18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Potrafią kaszleć, krzyczeć z bólu, wymiotować i krwawić. Nowe fantomy na GUMedzie [ZDJĘCIA]

J.Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
Supernowoczesne i superdrogie fantomy będą nowymi pomocami naukowymi dla studentów Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Te najnowocześniejsze i jednocześnie najdroższe - odpowiadają na pytania zadawane przez medyczny personel, reagują na podane leki np. kardiologiczne - zmianą rytmu serca widoczną na zapisie EKG.

Otwarta wczoraj przez marszałka Mieczysława Struka i rektora Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Janusza Morysia Pracownia Symulacji Medycznej wyposażona jest w kilkudziesięciu takich plastikowych pacjentów, z których niektóre kryją w swoim wnętrzu dodatkowo masę elektroniki.

Koszt jednego takiego cuda sięga nawet 200 tys. zł. Na tego rodzaju fantomach, którymi do niedawna dysponowały tylko uczelnie na świecie - np. w Bostonie, czy w Londynie, teraz uczyć się będzie w Gdańsku ok. 270 studentów rocznie.
- Na bardziej zaawansowanych fantomach adepci lekarskiego zawodu ćwiczą robienie zastrzyków, mierzenie ciśnienia, intubacji czy cewnikowania - wylicza dr Hanna Jasiel-Wojculewicz z Zakładu Prewencji i Dydaktyki Katedry Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii.

Studenci mają do dyspozycji pięć gabinetów symulacyjnych wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt tego rodzaju na świecie. - Ta pracownia, pierwsza taka w Polsce, to absolutny wymóg czasu - przekonuje dr hab. Tomasz Zdrojewski, kierownik pracowni.

Symulacja medyczna to obecnie najszybciej rozwijający się dział edukacji medycznej. Tego rodzaju pracownie będą musiały mieć wkrótce wszystkie medyczne uczelnie w kraju. Służą one przede wszystkim nauczaniu początkowemu w internie i pediatrii. Tak, by student, który na tzw. latach klinicznych będzie już miał zajęcia w prawdziwym szpitalu, potrafił bezbłędnie wykonać podstawowe czynności przy pacjencie.

- Dawniej uważano, że takie symulacje nie zastąpią nauki przy żywym pacjencie, dziś badania dowodzą, że w szpitalach, w których uczy się studentów symulacji, mniej zdarza się błędów lekarskich i pacjenci są bardziej bezpieczni - twierdzi dr. Zdrojewski.

W pracowniach symulacji wykorzystuje się pacjentów (aktorów i samych studentów, którzy uczą się na sobie) do nauki podstawowego badania pacjenta, prostych manekinów do nauki opukiwania płuc, osłuchiwania serca czy wkłucia dożylnego oraz najbardziej zaawansowanych technicznie symulatorów człowieka.

Dlaczego przyszli lekarze nie uczą się głównie na żywych ludziach? Odpowiedzi szukaj w piątkowym wydaniu Dziennika Bałtyckiego z dnia 7 listopada 2013 albo na http://www.prasa24.pl

TU kupisz e-wydanie "Dziennika Bałtyckiego"!

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

j.gromadzka@prasa.gda.pl

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Abi

Przecież działają już dwa ogromne centra symulacji w Polsce. Akademickie w Śląskim Uniwersytecie Medycznym oraz nieakademickie Laboratorium Symulacji Medycznych w Suwałkach, najnowocześniejsze w europie.

Dodaj ogłoszenie