Plebiscyt "Dziennika Bałyckiego". Cezary Trybański - z NBA do... stolicy Kociewia

Patryk Kurkowski
Sławomir Pietrzak
Grał - jako pierwszy Polak - w najlepszej lidze świata NBA, zgarnął przy okazji miliony, ale "sodówka" mu nie odbiła. Cezary Trybański od kilku lat próbował wrócić do kraju, ale udało się dopiero przed kilkoma miesiącami, kiedy podpisał kontrakt ze starogardzką Polpharmą. To był znakomity ruch marketingowy klubu ze stolicy Kociewia. C-Tryb ma bowiem nadal mnóstwo fanów, o których zresztą się troszczy.

To nie jest typowy polski sportowiec. Trybański to otwarty, wesoły i pozytywnie nastawiony do życia człowiek. Przy okazji osiągalny dla wszystkich kibiców - czy za pośrednictwem serwisu społecznościowego, czy też podczas zwykłych rozmów np. po treningach.

- Zależy mi na kibicach, bo też byłem kiedyś kibicem i wiem jak to wygląda. Koszykówkę traktuję jako pasję. Jestem szczęściarzem, że mogę robić to, co lubię i jeszcze mi za to płacą - mówił w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim".
Kiedy podpisał kontrakt z Polpharmą Starogard Gdański, został od razu zasypany wiadomościami na Facebooku. Skąd takie zainteresowanie? Nieco ponad dekadę temu pochodzący z Warszawy koszykarz trafił - ku własnemu zdziwieniu - do... najlepszej ligi świata. W NBA nie był gwiazdą, rozegrał niewiele meczów, ale był pierwszym Polakiem, który otrzymał taką szansę.

Zapewnił sobie również godną przyszłość, bo tylko za kontrakt z Memphis Grizzlies zgarnął blisko pięć milionów dolarów. Jak jedna podkreśla na każdym kroku, pieniądze nie są dla niego najważniejsze.

- Kiedy trafiłem do NBA uczyli mnie podejścia do pieniędzy. Jak nimi dysponować, jak unikać pokus, jak unikać problemów. Starałem się z tego korzystać i pomagał mi agent. Tak naprawdę grając w koszykówkę, nie są mi potrzebne pieniądze. Mieszkanie mam zapewnione z klubu, ubrania co prawda trzeba mieć, ale ile można kupować?

Na własnej skórze przekonał się, że gdy człowiek na szczycie, to przyjaciół nigdy nie brakuje. Co innego, kiedy mija pięć minut sławy i przychodzi trudniejszy okres.

- Przyjaciół miałem wielu. Trafiłem do NBA i nagle pojawiło się wielu kolegów, wielu doradców. Wszyscy chcą Ci pomóc inwestować Twoje pieniądze. Tak to wygląda. Potem zniknęli. Wiesz jak to mówią - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To jest stare, sprawdzone przysłowie - przyznał Trybański.

Do polskiej ligi wrócił w kapitalnym stylu, gdyż w debiucie zdobył aż 22 punkty (100-procentowa skuteczność) i zebrał 11 piłek. 32-letni zawodnik jest czołowym zawodnikiem Polpharmy (średnio notuje 10 punktów i 6,6 zbiórki), ale mimo wszystko nie ma powodów do radości. Drużyna ze stolicy Kociewia przegrywa mecz za meczem i znajduje się na samym dnie tabeli Tauron Basket Ligi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie