"Seks, prochy i rock and roll" w Teatrze Miejskim

Grażyna Antoniewicz
Materiały prasowe
Udostępnij:
Amerykański dramaturg (ormiańskiego pochodzenia) Eric Bogosian przez jednych krytyków nazywany bywa prowokatorem, skandalistą i gorszycielem, przez innych - sumieniem Ameryki. Jest autorem trzech powieści, kilku filmów i wielu nagrodzonych sztuk.

W sobotę w Teatrze Miejskim w Gdyni ze słynnym monodramem Bogosiana "Seks, prochy i rock and roll" zmierzył się Grzegorz Wolf. Lojalnie ostrzegam, przygotujcie złotówkę lub dwie, gdy aktor w śmiesznym stroju Batmana zacznie was nagabywać, żebrząc o pieniądze na... prochy. "One są dla mnie lekarstwem" - przekonuje. Jedni widzowie dają, inni nie.

Monodram "Seks, prochy i rock and roll" tworzą monologi różnych postaci, a każda z ról zagrana jest przez Wolfa znakomicie. Różnią się sposobem mówienia, gestami czy poruszania się charakterystycznym dla każdej postaci, w którą Wolf się wciela. Aktor znakomity jest zwłaszcza jako cwany łobuz, z pasją opowiadający o Bogu jako wielkim graczu, który bawi się światem.

Bogosian sztuką "Seks, prochy i rock and roll" chce poruszyć widza, zmusić do myślenia, więc prowokuje, czasem kpi. Jak wtedy, gdy aktor wciela się w mężczyznę opętanego seksem, żałosnego lowelasa, którego jedyną zaletą są rozmiary pewnej części ciała, mówiącego z dumą: "Czasem kobiety przychodzą do mnie, wychodząc spod swoich mężów".

Momentami widzowie irytują się słuchając rozkazów bezwzględnego szefa, który każe wyrzucić chorego pracownika będącego trzy lata przed emeryturą lub bawią słuchając takich tekstów jak ten: "Lekarze mówią, oczywiście, jak nie strajkują, żeby zdrowo jeść... Nie pal! Nie pij! Alkohol zabierze ci trzy lata. Ale jakie trzy lata? Jak te między 89 a 92, to dajcie mi kolejną setę i dwa cygara".

Monodram to jedna z najtrudniejszych form teatralnych. Przez przeszło godzinę trzeba niepodzielnie skupić na sobie uwagę widza. Grzegorzowi Wolfowi udaje się to znakomicie. Często schodzi ze sceny, łamiąc magiczną, bezpieczną barierę rampy. "Zawsze trzymam się słonecznej strony ulicy" - zapewnia jako bezdomny z dworca. Wzrusza, gdy mówi : "Podobnie jak większość z was, nie tak dawno byłem w głębokiej depresji. Musiałem usiąść pewnego wieczoru na tapczanie, w kąciku i rozczłonkować siebie. Znaleźć siebie, odnaleźć. Kiedy tak rozczłonkowywałem siebie, nagle usłyszałem w głębi duszy głosik, to był głosik mego dziecięcia. On mówił do mnie". Aktor wchodzi między widzów. "Co pani mówi jej wewnętrzne dziecię? Nic? A tak, przecież pani sama jest jeszcze dzieckiem" - uśmiecha się do młodej kobiety. To rzadka umiejętność nawiązywania kontaktu z widownią.

Postacie, w które się wcielił, to m.in. narkoman, pijak, szalony ekolog, reżyser filmów pornograficznych. Szyderczy, groteskowy i prześmiewczy świat stworzony przez Bogosiana nie tylko bawi , ale też piętnuje szaleństwa rzeczywistości. - Moje całe życie i twórczość naznaczone są rockowym rytmem. Najważniejsze są energia, wolność i kontrasty, zawsze byłem między egoizmem i altruizmem, między miłością i seksem, chaosem i porządkiem. Teraz rock and roll to głównie pieniądze, producenci, chciwość i hipokryzja - pisze na swoim blogu Bogosian. I taki jest monodram w Teatrze Miejskim w Gdyni. Współodpowiedzialne za ten udany spektakl są reżyser Ula Kijak i scenograf Joanna Siercha.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czapla
Warto dodać, że bardzo dobrą muzykę napisali członkowie zespołu Homosapiens: Grzegorz Guziński i Patryk Stawiński.
Dodaj ogłoszenie