Stanisław Chomski, trener Wybrzeża Gdańsk o Krystianie Pieszczku: Młody, ambitny, ale... [ROZMOWA]

Łukasz Żaguń
Przemek Swiderski
O zawirowaniach wokół Krystiana Pieszczka i problemach finansowych Wybrzeża, z trenerem Stanisławem Chomskim rozmawia Łukasz Żaguń.

Ostatnio wokół Krystiana Pieszczka rozpętała się burza. Jak wygląda ta sytuacja z Pana perspektywy?
Nie nazwałbym tego burzą. Powiem tak - Krystian ma ojca, który mu patronuje i go prowadzi. Ma też nowego menedżera, który także pochodzi z Gdańska. To właśnie oni układają dla niego scenariusz. Chcą wynegocjować jak najlepsze warunki, bo od tego sezonu przechodzi na kontrakt zawodowy i o wszystko będzie musiał sam zabiegać. Ja stoję z boku całej tej sytuacji. Nie jestem przecież gwarantem warunków finansowych. Nie mam na to wpływu, bo moja rola jest inna. Trudno mi zatem obiektywnie to oceniać. Trzeba jednak też pamiętać o tym, że niedawno Krystian złożył wniosek do PZM o rozwiązanie kontraktu. To może być przełomowy moment.

Nie czuje się Pan całą tą sytuacją trochę poirytowany?
Ja już w sporcie przeżyłem tyle rozczarowań, że potrafię uzbroić się w cierpliwość. Kiedyś, gdy pracowałem jeszcze w Gorzowie Wielkopolskim, też spotkało mnie rozczarowanie i to duże, związane z jednym z zawodników. Mnie już nic w tym sporcie nie zdziwi.

Czyli traci Pan powoli wiarę w to, że Krystian jednak zostanie...
Moim zdaniem, sprawa jest otwarta. Albo uda się podpisać Krystianowi aneks do umowy, albo nie. Tu nie ma innej drogi. W tym drugim przypadku, istnieje realne zagrożenie, że w ogóle nie będzie jeździł. Osobiście, staram się zrozumieć obie strony - klub i Krystiana. Trzeba też pamiętać, że towar czasami może być dobry, ale po prostu nie da się go kupić.

Wspominał Pan w jednym z wywiadów, że jest w stałym kontakcie z Pieszczkiem. Czy rzeczywiście obserwuje Pan w nim chęć pozostania w Gdańsku?
Zacznijmy od tego, że z Krystianem mam dobre relacje. To jest młody, ambitny chłopak, który nie do końca jeszcze o swojej przyszłości może decydować. Czasami chęci to jedna sprawa, a ocena sytuacji - druga. On chce jeździć w Gdańsku, ale nie odpowiadają mu pewne warunki. Z informacji, które do mnie dotarły, wynika, że jeszcze przed świętami Krystian miał zaproponowane, w mojej ocenie, bardzo dobre warunki. Myślę, że co do nich on nie ma zastrzeżeń. Raczej dotyczą one innych wątpliwości, które trapią zawodnika. Na tym polu toczy się dyskusja.

Na drugiej stronie m. in. o sytuacji finansowej klubu, a także o tym, jak to jest, kiedy wszyscy spisują zespół na straty.

Zwłaszcza, że sytuacja finansowa klubu nie jest stabilna...
Budżet jest ustalony. Wiemy, na czym stoimy, na jaką pomoc możemy liczyć np. od miasta, które zadeklarowało nam określoną kwotę. Ale te pieniądze nie wpłyną od razu. To wszystko jest rozłożone w czasie. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku sponsorów. Jutro tych środków nie dostaniemy. Trzeba na nie trochę poczekać, zapracować sobie. Niektórzy jednak nie chcą i nie mogą czekać. Tak jest choćby w przypadku dostawców sprzętu. Oni nie dadzą zawodnikowi sprzętu „na krechę”, na słowo. Chcą gotówki. Sprzęt jest zatem ważny, ale jeszcze ważniejszy jest czas, w którym się go dostanie. On musi być szybko. Chcę przez to zaznaczyć, że żużel potrzebuje pieniędzy już na początku roku - w okresie zimowym, kiedy trwają przygotowania do sezonu. Niestety, tych pieniędzy czasem brakuje. Także prezesi klubów starają się cały czas pozyskiwać środki i je zabezpieczyć. To jest zamknięte koło. Ponadto, trzeba też nadmienić, że ci, którzy obiecywali nam pieniądze, dawali je wtedy, kiedy mogli lub chcieli. Całą tę sytuację można porównać do uprawy pola - ziarno trzeba kupić, zasiać, ale też muszą być pieniądze, żeby je pielęgnować.

Już przed sezonem wszyscy spisują Wybrzeże na straty. Czuje Pan dodatkową motywację, żeby utrzeć nosa ekspertom?
Na pewno budzi się we mnie sportowa złość. Prawda jest jednak taka, żeby coś komuś udowodnić, to niestety same chęci to za mało. Mamy skład taki, jaki mamy. Teraz czekamy na to, co wydarzy się w kwestii Krystiana Pieszczka. Bardzo dużo zależy od tego, czy będzie do naszej dyspozycji, bo to ważny element naszego zespołu. Trudno polemizować z ekspertami. Na pewno moim głównym zadaniem będzie to, by skonsolidować cały zespół. Należy stworzyć ducha walki, by o zwycięstwa powalczyć przynajmniej u siebie. Nie oszukujmy się jednak, wiele zależy też od finansów. Jak nie wlejesz paliwa do motocykla, to po prostu nie pojedziesz. Zawodnicy muszą mieć za co jeździć, dobrze inwestować w sprzęt, ale też muszą zdawać sobie sprawę, w jakich realiach się teraz obracamy.

Wiary Pan jednak nie traci.
Oczywiście, że nie. Najlepiej usiąść i załamać ręce. To jest najprostsze rozwiązanie. Wiary nie można tracić. Trzeba wziąć się do pracy i walczyć!

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie