Szajka złodziei luksusowych aut rozbita. Kradli metodą "na śpiocha"

Szymon ZiębaZaktualizowano 
sxc.hu
Najpierw obserwowali właściciela luksusowego auta. Potem włamywali się do jego domu w nocy, kradli bezszelestnie kluczyk i odjeżdżali limuzyną w nieznane. Taki schemat działania wykorzystywali członkowie złodziejskiej szajki, którą niedawno rozbiła gdańska policja.

Gdańscy policjanci z samochodówki rozbili szajkę podejrzaną o kradzieże luksusowych limuzyn. Działając metodą "na śpiocha", mieli zrabować auta warte w sumie ponad milion złotych!

Śledczy zdradzają jednak, że sprawa jest rozwojowa, a cztery najnowsze modele mercedesów, które padły ofiarą złodziei, mogą okazać się wierzchołkiem góry lodowej.

- Podejrzani namierzali ofiarę, która mieszkała w domku jednorodzinnym. Następnie jakiś czas obserwowali zachowanie mieszkańców, skrzętnie uczyli się rozkładu dnia domowników. Sprawdzali nawet, czy mają zwierzęta i o której godzinie chodzą spać - zdradza mi kulisy zatrzymania dwójki mężczyzn jeden z gdańskich policjantów zajmujących się zwalczaniem przestępczości samochodowej.

27-latkowi i jego 58 -letniemu kompanowi, prokuratorzy zarzucają kradzieże z włamaniem. Policjanci, opisując ich metody, mówią o działaniu "na śpiocha". Złodzieje - jak wynika z ustaleń śledczych - mieli wykorzystywać, bowiem głęboki sen namierzonej rodziny. Przy użyciu specjalistycznego sprzętu włamywali się do mieszkania, w którym szukali kluczyków do luksusowego auta.

- Ostatnie modele mercedesów mają świetne zabezpieczenia. Dlatego złodzieje woleli ukraść kluczyki, niż mocować się z zamkami - tłumaczy funkcjonariusz. - Kradzieże "na śpiocha" to najbardziej bezczelne, ryzykowne, ale i najbardziej opłacalne ze wszystkich włamów - dodaje.

Podczas kradzieży podejrzani mężczyźni mieli wykorzystywać najnowsze zdobycze technologii. Już po ich zatrzymaniu, w trakcie przeszukań mieszkań i aut, funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli urządzenia elektroniczne służące do niefabrycznego uruchamiania pojazdów, zagłuszarki sygnału GPS, skanery służące do nasłuchu częstotliwości policyjnych, wiertarki czy narzędzia do otwierania okien przez wykonany nawiert. Zabezpieczyli również mitsubishi warte ok. 80 tys. zł należące do jednego z zatrzymanych.

- To auto prawdopodobnie służyło do obserwacji ofiary, a późnej pilotowania skradzionego samochodu do "dziupli" - wyjaśnia policjant. I dodaje: - To nie byli amatorzy. Do włamów przygotowywali się profesjonalnie, używali też profesjonalnego sprzętu. Z naszych ustaleń wynika, że kiedy jeden z mężczyzn włamywał się do mieszkania, drugi stał na czatach, udawał, że jest na spacerze z psem, tymczasem obserwował okolicę. W mieszkaniu starali się nie zostawiać śladów, do każdego rabunku zmieniali ubrania na "robocze".

Obserwacja przeprowadzona przez rabusiów miała mieć jednak szerszy zasięg. Wykorzystując specjalistyczne urządzenia, prawdopodobnie przechwytywali policyjny sygnał i lokalizowali patrole policji.

- W ten sposób mogli zabezpieczać się przed niespodziewanym spotkaniem z funkcjonariuszami - zauważa mundurowy.
Policjanci przestępczą szajkę rozpracowywali osiem miesięcy. Ostatecznie przyłapali ich na gorącym uczynku - w garażu, w którym zrabowane auta przygotowywane były do przeróbki, a później do sprzedaży.

- Policjanci niedawno otrzymali kolejne zgłoszenie o włamaniu do domu i kradzieży mercedesa o wartości 360 tys. zł. Jeszcze tego samego dnia, na terenie Gdańska namierzyli garaż, do którego sprawcy wstawili skradzione auto - informuje mł. asp. Aleksandra Siewert z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. - Na miejscu zastali też poszukiwanych mężczyzn. Na widok policji, zaczęli uciekać. Po krótkim pościgu, jeden z nich - 58-latek - został zatrzymany. Kilkanaście godzin później zatrzymali drugiego - 27-letniego mieszkańca Gdańska - dodaje policjantka.

Wobec obu podejrzanych mężczyzn sąd - na wniosek policji - zastosował areszt tymczasowy.
Obecnie funkcjonariusze z samochodówki przypuszczają, że skradzione auta przerzucane były na wschód. Najprawdopodobniej na Ukrainę.

Warte średnio 300 tys. zł mercedesy, na czarnym rynku mogły być sprzedawane za około jedną piątą faktycznej wartości.
Zatrzymani mężczyźni podejrzani są obecnie o kradzież z włamaniem. Policjanci nie wykluczają jednak dalszych zatrzymań i tego, że do zarzutów zostanie im dopisane działanie w zorganizowanej grupie przestępczej.

- Na tę chwilę jednak grozi im do 10 lat pozbawienia wolności - podsumowuje Aleksandra Siewert.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie