Ronaldo i Nani dali finał Portugalii! [ZDJĘCIA]

Remigiusz Półtorak, Lyon (AIP)Zaktualizowano 
Od 50. do 53. minuty nastąpiło tąpnięcie, które wstrząsnęło Walią. Cristiano Ronaldo strzelił gola, by po chwili mieć udział przy bramce zdobytej przez Naniego. Portugalia wygrała z Garethem Bale'em i spółką 2:0 i zagra w finale mistrzostw Europy.

Nic nie zapowiadało takiego tąpnięcia. Nie wiadomo, co trener Fernando Santos powiedział swoim zawodnikom w przerwie w szatni, ale na drugą połowę wyszli jakby zupełnie odmienieni. Dotychczas widzieliśmy Portugalię asekuracyjną, bezbarwną, by nie powiedzieć nudną. Portugalię, która zaledwie przez 22 minuty w tym turnieju znajdowała się na prowadzeniu. Aż nastąpił wybuch. Gdy w 50. minucie, po rzucie rożnym Cristiano Ronaldo zawisł w powietrzu, o głowę nad Chesterem, wydawało się, że zostanie tam jeszcze co najmniej kilka sekund, a on z całą mocą uderzył piłkę, nie dając walijskiemu bramkarzowi żadnych szans. 1:0, trzeci gol portugalskiego kapitana w turnieju. Chwilę potem po raz kolejny poczuł wiatr w żagle. Jego strzał zza pola karnego pewnie nie znalazłby drogi do siatki, ale po drodze nogę dostawił jeszcze Nani. 2:0 i marzenia Walijczyków uleciały w powietrze jak bańka mydlana. A przecież z przebiegu gry Portugalczycy wcale nie mieli przewagi. Rozkręcili się po dwóch golach, to prawda, mając jeszcze inne okazje, aby pokonać (Ronaldo z wolnego tuż nad poprzeczką...), ale rywale na pewno im nie ustępowali.

Mało tego, to Walijczycy oddali jedyny celny strzał na bramkę Rui Patricia w pierwszej połowie. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem jasne było, że oprócz rywalizacji drużynowej, swój mecz będą też toczyć dwaj koledzy z Realu Madryt i liderzy swoich reprezentacji – Ronaldo oraz Gareth Bale. Ich relacja w klubie przez długi czas była najwyżej letnia, polepszyła się dopiero na wiosnę tego roku. Gareth zyskał szacunek Cristiano po tym, jak potrafił w ostatnich miesiącach ogrywać rolę lidera na boisku, w czasie gdy Ronaldo i Karim Benzema byli kontuzjowani. W środę wieczorem sygnał do ataku dał Ronaldo, który już w trzeciej minucie przejął piłkę w środku pola po niedokładnym zagraniu Walijczyków, popędził na bramkę rywali, ale został twardo zatrzymany przez Ashleya Williamsa. Kapitan Portugalczyków domagał się rzutu wolnego z miejsca, które lubi najbardziej, tuż przed polem karnym, ale szwedzki sędzia Jonas Eriksson, uznał, że obrońca czysto trafił w piłkę. Potem Ronaldo próbował jeszcze strzelać głową, ale też z marnym skutkiem.

Popis umiejętności dał dopiero po przerwie. Dlatego korespondencyjny pojedynek dwóch najdroższych piłkarzy świata wygrywał początkowo Bale. Dokładnie pilnowany, musiał często wracać do środka, szukał miejsca po obydwu stronach, ale bez przerwy miał obok siebie co najmniej dwóch przeciwników. Próbował więc niekonwencjonalnych zagrań, ewidentnie ćwiczonych na treningach, jak w 17. minucie, gdy po płaskim dośrodkowaniu z rzutu rożnego uciekł obrońcom, wybiegając na 11. metr. Rozwiązanie było bardzo ciekawe, choć strzał ponad poprzeczką. Za chwilę dał kolejną próbkę umiejętności. Przebiegł z piłką więcej niż pół boiska, zaczynając daleko na własnej połowie, ale jego uderzenie z 20 metrów pewnie złapał Rui Patricio. To był ten jedyny celny strzał w pierwszej połowie, co wiele mówiło o poziomie spotkania i o tym, jak walka była skondensowana w środkowej strefie boiska. Z czasem Ronaldo czuł się coraz pewniej, a Bale gasł. Choć zagrożenie dla bramki Portugalczyków przychodziło również ze skrzydeł. Znowu aktywny był Hal Robson-Kanu, autor drugiego gola przeciwko Belgom, kiedy jednym zwodem a la Johan Cruyff, wyprowadził w pole całą defensywę rywali. Tym razem tak skuteczny nie był, ale pokazywał najmocniejszy atut – szybkość. Po jednym z dośrodkowań Fonte w ostatniej chwili wybił piłkę głową, blokując Kinga. I pomyśleć, że Robson-Kanu jest od miesiąca bez klubu, po tym jak odmówił przedłużenia kontraktu z drugoligowym ligowym Reading, a jeszcze niedawno jego występ w Euro 2016 stał pod dużym znakiem zapytania. W środę jednak drużynie nie pomógł. Ewidentnie zabrakło też zawieszonego za kartki Aarona Ramseya. Portugalska obrona, mimo absencji kontuzjowanego Pepe, nie popełniała większych błędów, choć to najczęściej zmieniana formacja przez trenera Santosa od początku turnieju. Po ostatnim pobycie w Lyonie (3:3 z Węgrami, dwa gole i jedna asysta Ronaldo) miejsce w jedenastce stracili m.in. Ricardo Carvalho i Vieirinha.

Zdecydowanie mniej widoczny niż w poprzednim spotkaniu z Polakami był Renato Sanches, niespełna 19-letni Portugalczyk. Dla zdolnego pomocnika, urodzonego w jednej z najbiedniejszych dzielnic Lizbony, wszystko odbywało się ostatnio w przyspieszonym tempie. Pięcioletni kontrakt z Bayernem za 35 mln euro (plus dużo więcej, jeśli podczas pobytu w Bawarii będzie wśród 23 nominowanych co roku do Złotej Piłki), pochwały prezesa Benfiki, który mówił, że młody Sanches zostanie kiedyś jednym z najlepszych zawodników na świecie, wreszcie znakomite wrażenie na Euro i miano piłkarza meczu w ćwierćfinale z Polską. Tym razem, gdy tylko Portugalczyk przyspieszał, był skutecznie blokowany przez Walijczyków. Ale nie on musiał błyszczeć. W swoim stylu zrobił to Ronaldo i po 12 latach znowu zagra w finale Euro. Czy tym razem z lepszym skutkiem?

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie