Rząd przyjął tarczę antykryzysową. Przedsiębiorcy: trochę osłoni, ale nie obroni

MT
Fot: Krystian Maj/KPRM
Rząd przyjął pakiet rozwiązań nazywany tarczą antykryzysową. Ma ona uchronić gospodarką kraju przed zapaścią z powodu epidemii . Przedsiębiorcy jednak mają duże wątpliwości, co do jej skuteczności, nazywając ja nawet sitem, związkowcy boją się z kolei, że za ratowanie firm zapłacą pracownicy.

Tarcza antykryzysowa za główny cel stawia sobie ochronę zatrudnienia i zachowanie płynności finansowej w firmach. Przewiduje ona m.in.: przesunięcie terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy od wypłacanych wynagrodzeń w marcu i kwietniu 2020 r. (do 1 czerwca 2020 r.); zwolnienie ze składek na ZUS przez trzy miesiące dla pracujących w mikrofirmach zatrudniających do 9 osób, założonych przed 1 lutego 2020 i osób samozatrudnionych o przychodzie poniżej 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia, zarejestrowanych przed 1 lutego 2020 r.; świadczenie postojowe w kwocie do około dwóch tys. zł - dla zleceniobiorców (umowa zlecenia, agencyjna, o dzieło) i samozatrudnionych; dofinansowanie wynagrodzeń pracowników - do wysokości 40 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i uelastycznienie czasu pracy - dla firm w kłopotach.

Pakiet zawiera także ponadto wsparcie firm transportowych przez ARP w refinansowaniu umów leasingowych; ułatwienia dla branży turystycznej; umożliwienie sklepom - w niedziele objętym zakazem handlu - przyjmowania towaru, rozładowywania go oraz wykładania na półki; obniżenie o 90 proc. czynszów najemców lokali i tzw. wysp w galeriach handlowych, dopóki obiekty te mają zakaz normalnego funkcjonowania; przedłużenie legalnego pobytu i zezwoleń na pracę dla obcokrajowców; zwalnianie z naliczania kar umownych za związane z epidemią opóźnienia przy realizacji przetargów.

Pakietem antykryzysowym zajął się Sejm. Obowiązywać będą od 1 kwietnia. Przedsiębiorcy są raczej rozczarowani projektem. Tarcza to - według nich - dobry kierunek, ale, jak zaznaczają, może okazać się za cienka i za późno wprowadzona.

- Czytając projekt trudno nie odnieść wrażenia, iż rząd zakłada, że kryzys gospodarczy skończy się po wakacjach. A pieniądze budżetowe będzie można skierować na np. 13 emeryturę. Oby tak się stało! Przedsiębiorcy - któremu już teraz brakuje funduszy na opłacenie kontrahentów, na pensje dla pracowników, na odprowadzenie podatków, który musi obniżać wynagrodzenia, wypowiadać umowy o pracę itp. - trudno ten optymizm podzielić - uważa Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Przedsiębiorcy oczekiwali rozwiązań dających większe wsparcie. Rząd deklaruje pokrycie składek na ZUS przez trzy miesiące dla małych firm. Ale trzy miesiące to za krótko. Deklaracja powinna objąć średnie i duże firmy. One będą generować największe straty i bezrobotnych.

- Dobrze, że zgodnie z projektem tarczy, podatnicy płacący CIT i PIT będą mogli odliczyć straty roku bieżącego od dochodu uzyskanego w 2019 roku. Ale ważniejsze, a tego w propozycjach rządu nie ma, byłoby w najbliższym kwartale zwolnienie przedsiębiorców z danin CIT, PIT, PFRON i na Fundusz Pracy, w zależności od procenta utraconych dochodów. Cenne jest w tarczy przesuniecie płatności zaliczek na podatek dochodowy od wynagrodzeń w marcu i kwietniu do 1 czerwca br. Ale ten termin powinno się wydłużyć do września. Także odblokować firmom środki w ramach podzielonej płatności VAT, tzw. split payment oraz ustawowo zobowiązać urzędy skarbowe do zwrotu przedsiębiorcom podatku VAT w ciągu maksymalnie 15 dni. Tego zabrakło w tarczy - dodaje Goliszewski.

Abolicję wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca br., w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych, proponowała Konfederacja Lewiatan.

- Uważamy za uzasadnione wprowadzenie dla firm, które znalazły się w kłopotach, powszechnej abolicji od wszelkich danin publicznych płaconych do urzędów skarbowych i ZUS (ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych) - podaje Lewiatan.

Większej pomocy oczekiwał Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, powołany w obliczu kryzysu przez 100 firm, w tym, pomorskie LPP czy Diverse. Liczył na partycypację rządu w pokryciu kosztów wynagrodzeń pracowników na poziomie co najmniej 80 proc. płacy podstawowej za okres nieświadczenia pracy z powodu zamknięcia centrów handlowych oraz w okresie wychodzenia z pandemii. Chciał też umożliwienie pracodawcy skrócenia wymiaru czasu pracy wraz z proporcjonalnym obniżeniem wynagrodzenia i wprowadzenia możliwości przedłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy (w tym do systemu równoważnego czasu pracy). Sieci handlowe z kolei chciałyby także przez co najmniej pół roku być zwolnione z płacenia czynszu za nieczynne obecnie sklepy. Rząd proponuje obniżkę czynszu na poziomie 90 procent.

Związki zawodowe obawiają się tymczasem rozwiązań dotyczących czasu pracy i warunków zatrudnienia.

- Zdecydowanie negatywnie oceniono propozycję dotycząca skrócenia dobowego odpoczynku z 11 do ośmiu godzin - poinformował Marek Lewandowski, rzecznik przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność”.

Rząd proponuje także, że pracodawca będzie mógł też wydłużyć dobowy wymiar czasu pracy do 12 godzin. Związkowcy obawiają się, że niektórzy przedsiębiorcy mogą nadużywać przepisów zmieniających warunki pracy nieproporcjonalnie do strat, jakie ponieśli lub mogą stosować je po ustaniu zagrożenia, bo w tarczy nie ma przepisów prawnych chroniących przed tego typu praktykami.

Z badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan wynika, że prawie wszyscy przedsiębiorcy (95 proc.) odczuwają skutki pandemii dla swoich biznesów. Niezwykle niepokojące jest jednak, że aż 55 proc. już dziś ocenia, że je jako bardzo poważne. 69 proc. pytanych zadeklarowało, że planuje redukcje zatrudnienia. Z kolei fundacja Firmy Rodzinne informuje, że ponad połowa firm bez zwolnień pracowników nie wytrzyma dłużej niż miesiąc.

Analizy mówią, że pandemia dla Polski może skończyć się utratą pracy przez ponad dwa miliony osób, a bezrobocie może wzrosnąć do 10 procent.

- Okazuje się, że zapowiedziane 212 mld zł pomocy to raczej pokaz fajerwerków dla gapiów niż faktyczna armata na kryzys gospodarczy – skomentował tarczę dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. - Oprócz potrzebnych instrumentów kapitałowo-finansowych, obiecano najpierw 66 mld zł bezpośredniego wsparcia dla firm i pracowników, a potem mówiono nawet o 80 mld zł bezpośredniego wsparcia. Tymczasem w ocenie skutków regulacji widzimy kwotę mniejszą niż 40 mld zł. Więc jaka ta tarcza jest naprawdę? – pyta dr Dudek.

FLESZ: Część sklepów zamknięta z powodu koronawirusa.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie