze: „Jaruzelski, wskazując na Czesława Kiszczaka jako tego, który ma odegrać pierwszoplanową rolę, rozumował następująco: dokonujemy zwrotu w naszej polityce, co dla wielu członków partii może być szokujące. Jeżeli powierzymy to zadanie komuś, do którego różne siły w partii i w państwie odnoszą się nieufnie, podejrzewają o kapitulanctwo wobec opozycji, to możemy wszystko popsuć. A zatem głównym negocjatorem powinien zostać ktoś, kto choćby tylko mocą swego urzędu pozostaje poza podejrzeniami, że ma miękkie serce dla opozycji. Najlepszy do tej roli wydawał się szef MSW, czyli ten, który z urzędu od kilku lat tropił opozycję i zwalczał ją wszak nie słowem. Gen. Kiszczak, człowiek oddany Jaruzelskiemu, ściśle wykonujący jego polecenia i decyzje, gwarantował także, że służby specjalne nie zmajstrują czegoś (...) ten długoletni oficer wywiadu wojskowego, postawiony przez Jaruzelskiego na czele MSW w połowie 1981 r. w toku przygotowań do Okrągłego Stołu i w czasie jego obrad demonstrował wysokie umiejętności i negocjacyjną zręczność; zdobył zaufanie ludzi, którym przecież przez kilka lat dobrze dawał się we znaki”.

Drugie historyczne spotkanie generała Kiszczaka i Wałęsy odbyło się 15 września 1988 roku, znów w willi przy ul. Zawrat. Stronę partyjną reprezentował Ciosek, z Wałęsą był ksiądz Alojzy Orszulik i Andrzej Stelmachowski.

Po latach biskup Alojzy Orszulik wspominał w wywiadach: - Kiszczak witał nas na schodach pałacyku, potem kilka minut spacerowaliśmy po parku, a ludzie Kiszczaka nas filmowali i robili nam zdjęcia. Podczas rozmów Wałęsa uparcie powtarzał, że chodzi o pluralizm związkowy, Andrzej Stelmachowski - że trzeba zalegalizować „Solidarność”, a ja - żeby nie karać ludzi za strajki.

CZYTAJ TAKŻE: Ludzie gen. Czesława Kiszczaka po 4 czerwca 1989 r. nadal pracowali i spiskowali

Zdaniem Orszulika Kiszczak zachowywał się wtedy tak, jakby jednym uchem słuchał, a drugim wypuszczał. Widać było, że nie chciał się z gośćmi kłócić, ale zależało mu na rozmowach. Wtedy też i w tamtym miejscu podjęto decyzję, że dalsze negocjacje odbędą się w podwarszawskiej Magdalence”. Chodziło też o to, że miała uczestniczyć w nich większa grupa ludzi. - Rozmowy odbyły się w dobrej atmosferze, chociaż tematyka była trudna. Uzgodniliśmy, że trzeba poszerzyć skład rozmówców i z uwagi na szczupłość pomieszczeń przy ul. Zawrat przenieść rozmowy do willi wywiadu w Magdalence - potwierdzał Czesław Kiszczak.

Ze strony Solidarności, obok Wałęsy w delegacji znalazły się takie osoby, jak Andrzej Stelmachowski, Władysław Frasyniuk, Lech Kaczyński, Władysław Liwak, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel, Alojzy Pietrzyk, Edward Radziewicz i Henryk Sienkiewicz. Ze strony władz delegacja była liczniejsza: Kiszczak, Ciosek, Artur Bodnar, Jan Jankowski, Janusz Jarliński, Mieczysław Krajewski, Harald Matuszewski, Jerzy Ozdowski, Romuald Sosnowski, Bolesław Strużek, Jan Szczepański, Tadeusz Szymanek i Stanisław Wiśniewski. Przy czym zaznaczyć trzeba, że prócz ludzi PZPR byli w tym gronie członkowie ZSL, SD i OPZZ. Byli też przedstawiciele kościoła: wspomniany już biskup Orszulik i Bronisław Dembowski. To, co się tam wtedy działo, jakie słowa padały, jakie sojusze się zawiązywały i jakie były efekty negocjacji, to sprawa na inny artykuł, dość jednak wspomnieć, że przecież już 16 września w rozmowach w Magdalence pojawił się impas. Kiszczak znów na osobności negocjował z Wałęsą i Mazowieckim, aby złagodzili swoje stanowisko i zaakceptowali oficjalny komunikat, informujący o początku obrad „Okrągłego Stołu”, których przedmiotem miał być kształt polskiego ruchu związkowego, a ich rozpoczęcie proponowano na połowę października. Władysław Frasyniuk zdecydowanie opierał się takiemu stanowisku. Jak już wiemy dopiero po nowym roku, 6 lutego 1989 roku ostatecznie rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu.
Po roku 1989 willa była w gestii Urzędu Ochrony państwa i tam też w 1990 roku odbyła się pamiętna kolacja wydana na cześć szefa CIA, który przyjechał do Polski, aby osobiście podziękować oficerom UOP, którzy uratowali w Iraku oficerów amerykańskich. Sprawa to znana (powstał przecież film na kanwie tej historii pt. „Operacja Samum”, w której niebagatelną rolę odegrał Gromosław Czempiński. Kilka tygodni później po szczęśliwym zakończeniu tej akcji ówczesny szef CIA Wiliam Webster bawił na Zawracie. Był tam też obecny ówczesny ambasador USA w Polsce Thomas Simmons, który miał wyjawić oficerowi UOP, że nareszcie ma okazję zwiedzić willę, w której mieszkał niegdyś szef bezpieczeństwa Stanisław Radkiewicz. Oficer miał mu odpowiedzieć na to, że jego z kolei cieszy, iż na drugi dzień będzie gościł na kolacji u ambasadora, w jego prywatnej rezydencji, którą zobaczy po raz pierwszy na własne oczy, a której rozkład zna tak dobrze (oficer ten w PRL zajmował się amerykańskimi dyplomatami w Warszawie). Podobno Simmons zaniemówił na te słowa, choć przecież miał świadomość, że jego rezydencja musiała znajdować się na podsłuchu.

W czasach, kiedy w Polsce rządy objęło SLD z Leszkiem Millerem, jako premierem, to na Zawracie (a nie w knajpach, co podkreślał Krzysztof Janik) odbywały się spotkania ministrów. Zawrat słynął ze świetnej kuchni i fortepianu, na którym lubił przygrywać gościom szef MSWiA Andrzej Milczanowski.

CZYTAJ TAKŻE: Ludzie gen. Czesława Kiszczaka po 4 czerwca 1989 r. nadal pracowali i spiskowali

W willi mieszkał też Ludwik Dorn, ze swoim psem Sabą, która, jak swego czasu sensacyjnie donosił „Wprost” zżarła meble należące do MSWiA. Fakt ten postanowił wykorzystać LiD w trakcie trwającej kampanii wyborczej w swoim spocie reklamowym. Dorn pozwał LiD w trybie wyborczym i wygrał proces. Ludwik Dorn tłumaczył wtedy, że Saba nie gryzie mebli, bo wyrosła już z okresu szczenięcego. Zresztą, mówił, meble były gierkowskie, trudno więc wyobrazić sobie, aby jego suka przezwyciężyła obrzydzenie i wzięła je do pyska.

Dziś, jak informuje biuro prasowe MSW, willa przy ul. Zawrat jest zabudowaną nieruchomością Skarbu Państwa na której ustanowiony jest trwały zarząd Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obecnie wykorzystywany jest przez MSW jako obiekt do obsługi protokolarnej wizyt delegacji zagranicznych oraz organizacji spotkań, narad i konferencji przez kierownictwo MSW.

Mury willi słuchają więc nowych, choć tak samo poufnych historii.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Tu mieszkał Moczar, tu Kiszczak rozmawiał z Wałęsą. Tajemnice "szpiegowskiej" willi przy Zawrat - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

C
Chriss

Ta ukraińska chłopka z podwójnym obywatelstwem, jest tak samo wiarygodna, jak kiszczak. "wyszedł z komendy i się przyznał", no fakt współpracownik ................ja zawsze myślałem że agenci działają po cichu, pod przykryciem, spotkania utajnione a tu babcia suwnicowa od razu wszystko wiedziała i zaraz powiedzą że zamach w smoleńsku miał na celu ... itp itd. Lepiej niech sprawdzą jak KGB zadaniowało obywatelkę ZSRR, walentynowicz, bo czysta to postać, nie jest...

Ż
Życzliwa

A za wszystkim zawsze stały pazerne klechy.

G
Gość

Rok 1994. wywiad z Anną Walentynowicz, jego skroty:
(...) Można powiedzieć, że jestem osobą niewygodną i wyciszono mnie. Nigdy dobrowolnie się nie izolowałam. Wałęsa, owszem, zapraszał mnie do Belwederu. Gdybym jednak przystała na jego propozycje, w efekcie nagłośniono by mnie i skompromitowano. Jestem dla wielu niewygodna, za dużo rozumiem. Wałęsa kusił mnie stanowiskiem ministra finansów. Odpowiedziałam, że niedouczony prezydent nie będzie dobierał niedouczonych ministrów. Wiem przecież, gdzie jest moje miejsce. Nie można wystawiać polskiego rządu na pośmiewisko świata. Dlatego Wałęsa nie zaimponował mi ani Belwederem, ani pieniędzmi. Powiedziałam mu zresztą: „Jeżeli masz godność, to zrezygnuj z prezydentury sam, jeśli nie chcesz odejść w niesławie”... Zarejestrowano nowy związek zawodowy pod ukradzionym szyldem po to, aby go splugawić. Do tego potrzebny był Wałęsa. Bo ani Kiszczak, ani nikt inny nie mógł tego zrobić. Jeśli nie potrafisz zniszczyć przeciwnika, stań się jego sojusznikiem. Do tego był potrzebny zaufany agent... Nie czuję się oszukana, teraz już jestem spokojna, wszystko, co się dzieje, przewidywałam. Jednak ludzie czują się oszukani... Ja zaś czuję się tak, jak może się czuć człowiek okradziony ze zdobyczy Sierpnia. Potrafiliśmy walczyć, dokonywać zmian, ale swoich zdobyczy nie potrafiliśmy utrzymać, gdyż zaufaliśmy tym, którzy przyczepili sobie znaczek „Solidarności” i Matki Bożej (...)

Dodaj ogłoszenie