Raporty z płonącego komitetu pod lupą prokuratury

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Autorem raportów był Stanisław Hinz z KW PZPR w Gdańsku Tomasz Bołt
Unikatowymi raportami wysyłanymi w grudniu 1970 r. z Komitetu Wojewódzkiego w Gdańsku do Komitetu Centralnego PZPR, a znajdującymi się obecnie w rękach prywatnych, zainteresowały się organy ścigania.

- Należy ponad wszelką wątpliwość ustalić, czy osoba sprzedająca raporty weszła w ich posiadanie w sposób legalny - twierdzi Piotr Wierzbicki, dyrektor Archiwum Państwowego w Gdańsku. - Wobec braku zgody właściciela na wykonanie ekspertyzy dokumentów przez pracowników archiwum, zdecydowałem się złożyć zawiadomienie do prokuratury.

Nieznane maszynopisy i zapiski "Polska Dziennik Bałtycki" ujawnił dokładnie w 38 rocznicę grudniowego dramatu na Wybrzeżu. Gruba teczka, zawierająca opisane minuta po minucie komunikaty nadawane z oblężonego Komitetu Wojewódzkiego PZPR, trafiła do jednego z trójmiejskich antykwariatów. Zastrzegający anonimowość antykwariusz, za zgodą klienta, pokazał nam jej zawartość i pozwolił na opublikowanie w gazecie obszernych fragmentów meldunków.

Po zapoznaniu się z ich treścią gdańscy archiwiści uznali je za materiały wagi państwowej!
Autorem raportów i odręcznych notatek był nieżyjący już Stanisław Hinz, dawny kierownik Wydziału Propagandy KW PZPR w Gdańsku. W teczce znajdowały się m.in. pisane "na brudno" meldunki, pełne skreśleń i dopisków. W grudniu 1970 r. na podstawie takich raportów podejmowano decyzje o reakcji władzy na robotnicze protesty. W tym także decyzje o użyciu broni. Dlatego znaleziskiem zainteresował się m.in. prokurator Bogdan Szegda, oskarżający w procesie Grudnia.

Partyjni funkcjonariusze z "terenu" informowali o strajkach, pochodach, zabitych i rannych. Cytowali "antypaństwowe" wypowiedzi, relacjonowali oblężenie Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Z tych meldunków kierownik wydziału propagandy tworzył, poprawiając nierzadko błędy ortograficzne i stylistyczne, codzienne raporty, które przez linię wu-cze (wysokiej częstotliwości) trafiały do Warszawy.
- Właściciel dokumentów twierdzi, że oprócz rękopisów są to przepisane na maszynie kopie raportów - mówi antykwariusz. - Na żadnym z nich nie ma śladów pieczątek KW PZPR. Zostały one pozyskane w sposób legalny. Formalnie Archiwum Państwowe jest dysponentem całej dokumentacji KW PZPR w Gdańsku. Problem w tym, że na początku lat 90. XX w. wiele cennych pism zostało spalonych bądź wyniesionych z budynku komitetu.

- Nasze archiwa są niekompletne - przyznaje dyrektor Piotr Wierzbicki. - Stąd szczególna troska o jego uzupełnienie. Możemy kupić raporty, ale najpierw trzeba ocenić, czy nie należą one do nas. Wystąpiłem więc o przekazanie meldunków do ekspertyzy. Właściciel nie wyraził zgody, twierdząc, że możemy je skopiować, co rzekomo obniży ich wartość. Uznałem więc, że to sprawa dla prokuratora. Ze względu na dobro postępowania utrzymywałem złożenie zawiadomienia w tajemnicy.

Prokurator Renata Klonowska, kierująca Prokuraturą Gdańsk Śródmieście, potwierdza, że takie zawiadomienie wpłynęło w styczniu tego roku. - Podjęto działania sprawdzające, czy nie doszło do naruszenia art. 276 kk (nielegalne przetrzymywanie dokumentów przez osobę do tego nieupoważnioną), za co może grozić kara do dwóch lat pozbawienia wolności - tłumaczy prokurator.
Tymczasem we wtorek dotarła do nas wiadomość, że grudniowe dokumenty... już zmieniły właściciela. - Poprzedni klient od początku deklarował, że nie zamierza przekazać ich w darze żadnej państwowej instytucji - wyjaśnia antykwariusz.

- Zgodził się na wysłanie przed świętami Bożego Narodzenia oferty sprzedaży do Archiwum Państwowego, zaznaczając, że jest ona ważna tylko przez miesiąc. W związku z tym nasz antykwariat sprzedał, w godne ręce prywatnego kolekcjonera, dokumenty opisane w ofercie. Kolekcjoner w umowie zastrzegł anonimowość. Zgodził się jednak, jeśli wasza redakcja wystąpi z taką prośbą, na udostępnienie materiałów dla wystawy "Grudzień 1970".
Niewykluczone, że zastrzeżenie kolekcjonera nie będzie respektowane przez prokuraturę. - Mogę zwolnić antykwariusza z zachowania tajemnicy - twierdzi prokurator Klonowska.

Sprawiedliwość po latach
Proces w sprawie Grudnia '70 trwa już z licznymi przeszkodami 14 rok. Niewykluczone, że wyrok zapadnie wreszcie w kwietniu tego roku.
Na ławie oskarżonych zasiadają generał Wojciech Jaruzelski, wicepremier PRL Stanisław Kociołek, wiceszef MON generał Tadeusz Tuczapski i trzej dowódcy wojskowi. Wszyscy twierdzą, że są niewinni. Grozi im dożywocie. Dramat Wybrzeża rozpoczął się po ogłoszeniu 12 grudnia 1970 roku drastycznych podwyżek cen artykułów spożywczych. Robotnicy wyszli wtedy na ulice.
Według oficjalnych danych, na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina oraz Elbląga zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie