Rząd naszych południowych sąsiadów zniechęca do studiowania

Agata Kołakowska
Udostępnij:
Ostatnio zrobiło się głośno o nowej polityce rządu czeskiego, dotyczącej systemu wyższej edukacji. Tamtejszy rząd planuje zmniejszenie funduszy przekazywanych uniwersytetom i innym wyższym uczelniom, po to by obniżyć liczbę studentów. Przekonuje jednocześnie maturzystów, że "przyszłość to rzemiosło", i nawołuje, aby kształcili się w konkretnych zawodach.

Można się oburzać na taką politykę, gdyż prowadzi ona do blokowania dostępu do wyższego wykształcenia wielu młodym ludziom. Nie od dziś wiadomo, że studenci tworzą elitę intelektualną kraju. Poza tym standardy Unii Europejskiej i krajów OECD zakładają jako preferowany model taki system edukacji, dzięki któremu 60 proc. obywateli legitymowałoby się wyższym wykształceniem.
Wyższe wykształcenie teoretycznie daje większe możliwości. Nie sposób wyobrazić sobie sędziego czy lekarza bez stosownej wiedzy. Przyjrzyjmy się jednak rzeczywistości. w Polsce już 37 proc. ludzi (według danych GUS z 2009 roku) ukończyło wyższą uczelnie. To dopiero nieco więcej niż połowa wyznaczonego przez unijne standardy kryterium. Tymczasem już teraz można zauważyć, że ilość nie przekłada się na jakość.

Studia obniżają swój poziom, stając się dostępne dla każdego. Maturę jest w stanie zdać praktycznie każdy, gdyż pułap 30 proc. nie jest szczególnie wygórowany. A potem wystarczy trochę samozaparcia, aby dostać się na studia państwowe. Jeśli zabraknie punktów, trzeba wydać trochę pieniędzy, by na prywatnej uczelni zacząć swój wymarzony kierunek. Na wielu z nich w ogóle nie ma "przesiewu" przy przyjmowaniu na pierwszy rok. Wśród studentów różnych wydziałów krążą żarty o kierunkach "tramwajowych", czyli takich, których nie można nie ukończyć, chyba że wpadniesz pod tramwaj.

Zdawałoby się, że barierą nie do przejścia może być obrona pracy dyplomowej. Napisanie kilkudziesięciu stron spójnego tekstu wydaje się być zadaniem nie dla każdego. Jednakże, jeśli nie jest się w stanie samodzielnie napisać licencjatu bądź magisterki, zawsze znajdzie się ktoś, kto za parę złotych napiszę pracę dyplomową. W internecie można znaleźć pełno takich ogłoszeń. Jeśli tylko złożona na uczelni praca nie okaże się plagiatem, jest to nie do udowodnienia delikwentowi.

Osobnym problemem jest to, że studia często nie są dopasowane do wymogów rynku pracy. Kiedy kończy się uczelnie wyższą, często nie ma się określonego zawodu czy umiejętności, gdyż "specjalność" w tym wypadku jest pojęciem bardzo szerokim. Studia to przede wszystkim zdobywanie wiedzy teoretycznej, dlatego też duża liczba studentów decyduje się na podjęcie praktyk. Jednakże dostanie się na płatne praktyki lub bezpłatne, ale w dobrej firmie, graniczy z cudem, gdyż wymagania są nieadekwatne do wiedzy oraz obowiązków. Paradoks położenia studenta polega też na tym, że często firmy poszukają ludzi z doświadczeniem. Tak więc studiując na kierunkach dziennych, staje się przed dylematem, czy podjąć pracę, opuszczać zajęcia i obronić się w późniejszym terminie, czy studiować i potem mieć problem.

Tak duża liczba osób posiadających wyższe wykształcenie powoduje przesycenie rynku. Przeciętny student, szukając pracy, ma do wyboru wysyłanie dziesiątek lub setek CV w nadziei, że znajdzie pracę w zawodzie, bądź zadowala się jakąkolwiek, ale poniżej swoich kwalifikacji. Wyjątek stanowią absolwenci wyższych szkół technicznych i specjaliści ze średnim wykształceniem, którzy nie mają problemu ze znalezieniem pracy. Również pensja oferowana absolwentowi nie zachwyca, gdyż często jest niższa niż zarobki pracownika fizycznego.

Patrząc z perspektywy piątego roku, mam wątpliwości, czy podjęłam słuszną decyzję. Studiowanie to piękny okres, którego nie nazwę straconym. Można poznać wielu interesujących ludzi i nauczyć się nowych rzeczy. Jednakże rzeczywistość zmusza do refleksji. Gdybym miała jeszcze raz szansę podjęcia decyzji o swojej przyszłości, to pewnie wybrałabym technikum, by zdobyć zawód. Gdyż w obecnej sytuacji liczy się doświadczenie, a wykształcenie wyższe można uzupełnić zawsze. Obserwując rynek pracy, można zadać sobie pytanie: czy Czesi nie mają racji, głosząc hasło: "przyszłość to rzemiosło".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie