Prezydenckie cenzurki po dwóch latach rządów

    Prezydenckie cenzurki po dwóch latach rządów

    Jacek Legawski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Z pierwszą połową kadencji jest jak z pierwszą połową meczu piłkarskiego - mówi Edmund Stachowicz, prezydent Starogardu Gd. - Przeważnie o wyniku decyduje druga odsłona, ona jest ważniejsza.
    Ale i po pierwszej można już wyciągać wnioski, a przynajmniej podsumować dotychczasowe poczynania naszych pomorskich prezydentów. Bo mieszkańcy chcą rozliczać swoich samorządowców na co dzień.

    W woj. pomorskim mamy siedem miast , w których rządzą prezydenci. Ale do Gdańska, Gdyni, Sopotu, Słupska, Wejherowa, Tczewa i Starogardu Gd. konieczne musimy dodać jeszcze Elbląg, którego związki z Pomorzem są oczywiste. Przy sterach mamy już "starych wyjadaczy" - jak Zenon Odya, który jest prezydentem Tczewa jakby od zawsze.

    Trzecią już kadencję urząd prezydenta Elbląga sprawuje Henryk Słonina, do którego mieszkańcy Elbląga ciągle mają zaufanie. Tyle samo lat Wejherowem rządzi też Krzysztof Hildebrandt.
    Ciekawą postacią jest Maciej Kobyliński, któremu - jako jedynemu - udało się dwukrotnie (z przerwą) być prezydentem Słupska. Miastem rządził już w latach 1986-1990. W 2002 r. wygrał wybory i po raz kolejny chwycił za stery.

    Tylko Edmund Stachowicz, prezydent Starogardu Gd. jest nowy w tym towarzystwie. Były poseł SLD został prezydentem Starogardu w 2006 r. Dwa lata mu wystarczyły, by się przekonać, że wcale nie jest to łatwy kawałek chleba. Bo - jak mawia - bycie prezydentem takiego miasta jak Starogard Gd. przypomina stanie w wielkim rozkroku. Prawą nogę na zewnątrz ciągną potrzeby, a lewą - możliwości. Marzeniem byłoby stanie na baczność, ale takiego luksusu nie ma nawet prezydent Sopotu, uchodzącego za najbogatsze miasto na Pomorzu. Brak pieniędzy jest problemem wszystkich naszych samorządów, bo każdego roku potrzeby inwestycyjne przekraczają możliwości finansowe miast.

    Samorządy liczyły na wsparcie z Unii. Niestety, obecni prezydenci nie mieli nawet szans sięgnąć po środki z UE. Dopiero zostaną ogłoszone pierwsze konkursy na tak zwane projekty twarde, czyli inwestycyjne. Efekty unijnego wsparcia pojawią się najwcześniej w 2010 r., kiedy będziemy wybierać już nowych prezydentów. Obecni mogą pochwalić się drogami, inwestycjami w infrastrukturę, obiektami oświatowymi, kulturalnymi czy sportowymi.

    Tyle o pierwszej części tej kadencji, a co z drugą? Ta już zapowiada się na trudniejszą. Prezydenci zdają sobie bowiem sprawę, że ogólnoświatowy kryzys będzie miał wpływ także na kondycję finansową pomorskich miast i prosperujących w nich zakładów pracy. Niektóre już redukują zatrudnienie.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo