Piaszczysty skarb Bałtyku

    Piaszczysty skarb Bałtyku

    Piotr Niemkiewicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Dziesiątki tysięcy złotych z miejskiej kasy może zapłacić Puck, byle tylko poprawić jakość piasku na swoich plażach. Bałtycki piasek miasto musi pozyskać od Urzędu Morskiego, który zajmuje się jego pozyskiwaniem. Jednak po ten surowiec miasto musi ustawić się w kolejce, bo chętnych nie brakuje.
    A i Urząd Morski ma w swojej gestii sporo miejsc, w których piasek z konieczności dosypywać musi - takie jak np. na wiecznie narażonym na sztormowe ataki morza Półwyspie Helskim. Szalejące wiosną i jesienią sztormy regularnie zabierają kawałki plaż. Tak dzieje się nad Bałtykiem, ale również i nad spokojniejszą zatoką.

    - Naturze jeszcze nikt się nie oparł - przyznaje Zdzisław Jaroni, wiceburmistrz Pucka.


    Idące w dziesiątki tysięcy koszty pozyskiwania dodatkowego piasku to dużo pieniędzy, ale i tak ten wydatek się miastu opłaca - przyznają samorządowcy. Latem bowiem plaże mogą przyciągnąć do miasta więcej turystów, co z kolei oznacza duże pieniądze dla wszystkich tych, którzy zarabiają na obsłudze ruchu turystycznego, od wypożyczalni sprzętu wodnego po pensjonaty czy sklepy. A plaże wysypane bałtyckim piaskiem cieszą się uznaną marką nie tylko wśród rodzimych turystów.

    - Wielu naszych gości przyznaje, że tak pięknych plaż nie widzieli w całej Europie - mówi z dumą Marta Balicka, kierująca jastarniańskim Miejskim Ośrodkiem Kultury Sportu i Rekreacji.

    Do tego jednak by przyciągały one letników, potrzebny jest przede wszystkim dobrej jakości piasek. Miasto mogłoby wykorzystać ten, który leży na dnie Zatoki Puckiej, jednakże pod warunkiem że byłoby go dużo i miał odpowiednią jakość. To byłoby najtańsze rozwiązanie.

    - Okazało się, że jest inaczej, więc musimy sukcesywnie zdobywać piasek z innych źródeł - przyznaje Zdzisław Jaroni, wiceburmistrz Pucka.

    Inne źródła to Morze Bałtyckie lub też... okoliczne żwirownie. Żwir sypano np. na władysławowską plażę, tuż za elektrociepłownią, gdzie powstawał mur mający chronić półwysep przed sztormami. Kilka lat temu na pucką plażę awaryjnie trafił piasek ze żwirowni, ale nie znalazł on uznania w oczach osób korzystających z tego miejsca: plażowiczów, windsurferów i żeglarzy. Ze żwirowni miasto może kupować surowiec bez specjalnych zezwoleń. Z dna Bałtyku piasek można pozyskać za pośrednictwem Urzędu Morskiego. Trafia on jednak w pierwszej kolejności m.in. na Półwysep Helski. Sypany jest od strony otwartego morza oraz Zatoki Puckiej.

    - Na plaże bałtyckie piasek sypiemy regularnie - mówi Anna Stelmaszyk-Świerczyńska, zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni do spraw technicznych.

    Morski kruszec wykorzystuje nie tylko urząd czy samorządy, ale w szczególnych przypadkach także osoby prywatne. - Pozwalamy właścicielom kempingów na umacnianie brzegów nad zatoką w ten sposób - mówi Anna Stelmaszyk-Świerczyńska.

    Miasto od wielu miesięcy toczy rozmowy z UM, by zdobyć cenny kruszec. Pucczanie są zdesperowani, bo w tym roku powiększyli swoją plażę, ale w zatoce zabrakło dobrej jakości piasku, by ją dopieścić. Na samorząd posypały się więc mało pochlebne opinie użytkowników.

    - Na razie udało się stworzyć tylko bazę pod niezłą plażę, teraz musimy ją zmodernizować - mówi Piotr Kozakiewicz, wiceprzewodniczący Rady Miasta Pucka, który przyznaje, że teraz dla miasta to priorytetowa sprawa.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo