Tadeusz Zdunek, prezes Wybrzeża Gdańsk: Starannie przygotowaliśmy się do walki o awans o Ekstraligę. Aby tym razem od razu nie spaść

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Tomasz Zdunek, prezes i tytularny sponsor żużlowego Wybrzeża Gdańsk
Tomasz Zdunek, prezes i tytularny sponsor żużlowego Wybrzeża Gdańsk Przemyslaw Swiderski
Rozmowa z Tadeuszem Zdunkiem, prezesem i sponsorem żużlowego Wybrzeża Gdańsk, o zamkniętym właśnie okienku transferowym, sportowych perspektywach na przyszłość, nowym menedżerze Eryku Jóźwiaku oraz o pieniądzach w sporcie żużlowym.

Okno transferowe za nami. O Wybrzeżu Gdańsk jest głośno w żużlowym świecie. Jest pan zadowolony z personalnych ruchów?
Oprócz Olega Michajłowa, którego bardzo chcieliśmy mieć bardzo u siebie (21-letni Łotysz z Lokomotivu Daugavpils – przyp. red.), mamy wszystkich zawodników, o których się staraliśmy.

To chyba nowa sytuacja w ostatnich latach? Do tej pory więcej w Gdańsku było tych żużlowców, którzy mieli się pokazać, mieli jakieś sportowe zawirowania za sobą. Teraz są nazwiska, które niemalże gwarantuję wysoki poziom.
Nie powiedziałbym tak. Jeżeli weźmiemy pod uwagę przykłady Mikkela Michelsena czy Andersa Thomsena, którzy u nas w Gdańsku się wypromowali, to byli zawodnicy wzięci „znikąd”. Dodać tu można jeszcze Mikkela Becha, który w tej chwili zrezygnował z jeżdżenia. Miał dobrą pracę i cały czas był na granicy: jeździć czy nie jeździć. To zawodnicy, którzy się u nas wypromowali tak, że znaleźli się w pierwszej dziesiątce pod względem średniej biegowej w I lidze. Oczywiście mieliśmy zawodników, których braliśmy z myślą odbudowania. Tutaj przykładem jest Peter Kildemand. To wynikało też z sytuacji.

Wspomniał pan o Mikkelu Bechu. Jak odebrał pan to pożegnanie zawodnika, który przyjechał na trybuny na ostatni mecz sezonu w Gdańsku?
To było nie fair wobec nas. Zawsze wobec niego postępowaliśmy uczciwie, a on nie powiedział nam, że już na początku sezonu podjął decyzję praktycznie o zakończeniu kariery. Było potem widać, że jest totalnie nieprzygotowany do jazdy. To nie było w porządku. Potem jeszcze to dziwne pożegnanie. Przyjechał bez powiadomienia nas. Chodził po trybunach. To nie jest w porządku. Byliśmy cały czas w kontakcie. Gdyby nam powiedział, to miałby normalne pożegnanie. Tak, jak to powinno wyglądać.

Skupmy się na przyszłości. Z nowych twarzy w składzie są Wiktor Kułakow, Jakub Jamróg, Michał Gruchalski czy Lukas Fienhage. Kogo było najtrudniej pozyskać?
Najdłużej rozmowy trwały z Gruchalskim. Poważnie byliśmy zainteresowani Michajłowem i transfer cały czas był na granicy. Wymyśliliśmy rozwiązanie, które byłoby korzystne dla obu stron. Nie rozumiemy za bardzo uporu Nikołaja Kokina (trener Lokomotivu – przyp.), który go zablokował w tych wszystkich poczynaniach. Był taki etap, w którym uważaliśmy, że wszystko jest załatwione. Z Fienhage temat został "dograny" trochę wcześniej. Michajłow był naszym pierwszym wyborem, jednak Niemiec też jest bardzo utalentowanym zawodnikiem i stać go na solidne punkty.

20-letnia Daria Szwaba, podprowadzająca Wybrzeża Gdańsk, w finale Miss Polonia 2020 [GALERIA]

Jak ocenia pan potencjał tego nowego składu, który udało się zbudować?
Jestem bardzo ostrożny. Wydawało się, że na sezon 2020 też mieliśmy nie najgorszy skład. Liczyliśmy, że Peter Kildemand się odbuduje i będzie jeździł super. Okazało się, że wszyscy zawodnicy „zeszli” z wynikami. Główny młodzieżowiec nie sprostał. Spodziewaliśmy się, że będzie najlepszy, a przez cały sezon wygraliśmy jeden bieg juniorski. To było dla nas wielkim zaskoczeniem, że to poszło w tym kierunku. Byliśmy niby silni. Rasmus Jensen miał być zawodnikiem uzupełniającym, a stał się podstawowym, najlepszym praktycznie.

Rok 2014 to ostatni z udziałem Wybrzeża w ekstralidze. Czy myśli pan, że po sezonie 2021 to się może zmienić?
Bardzo starannie przygotowywaliśmy się do tego, żeby powalczyć o awans. To nie jest tak, że tylko awans nas zadowala i na tym poprzestaniemy. Mamy grupę sponsorów, takich fajnych, którzy nam pomagają coraz bardziej. To zaplecze finansowe jest dosyć mocne, stabilne. Mamy perspektywicznych zawodników i tutaj wszystko jest poukładane. To też wynika z sytuacji. W 2019 roku bardzo chciał awansować ROW Rybnik, w zakończonych rozgrywkach duże pieniądze zainwestował eWinner Apator Toruń. Ciężko było z nimi rywalizować na rynku. To też mogło oznaczać z naszej strony wydawanie pieniędzy i zadłużanie się. Ja doskonale pamiętam rok 2013, kiedy to awans kosztował nas ponad 6 mln złotych. Podpisane były wówczas bezsensowne umowy przez prezesa Roberta Terleckiego i ówczesny zarząd. Wtedy Artur Mroczka za sezon zarobił w Gdańsku milion złotych. W I lidze to są nierealne pieniądze, żeby tyle dostać. Pod koniec sezonu w ekstralidze, kiedy już przejąłem zarząd nad klubem, zaoszczędziliśmy dość spore pieniądze, ale olbrzymia strata ponad 3 mln złotych nas pogrążyła. Taka sytuacja nie może się powtórzyć.

A jak teraz wygląda sytuacja finansowa klubu? Jesteśmy w trakcie pandemii, która bardzo mocno uderza w sport, a przede wszystkim w biznes.
W tym sezonie będziemy na plusie. Wybrzeże nie ma żadnych problemów finansowych, z płatnościami. To także jest duży atut przy rozmowach z zawodnikami. Wyrobiliśmy sobie opinię bardzo solidnej drużyny, klubu który płaci na czas. Oczywiście są jakieś przesunięcia, ale to niewielkie odchylenia. Większość zobowiązań płacimy regularnie. To bardzo mocno pomaga w negocjacjach i było to szczególnie istotne przy kontraktowaniu Kułakowa czy Jamroga. Oni akurat mieli przygody związane z płatnościami, więc dla nich to potężny argument.

W tych niepewnych czasach spowodowanych przez covid, zastrzyk finansowy w postaci 240 tysięcy złotych jako ekwiwalent za Karola Żupińskiego, który przeszedł to Torunia, to rozumiem duży zastrzyk?
Dalibyśmy sobie bez tego radę. Bez problemu (śmiech). To nie są pieniądze, które decydowałyby o finansach naszego klubu. To nie są kwoty, których żądaliśmy. Ekwiwalent powinien być dużo wyższy, bo kiedy trzy lata temu wiązaliśmy się z Karolem Żupińskim, umówiliśmy się, że dostaniemy wyłącznie zwrot za wkład, jaki w tego zawodnika zainwestowaliśmy. Nie są to ekwiwalenty za wyszkolenie. Fizycznie wykładaliśmy bowiem pieniądze na jego rozwój.

Taką informację wyczytałem, dlatego dobrze, że pan to prostuje.
Można powiedzieć, że to ekwiwalent za wyszkolenie. Zainwestowaliśmy nawet więcej. Ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z kosztów związanych z prowadzeniem juniora. Junior jest zawsze jednym z najdroższych zawodników. Pomoc kosztuje dużo, bo wiele jest zawodów juniorskich. Zawsze trzeba dołożyć do sprzętu, opon, wyjazdów i wielu innych rzeczy.

Panie prezesie, to na koniec chciałbym jeszcze zapytać, czy chciałby pan być w miejscu Eryka Jóźwiaka? Nowy menedżer ma imponujący start, jeśli chodzi o skuteczność transferów. Oczekiwania wobec niego będą jednak duże w tym debiucie. Gdańskie trybuny są przecież wygłodniałe sukcesów.
Zapoznałem się z tymi opiniami kibiców. Niektórzy mieli obawy i zastanawiali się, jak to możliwe, że mechanik został menedżerem. A dlaczego nie? Mechanicy zostają prezydentami. Ja sam zaczynałem jako mechanik. Teraz mam sporą firmę, chociaż na początku sam naprawiałem samochody. To co? Mechanik nie może być menedżerem?

Ja wcale nie kwestionuję tej decyzji.
Ja jednak chciałbym się do tego odnieść, bo wylała się fala hejtu. To było coś przerażającego. Wylało się to na mnie i na Eryka. Eryk od dawna pomagał nam w wielu rzeczach. Doskonale orientuje się w światku żużlowym, zna go. Ja byłem i jestem kibicem, a nigdy nie powiem o sobie, że znam się na żużlu. Nigdy nie powiem, jaki powinien być tor, jaki w składzie powinien być zawodnik, jakie ma mieć przełożenia. Nie mam o tym zielonego pojęcia i tego nie powiem. Są tacy prezesi, którzy sami robią tory, ale ja do nich nie należę. Ja wraz z pozostałymi członkami zarządu jesteśmy od sprawowania nadzoru, utrzymywania relacji z miastem, czy sponsorami. Mariusz Kędzielski jest od prowadzenia spraw organizacyjnych i marketingu. Potrzebowaliśmy człowieka, który zna się na torze, zna się z zawodnikami, żeby to wszystko poustawiać. Dlatego padł wybór na Eryka, który w tym jest bardzo dobry. Działamy kompleksowo. Robimy zmianę toru, stawiamy na rozwój zawodników itd. Myślę, że starannie przygotowaliśmy się do walki o awans i kolejne wyzwania, aby zaraz po awansie znowu nie spaść z ekstraligi. To wymaga pracy i czasu. A wszyscy kibice chcieliby, aby to się stało z dziś na jutro. Tak się nie da. Próbował tak zrobić Robert Terlecki, z dziś na jutro, i skończyło się to katastrofą. Praktycznie wtedy, gdybym nie wyłożył własnych pieniędzy i nie pospłacał długów, to klubu by nie było.

Nie mamy niestety wpływu na to, co część ludzi wypisuje w internecie. Myślę, że tych, których się nie da i tak pan nie przekona, ale warto to mówić, aby inni kibice mieli tego świadomość.
To jest po prostu przykre. Jestem pierwszym prezesem w dziejach tego klubu, który nie pobiera wypłaty. Tracę swój czas, załatwiając wszystko. Udzielam pomocy firmowego działu marketingu, który wspomaga klub. Wszystkie samochody w klubie są ode mnie. Dałem je do dyspozycji. Nie chodzi więc tylko o przelane pieniądze, ale także inne rzeczy, które w sumie składają się na olbrzymie kwoty. Każdy z moich poprzedników na tym stanowisku zarabiał po kilkanaście tysięcy. Do tego mieli samochód służbowy oraz wyjazdy na koszt klubu plus różne, dziwne rzeczy. Jeżdżę wszędzie za swoje pieniądze, śpię za swoje pieniądze. Z klubu nie wziąłem jeszcze ani złotówki, aby coś sobie zwrócić.

Wróćmy jeszcze do pytania o menedżera Eryka Jóźwiaka. Jego debiutancki sezon będzie bardzo intensywny. Presja będzie duża i sam od siebie pewnie będzie wymagał, żeby wszystko szło w dobrym kierunku.
Eryk jest bardzo dobry i nie chcę mu w niczym umniejszać. Bardzo się stara i wszystkie telefony były na czas. Trzeba jednak pamiętać, że miał przygotowany grunt, szczególnie przez Mariusza Kędzielskiego, który również ma wyrobioną bardzo dobrą opinię w światku żużlowym. Jest cała grupa ludzi, którzy w klubie pracują na jego jakość.

To tylko zostaje sportową kropkę nad tym postawić?
Nie ujmując nic Erykowi, nie startował od zera. Nie jest meteorytem, który się nagle pojawił. Przez lata jako klub pracowaliśmy na taką pozycję, jaką teraz mamy.

Bartosz i Paweł Zmarzlik o swojej żużlowej karierze

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.