Pitawal pomorski. Trójmiejski gang narkotykowy. "Żołnierz" przed sądem, policja czeka na "Kiryła"

Łukasz Kłos
Przestępczość narkotykowa jest  niezwykle dochodowa. Narkotyki sprzedawane są z ogromną "przebitką" . Policja rozbiła jedną z największych central narkotykowych na Wybrzeżu.
Przestępczość narkotykowa jest niezwykle dochodowa. Narkotyki sprzedawane są z ogromną "przebitką" . Policja rozbiła jedną z największych central narkotykowych na Wybrzeżu. archiwum policji
Trójmiejscy bossowie narkotykowego półświatka przez lata ukrywali się za granicami kraju. Zostali namierzeni i aresztowani. Tym samym rozbito jedną z największych centrali narkotykowych. Rozpoczął się proces w tej sprawie.

Obracał dwunastoma kilogramami kokainy. Za tyle usłyszał prokuratorskie zarzuty, jednak na korytarzach policji i prokuratur słychać, że to zaledwie część nielegalnego "interesu" Andrzeja K. Mężczyzna, zwany w środowisku "Żołnierzem", miał według śledczych zapewniać stałe dostawy białego proszku dla trójmiejskich grup przestępczych.
Teraz z narkotykowych zarzutów musi wytłumaczyć się przed gdańskim Sądem Okręgowym. Właśnie rozpoczął się proces w tej sprawie.

Życie jak w Madrycie

Proces przeciwko "Żołnierzowi" ruszyłby pewnie dobrych kilka lat temu, gdyby nie to, że mężczyzna uciekł z kraju i ukrywał się w Hiszpanii.
- Od zawsze był bardzo zżyty z tym krajem. Oficjalnie pracował z żoną przy obsłudze apartamentów pod wynajem w hiszpańskich kurortach - mówi jeden ze śledczych pracujący przy tej sprawie.
Obsługę apartamentów, tyle że w Zakopanem, przedstawił też jako źródło zarobku sądowi w Gdańsku. W rzeczywistości zaś - zdaniem organów ścigania - miał "dorabiać" na obrocie narkotykami, i to na skalę hurtową i międzynarodową.
Andrzej K. miał działać we współpracy z legendarnym "Artusiem" (tj. Arturem B.) - okrzykniętym królem kokainy łącznikiem karteli narkotykowych z Ameryki Południowej.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku oraz gdański zarząd CBŚ oskarża Andrzeja K. o przehandlowanie 12 kg kokainy. Część z nich miała być przemycona z Holandii.
- Sam K. kierował akcją, ale w samym przemycie nie uczestniczył - mówi nasz rozmówca. - Narkotyki ukryte byłe wewnątrz auta, a konkretnie w filtrze.
Dwóch przemytników wpadło podczas kontroli drogowej. Trafili do aresztu, a następnie zostali prawomocnie skazani. W międzyczasie opowiedzieli o szczegółach "przedsięwzięcia". Stąd był tylko krok do postawienia zarzutów samemu "Żołnierzowi". Szkopuł w tym, że mężczyzna przepadł. Polski sąd wysłał za nim europejski nakaz aresztowania (rodzaj międzynarodowego listu gończego).

Andrzej K. "odnalazł" się dopiero na początku ubiegłego roku - został zatrzymany w Hiszpanii przez tamtejszych policjantów. Następnie przekazano go polskim organom ścigania, gdzie trafił do aresztu, gdzie czeka na wyrok sądu.

Więzienna podróż

Na początku marca br. niemieckie więzienie opuścić ma z kolei Robert B., ps. "Kirył" (to imię pochodzenia greckiego oznaczające "pan, władca") - jeden z głównych odbiorców narkotyków sprowadzanych przez "Żołnierza". "Kirył", skazany za przestępstwa narkotykowe popełnione na terytorium Niemiec, od kilku lat odsiaduje tam karę pozbawienia wolności. Do Polski wróci po to, by... znów trafić na salę sądową.

- Śledztwo w jego sprawie zostało zawieszone z uwagi na to, że mężczyzna zbiegł i się ukrywał - mówi prok. Mariusz Marciniak, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.

Grupa "Kiryła" działała kilka lat, mniej więcej do 2005, początku 2006 roku. Według ustaleń śledczych, Robert B. nie zajmował się produkcją narkotyków. Prowadził coś na kształt centrali spedycyjnej dla nielegalnych substancji. Przyjmował hurtowe ilości narkotyków z "zaufanych źródeł" (w tym od "Żołnierza") i zapewniał ich sprawny zbyt po atrakcyjnych cenach.
Już raz polscy śledczy byli o włos od zatrzymania Roberta B. Po udanym kontrolowanym zakupie narkotyków, w 2006 r. przygotowano skoordynowaną serię zatrzymań. "Kiryłowi" udało się jednak umknąć. Pochwycony został dopiero na terytorium Holandii. Tamtejsze służby zatrzymały go na prośbę niemieckich organów ścigania. Doprowadzony przed oblicze sądu w Niemczech, został tam następnie skazany i odsiaduje kilkuletnią karę więzienia. W międzyczasie polski sąd wysłał za "Kiry- łem" europejski nakaz aresztowania (ENA). - Stąd liczymy, że po zakończeniu odsiadki, Niemcy przekażą "Kiryła" bez zwłoki. Jeśli tak będzie, w ciągu kilku tygodni zamkniemy wreszcie własne śledztwo i przygotujemy akt oskarżenia - mówi jeden z prokuratorów.

NarkoLOTy

Z grupą "Kiryła" łączy się też ciekawy wątek. Otóż część substancji odurzających (głównie ecstasy) była przemycana do Stanów Zjednoczonych przez stewardów linii lotniczych LOT. Wyposażano ich w przerobione koszule ze specjalnymi skrytkami. Narkotyki ukrywano też w skórzanych pasach ze schowkami. Jeden steward mógł w ten sposób przemycić kilka tysięcy zakazanych tabletek naraz. Proceder namierzyła jednak amerykańska DEA, czyli agencja wyspecjalizowana w zwalczaniu przestępczości narkotykowej. We współpracy z polskimi organami ścigania "lotniczy kurierzy" zostali doprowadzeni przed oblicze sądów.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
LEON

CALE SZCZESCI ZE JUZ JEST NA WOLNOSCI ,WIEC SPRAWIEDLIWOSC ISTNIEJE

Dodaj ogłoszenie