Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk: Wzmocnienia składu są konieczne, żebyśmy grali o medale. Jestem ambitny i chcę grać o najwyższe cele

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk
Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk Fot. Przemysław Świderski
Udostępnij:
Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk, mówi o transferach, nowych piłkarzach, celach biało-zielonych i swojej przyszłości w Lechii w wywiadzie udzielonym "Dziennikowi Bałtyckiemu".

Kibice wracają na trybuny i są głodni sukcesu. Miłosz Szczepański, Łukasz Zwoliński czy Dusan Kuciak mówią w wywiadach, że chcą walczyć o medal. Czy Lechia jest na to gotowa?

CZYTAJ TAKŻE: Jakie zmiany zajdą latem w kadrze Lechii Gdańsk?

Czasem w klubie słyszę docinki, że nikt nie jest bardziej głodny sukcesu niż ja, ale rzeczywiście coś w tym jest. Nienawidzę przegrywać. Kontrowersyjną końcówkę sezonu, gdzie przez gruby błąd sędziego w meczu z Jagiellonią straciliśmy szansę na grę w pucharach, musiałem odchorować. Byłem wściekły, potrzebowałem ponad dwóch tygodni, żeby to strucie mi minęło. Na szczęście piłka daje tę możliwość, że można się odegrać w kolejnym meczu czy sezonie, więc teraz patrzę jedynie naprzód, na to co nasz czeka. Jako ambitny trener również marzę o medalu. Tym bardziej, że wcześniej pokazaliśmy, że jest to w Gdańsku możliwe. Cieszę się, że moi piłkarze mierzą wysoko, bo taki jest sens rywalizacji. Zdaję sobie sprawę także z oczekiwań kibiców. Jedno co mnie niepokoi to transfery rywali. Gdy patrzę na ile znakomitych nazwisk trafiło ostatnio do Ekstraklasy, to cieszę się, że okienko transferowe jest nadal otwarte, że przed nami jeszcze ponad miesiąc na wzmocnienie Lechii. Liczę na to, że to okienko będzie dla nas udane, bo wzmocnienia są konieczne, żebyśmy liczyli się w grze o medale. Potrzebujemy jeszcze więcej jakości w drużynie, bo przeciwnicy w lidze postawią nam duże wymagania.

Do drużyny dołączyli Ilkay Durmus, Miłosz Szczepański czy Bassekou Diabate. Ile mogą dać drużynie?

Durmus jest z nami od początku przygotowań i to jest dobry transfer. To zawodnik z jakością, którą będzie pokazywać tu i teraz. Zagrał dwa pełne sezony w Szkocji, wcześniej występował w Austrii, a to ligi zbliżone do naszej, też fizyczne. Poradzi sobie w Ekstraklasie. To, że grał regularnie i nie jest piłkarzem do odbudowy ma dla mnie duże znaczenie. Bo np. Miłosz będzie gotowy do gry dopiero za 2-3 miesiące. Musimy na niego poczekać. Rehabilitacja i odbudowa mięśniowa nie przebiegały tak, jak powinny i on ma dużo do nadrobienia. Pewnych procesów nie przyspieszymy, bo narazilibyśmy go na kolejną kontuzję. Ale, żeby wszystko było jasne: Miłosz jest zdrowy, potrzebuje jedynie czasu. Za około dwa miesiące powinien wchodzić do gry i pokazywać swoją jakość. Wreszcie Diabate to młody zawodnik, bardzo perspektywiczny, widzę w nim potencjał i dlatego osobiście upierałem się na ten transfer. To jednak chłopak z innego kontynentu, innej ligi, tu dla niego wszystko jest nowe i musi się zaaklimatyzować. Zagrał w sparingu z Legią, w którym pokazał się bardzo dobrze: wywalczył rzut karny i strzelił gola z „jedenastki”. Niestety to też nie jest zawodnik na tu i teraz. Na mecz z Jagiellonią raczej nie zostaną dopełnione wszystkie formalności, bo musi przyjść certyfikat piłkarza, a Diabate musi dostać pozwolenie na pracę, więc raczej w pierwszej kolejce nie będę mógł z niego skorzystać. Ale z pewnością Diabate może nam pomóc. Jego wejście do gry jest na pewno bliższe niż Szczepańskiego.

Diabate to melodia przyszłości czy już może być wzmocnieniem zespołu?

Był poza treningiem, a cudów nie ma. Trenował kilka dni i jeszcze nadal go poznajemy. Trudno teraz wskazać czy ma zaległości. Trzeba jeszcze chwilę poczekać, żeby się wdrożył, wszedł do drużyny i do gry, ale na razie nie od pierwszej minuty. Jestem przekonany, że będzie w stanie pozytywnie zaskoczyć, że będziemy mieli z niego pociechę.

Jego przyjście świadczy o tym, że chce Pan w tym sezonie grać dwójką napastników czy widzi Pan dla tego zawodnika miejsce na skrzydle?

Diabate to napastnik, ale może grać też na boku i schodzić do środka. Ćwiczyliśmy warianty na dwóch napastników i niewykluczone, że będziemy rotować systemami, przechodzić płynnie z jednego ustawienia taktycznego na inne w czasie gry.

Lechia w poprzednim sezonie miała problemy z grą defensywną i traciła zbyt dużo goli. Sparingi nie pokazały, że ten problem został wyeliminowany.

Wierzę w to, że to kwestia jedynie sparingów, w których często nie wynik jest najważniejszy. Graliśmy zawodnikami mocno ofensywnymi na bokach obrony, jak Mykoła Musolitin czy Conrado. Pamiętajmy, że latem odszedł Karol Fila, który przez ostatnie sezony był jednym z filarów naszej defensywy. Chcieliśmy rozwijać zawodników i dlatego w sparingach mocno postawiliśmy na ofensywę, bo to jest przyszłość. Jednak nie zapominamy o grze defensywnej, wyciągamy wnioski i na pewno w tym sezonie chcemy tracić mniej goli.

Kłopot jest też z prawą obroną po odejściu Karola Fili. Mateusz Żukowski i Mykoła Musolitin dają Panu pewność i spokój na tej pozycji?

To się okaże. Mykoła nie miał jeszcze okazji do tego, aby w kilku kolejnych meczach zaprezentować się na tej pozycji. W przypadku Mateusza to jest proces przekwalifikowywania na obrońcę, ale będziemy korzystać z niego też na skrzydle, bo tam też będzie potrzebny. Jest też Bartek Kopacz, który może grać jako prawy obrońca. W tej chwili nie mam informacji, żeby miał do nas ktoś dojść na tę pozycję. To oczywiście wiąże się z kwestiami ekonomicznymi. Wszystkie siły finansowe chcemy przekierować na zawodnika numer „10”. Takiego playmakera szukamy od kilku sezonów. Potrzebny jest nam na tę pozycję zawodnik z dużą jakością. Szczepański może grać jako „10” i jako „8”, ale też z opcją pomocy w bocznych strefach boiska.

Jeśli nie uda się nikogo sprowadzić na tę pozycję, to przekwalifikuje Pan na dłużej Bartosza Kopacza na prawego obrońcę?

Nie chcę teraz oceniać poszczególnych piłkarzy. Z pewnością ci, którzy grali mniej, będę mieli teraz więcej szans, żeby się zaprezentować. Chciałbym, żeby Lechia grała efektywnie, ale i efektownie. Sam bardzo lubię piłkę ofensywną i uważam, że jest ona istotą futbolu. Wiadomo jednak, że styl grania musimy dopasować do potencjału zawodników, których mamy w kadrze. A chcąc grać o najwyższe cele w Ekstraklasie potrzebujemy zawodników o wysokich umiejętnościach, żadnej Ameryki tu nie odkryję.

CZYTAJ TAKŻE: Kto jest najdroższym piłkarzem Lechii? Sprawdźcie ranking [TOP 26]

Biorąc pod uwagę prowadzone rozmowy przez Lechię można spodziewać się w najbliższym czasie kolejnych nowych piłkarzy w drużynie?

Wyszukiwaniem zawodników i penetrowaniem rynku zajmuje się dział skautingu klubu, dostosowując to do możliwości finansowych Lechii. Później te kandydatury trafiają do mnie. Jedni zostają, inni muszą wyjechać, bo i takie przypadki przecież mieliśmy w tym okresie przygotowawczym. Warto pamiętać, że to nie jest tak, że to trener Piotr Stokowiec robi transfery. Oczywiście ja daję opinię i rekomenduję zawodników, tak jak to było w przypadku Diabate, ale też Durmusa czy Szczepańskiego, którzy mają wysokie umiejętności.

Na ile ma zmienić się gra drużyny w najbliższym sezonie?

Dużo pracowaliśmy, bo wcześniej brakowało nam okresu przygotowawczego, sparingów i czasu na zbudowanie tego, na czym opiera się cały sezon. Tego teraz potrzebowaliśmy. Mocno przepracowaliśmy okres przygotowawczy i wierzę, że to wpłynie pozytywnie na naszą grę. Sezon jest długi, okno transferowe wciąż otwarte i liczę, że jeszcze pozyskamy istotnych zawodników. Na pewno będziemy rotować składem. Oglądaliśmy Ligę Mistrzów, EURO 2020 i wyciągamy wnioski z tego co się zmienia w futbolu. Będę elementy z trzema obrońcami, ale też z dwoma napastnikami. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale wierzę, że to będzie widać. Nie robię filozofii z taktyki, bo najważniejsze, żeby rozumieli ją piłkarze i żeby to dawało efekty. Trochę szyki krzyżuje kontuzja Omrana Haydary’ego. Jego powrót to też kwestia 2-3 miesięcy.

Na lewej obronie stawia Pan na Conrado. To oznacza, że Rafał Pietrzak na dłużej może wylądować na ławce rezerwowych?

Nikomu nie zamykam drogi do składu, a cieszy mnie każda pozycja na boisku, gdzie mam komfort rywalizacji o miejsce w wyjściowej „jedenastce”. Conrado bardzo dobrze spisuje się w wariancie ofensywnym, ale Rafał też ma przecież swoją wartość. Rafał może zaczynać mecze od początku i niewykluczone, że tak właśnie się stanie. Poza tym Conrado może grać również ustawiony wyżej, więc mamy różne opcje.

Jaką rolę przewiduje Pan dla Łukasza Zwolińskiego?

Łukasz w normalnym ustawieniu jest „9”. Ćwiczyliśmy wariant z dwoma napastnikami, bo Łukasza widzę w ataku, a nie na skrzydle. W poprzednim sezonie miał solidne zabezpieczenie z tyłu i takie granie też jest możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że nigdy nie grał jak skrzydłowy. Ale taka opcja może się pojawić w pewnych fazach meczu, tego nie wykluczam. Wszystkiego dowiemy się w trakcie sezonu, bo to przecież nie jest kwestia tego, w jakim składzie zagramy w Białymstoku.

Pracuje Pan w Lechii czwarty rok, a po sezonie kończy się Panu kontrakt. Chce Pan zapracować na nową umowę i nadal kontynuować swoją pracę w Gdańsku?

Już wcześniej deklarowałem, że dobrze się czuję w Gdańsku. Nie jako trener, który wpadł tu na chwilę, ale bardziej jako gospodarz, który musi patrzeć na klub całościowo. Od młodzieży, którą trzeba mądrze wprowadzać do drużyny, co nam się nieźle udaje, po kwestie stabilizacji finansowej Lechii, której przecież nie możemy zachwiać. Zawsze muszę ten czynnik brać pod uwagę, bo on bardzo wpływa na funkcjonowanie drużyny. Przez ten czas, kiedy tu jestem, sporo się udało zrobić: zdobyliśmy Puchar Polski, wywalczyliśmy brązowy medal Ekstraklasy, zagraliśmy w europejskich pucharach. Chciałbym z Lechią wskoczyć jeszcze o półkę wyżej, ale wiadomo, że to nie zależy jedynie od trenera. Przede wszystkim chcę się rozwijać, bo jako trener nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, ciągle mam wiele do pokazania. Ambicje mam duże, dlatego chcę grać o jak najwyższe cele i zarząd klubu o tym wie. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Jeśli te ambicje będą szły w parze z pomysłem zarządu na budowę silnej Lechii, to wierzę, że w kwestii nowej umowy też się dogadamy.

Pazdan, Sobiech, Furman i Quintana wracają do ekstraklasy. "To ciekawe nazwiska, które mówią coś kibicom. To magnesy na stadiony"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie