Plebiscyt "Dziennika Bałtyckiego" na Sportowca Pomorza 2018. Miłosz Jankowski rozpycha się w czołówce

Rafał Rusiecki
Miłosz Jankowski
Miłosz Jankowski Fot. Julia Kowacic
Miłosz Jankowski, wioślarz AZS-u AWFiS-u Gdańsk, pokazał w tym roku, że jego współpraca z Jerzym Kowalskim w dwójce podwójnej wagi lekkiej układa się bardzo dobrze. Miłosz to nasz kandydat na Sportowca Pomorza 2018.

Sezon zaczęli znakomicie. Podczas czerwcowych zawodów Pucharu Świata w Belgradzie nie mieli sobie równych. W kolejnych, w austriackim Linzu i szwajcarskiej Lucernie zajmowali piąte miejsca. Identyczną lokatę zajęli na początku sierpnia w Glasgow, gdzie odbywały się mistrzostwa Europy.

- W Belgradzie poszło nam najlepiej. Na początku sezonu jeszcze nie wiadomo, kiedy i kto wypali. Sądziliśmy, że wszystko będzie z górki, ale, niestety, tak nie było. Później były trzy piąte miejsca: dwa razy w Pucharze Świata i raz na mistrzostwach Europy. Bardzo rozgoryczeni byliśmy po tych startach. W jednych zawodach zabrakło nam sekundy, w drugich kapkę więcej. Cały czas byliśmy jednak w czołówce. Łącznie były trzy edycje Pucharu Świata i mistrzostwa Europy i w tych czterech zawodach wygrywały zupełnie inne osady. Stawka bardzo się miesza - tłumaczy 28-letni Miłosz Jankowski.

Zmorą wioślarza z Gdańska i jego kolegi z Gopła Kruszwica jest limit wagi, który wynosi 140 kg (na dwie godziny przed startem zawodów).

- Jak zawody kończą się w niedzielę, to poniedziałek, wtorek i środa jest normalne jedzenie, ładowanie energii. Później parę dni trzeba się przypilnować, a następnie jest restrykcyjna dieta. Tydzień przed startem jest już głodówka. Wszystko musi być zrobione. Moglibyśmy być jak zapaśnicy, że dzień przed startem pójdziemy do sauny, wypocimy 5 litrów i jesteśmy gotowi. To tak, niestety, nie działa - opowiada olimpijczyk z Rio de Janeiro z 2016 roku.

Szczęście opuściło polską osadę podczas najważniejszych zawodów - wrześniowych mistrzostw świata w bułgarskim Płowdiw. Tam zajęli drugie miejsce, ale w finale B. A to ostatecznie ósme miejsce.

- W każdym z czterech ćwierćfinałów dalej przechodziły tory szósty, piąty i czwarty. To efekt bocznego wiatru. Ci „schowani” mieli łatwiej. Widzieliśmy wcześniej, że jakaś Hiszpania, osada znikąd, jedzie przed Włochami, brązowymi medalistami mistrzostw Europy. I przyszedł nasz bieg. Jechaliśmy na czwartym torze, jako faworyci. Na szóstym, tego dnia najlepszym, była Japonia. To osada, dla której finał C to sukces. A oni na pierwszych 500 metrach uciekli nam na 4 sekundy. Ćwierćfinały tak się pomieszały, że wszyscy mocni trafili do „naszego” półfinału. Zabrakło nam sekundy, aby wejść do półfinału. Później się okazało, że trzy osady z naszego półfinału zdobyły medale - wspomina wioślarz z Gdańska.

Przed Jankowskim i Kowalskim ważne wyzwania w 2019 roku. Na mistrzostwach świata w Linzu będzie okazja do kwalifikacji olimpijskiej.

Piękna Polka wicemistrzynią świata. "Za rok powalczę o złoto"

Agencja TVN / x-news

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie