Piotr Wiśniewski, były piłkarz Lechii Gdańsk: Szkoda, że jest pandemia, bo inaczej o bilety na finał Ligi Europy w Gdańsku byłoby łatwiej

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Piotr Wiśniewski podczas meczu towarzyskiego Lechia Gdańsk - Villarreal CF (31 lipca 2010)
Piotr Wiśniewski podczas meczu towarzyskiego Lechia Gdańsk - Villarreal CF (31 lipca 2010) Grzegorz Mehring
Rozmowa z Piotrem Wiśniewskim, byłym pomocnikiem Lechii Gdańsk, który w biało-zielonych barwach rozegrał 13 sezonów, zaliczył 172 mecze w ekstraklasie i grał przeciwko drużynie Villarreal CF w towarzyskim meczu 31 lipca 2010 roku na stadionie przy Traugutta.

Można zażartować, że grał pan w Gdańsku z Villarrealem w czasach, kiedy nie było to jeszcze takie modne.
Yhm, no tak (śmiech).

Co pan pamięta z tamtego wydarzenia?
Na pewno pamiętam wynik, że skończyło się 1:1. Przy bramce dla nas, to chyba ja wykonywałem rzut rożny, a Marko Bajić strzelał. Z tego, co pamiętam, był to wyrównany mecz. Nie było kolosalnej przewagi Hiszpanów. Postawiliśmy więc im godne warunki i spotkanie zakończyło się remisem.

Dużo miał pan w karierze okazji, aby grać obok takich piłkarzy jak Santiago Cazorla czy Giuseppe Rossi?
Miałem tego pecha, że z Barceloną akurat miałem kontuzję (30 lipca 2013 roku w towarzyskim spotkaniu Lechia zremisowała 2:2 – przyp.). Z meczów z fajnymi drużynami z Europy, ze sparingów rzecz jasna, najbardziej zapadł mi w pamięć ten z Juventusem Turyn (29 lipca 2015 roku w towarzyskim spotkaniu Lechia przegrała 1:2 – przyp.). Miałem wtedy przyjemność wyprowadzić drużynę Lechii z opaską kapitańską i przywitać się z Gianluigim Buffonem. To było ciekawe przeżycie.

O! To kolejny łącznik ze zbliżającym się finałem Ligi Europy, bo wówczas w Juventusie grał Paul Pogba.
Zgadza się, grał (zdobył nawet bramkę w 4 minucie tego spotkania – przyp.). A teraz będzie grał w barwach Manchesteru United.

Wróćmy do roku 2010. To były czasu entuzjazmu w Gdańsku. Były plany szybkiego rozwoju. Lechia zaczynała budować swoją pozycję w ekstraklasie.
Tak, po awansie to były początki naszej gry do ekstraklasy. Ten mecz z Villarrealem był fajnym przeżyciem. Odbył się jeszcze na naszym starym stadionie przy Traugutta. Przyszło trochę ludzi (ok. 7 tysięcy – przyp.) i myślę, że stworzyliśmy im fajne widowisko. Tak, jak pan mówi, wtedy jeszcze raczkowaliśmy w ekstraklasie. Sporo lat od tego czasu minęło, a my do dzisiaj jesteśmy w tej ekstraklasie. Lechia na sportowej, piłkarskiej mapie Polski znaczy teraz dużo więcej, niż znaczyła wtedy.

To były też czasy, kiedy polskie drużyny musiały zapraszać do siebie rywali z wyższej półki. Ten mecz z Villarrealem to był organizacyjny wydatek rzędu 120 tys. euro, bo tyle trzeba było Hiszpanom za przylot zapłacić. Nadal jest mało okazji do oglądania takich drużyn w Polsce w meczach o stawkę.
Pomijając Ligę Mistrzów, gdzie Legia Warszawa grała mecze o stawkę (jesienią 2016 roku – przyp.), to może w Lidze Europy zdarzają się co jakiś czas jakieś rodzynki. Zdecydowanie za mało jest takich spotkań. Nie ma co tutaj ukrywać.

A jak widzi pan z perspektywy czasu to budowanie pozycji Lechii Gdańsk? W 2010 roku klub zaczynał pewną drogę, a teraz jest w ścisłej czołówce polskiej ekstraklasy. Bilans meczów w europejskich pucharach nadal jest jednak niewielki.
Do tej pory udało się rozegrać dwa mecze z Brøndby IF (latem 2019 roku w eliminacjach do Ligi Europy – przyp.). Nie ma tego dużo, ale jakoś tam w Europie się pokazaliśmy. Teraz też jesteśmy blisko, aby się zakwalifikować. Ostatnia kolejka sezonu 2020/2021 wszystko wyjaśni. Nie jesteśmy może w najlepszej sytuacji, bo Piast Gliwice ma wszystko w swoich nogach. Będziemy jednak wierzyć do końca. Mam nadzieję, że Piast się potknie w ostatnim spotkaniu, a my swoje wygramy i po raz drugi w ostatnim czasie Lechia zagra w Europie z jakąś fajną drużyną.

Przed nami finał Ligi Europy w Gdańsku. Będzie pan oglądał mecz Manchesteru United z Villarrealem?
Niech wygra lepszy. Chciałbym, żeby to był fajne widowisko. Żałuję tylko, że z biletami jest bardzo ciężko i pewnie tylko wybrańcy będą mieli okazję zobaczyć to spotkanie na żywo. Szkoda, że jest pandemia, bo na pewno byłoby łatwiej o bilety, gdyby stadion mógł się wypełnić w całości. Zyskałaby też na tym atmosfera meczu.

Do sprzedaży ogólnej trafiło tylko 2 tysiące biletów. Pan w ogóle starał się o bilety?
Rozmawiałem już na ten temat z kolegą, ale uznaliśmy, że jeśli bilety mają być przydzielane losowo, to szanse są nieduże. Prawdopodobieństwo, że trafi się bilety byłyby małe, więc nawet nie aplikowałem i będę oglądał ten finał w telewizji.

Manchester United to jeden z klubów, który chciał uciec od długów poprzez przystąpienie do Superligi. To wywołało w Europie wielkie zamieszanie. Jak pan się na to zapatruje?
To dziwna sytuacja. Śledziłem doniesienia prasowe i dla mnie najważniejszą sprawą w tym wszystkim było to, że sami kibice tych klubów, które chciały stworzyć Superligę, byli przeciwni temu pomysłowi. To by zamknęło drogę tym mniejszym klubom do pokazania się na tle najlepszych. Zagrać przeciwko takim klubom jak Manchester United, Arsenal, Barcelona czy Real Madryt to zawsze wielki prestiż i reklama dla każdego miasta. Superliga to wszystko by zamknęła, bo skupiłaby się tylko na najbogatszych. Cieszę się więc, że kibice tak stanowczo określili swoje zdanie na temat takich rozwiązań.

Kibice United mocno sprzeciwiali się Superlidze.
Tak. Widziałem, że fani Chelsea też podobnie postępowali. Wyszli na ulice i protestowali. Chyba w każdym z tych klubów kibice się sprzeciwiali Superlidze.

Angielska piłka klubowa w ostatnim czasie wytycza poziom sportowy. Mamy przecież finał Ligi Mistrzów pomiędzy Manchesterem City a Chelsea FC. Co musiałoby stać się na sportowej w Polsce, aby w końcu choć trochę zbliżyć się do takich potęg?
Fachowcem od takiego oceniania nie jestem, ale według mnie trzeba zacząć od podstaw. Na pewno szkolenie młodzieży jest rzeczą fundamentalną. Każdy duży klub ekstraklasowy powinien mieć bazę szkoleniową i treningową. Inwestycje w młodzież zwracają się, kiedy wytransferuje się dwóch-trzech piłkarzy. To z kolei szansa na wyższe budżety i możliwość ściągania do Polski lepszych zawodników, którzy z kolei pomogą podwyższyć poziom sportowy.

Czy to nie jest tak, że te największe kluby wciąż żyją na kredyt? A mamienie młodych piłkarzy wielkimi zarobkami tylko powoduje w ich głowach zamęt?
No tak, ale świat się rozwija, sport się rozwija i nie ma ucieczki od tego. Żeby mieć lepszego piłkarza, to za niego trzeba, niestety, zapłacić. A on sam musi dostać większą pensję, lepszy kontrakt. Tak działa ten rynek.

Pan teraz pracuje jako trener w akademii Lechii Gdańsk. Jak prezentują się młode pokolenia bialo-zielonych?
Trener Piotr Stokowiec paru zawodników od nas już wziął. Kacper Urbański parę dni temu zadebiutował w Serie A (16-latek wszedł na ostatnie meczu FC Bologna z Genoa – przyp.). Są Filip Koperski, Jakub Kałuziński i jeszcze kilku fajnych chłopaków, którzy są w pierwszej drużynie. Jeśli czas pozwala, to chodzę na treningi i rozmawiam z trenerem Stokowcem, który jest bardzo zadowolony z ich pracy. Mają oni duże możliwości, ale muszą być teraz dobrze pokierowani. Zobaczymy. Mam nadzieję, że za jakiś czas będzie o nich głośno.

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie