Paweł Huelle: "Śpiewaj ogrody" to książka o miłości i muzyce. Muzyka nadaje rytm erotyzmowi ROZMOWA

rozm. Barbara Szczepuła
Paweł Huelle
Paweł Huelle Tomasz Bołt
Idziemy z Pawłem Huellem obejrzeć dom Hoffmannów przy ulicy Polanki w Oliwie. To tam toczy się akcja jego najnowszej powieści "Śpiewaj ogrody". Na końcu bezlistnej dziś lipowej alei kryje się XVIII-wieczna willa. Podjazd i staw przykrywa śnieg, a mnie się wydaje, że za firanką widzę panią Gretę. Uchyla okno, by zaprosić nas do środka. Zaraz poda herbatę w rosenthalowskiej filiżance, a potem zapyta Pawła: - Zagrać ci coś? Z pisarzem Pawłem Huelle rozmawia Barbara Szczepuła.

Cieszę się, że wróciłeś do pani Grety. Czytając książkę, miałam wrażenie, że spotkałam znajomą, której od dawna nie widziałam.
Znałaś ją z opowiadania "Przeprowadzka", które wydałem przed trzydziestoma laty. Nie porzuciłem jednak pani Grety. Spisywałem jej historię dla siebie, aż wreszcie dostałem ultimatum od wydawcy. Napisałem wtedy powieść od nowa, co nie było łatwe, bo człowiek przywiązuje się do swoich tekstów jak do starych butów. Zmieniłem też tytuł. "Piękną Gretchen" zastąpiła fraza Rilkego "Śpiewaj ogrody". Ale to jest ta sama historia Hoffmannów mieszkających przy ulicy Polanki w Oliwie.

Wyraźnie lubisz tę ulicę.
Lubię, choć bardzo się zmieniła. Pamiętam ją z lat sześćdziesiątych, gdy była brukowana i jeździły nią na targ chłopskie furmanki.

Na przykład wóz pana Bieszka, Kaszuby z Rębiechowa, który przewoził meble rodziny narratora z domu pani Grety na ulicę Chrzanowskiego.

Pan Bieszk zacinał batem Gniadosza i Baszkę, śpiewając: - Chceme se wepic z ti malnczi butelczci... - a wóz z naszym dobytkiem tłukł się po kocich łbach ułożonych za czasów kajzera Wilhelma. Tak właśnie zaczyna się książka. Postać pana Bieszka to mój ukłon w stronę kultury kaszubskiej, którą bardzo cenię i w której się w pewnym sensie wychowałem. Na wakacje jeździliśmy zawsze najpierw na Kaszuby, a potem do babci Marii do Galicji. W powieści zamieściłem kaszubskie dialogi.

Pojawiają się też kaszubskie nazwiska, które dziś noszą znani na Pomorzu ludzie: Struk, Samp, Czapiewski...

To jest rodzaj zabawy. Dowiedziałem się, że przodkowie pana marszałka Mieczysława Struka to szyprowie z Jastarni. Więc dałem to nazwisko szyprowi, któremu ojciec narratora testuje silnik kutra. Zaś pan Samp w powieści jest przewodniczącym Związku Polaków w Wolnym Mieście. Nie wiem, czy ojciec Jerzego był nim w rzeczywistości, ale do związku należał na pewno.
Przewodnim motywem książki, jest opowieść o miłości Grety i Ernesta Teodora Hoffmannów.
Bo to jest książka o miłości. I o muzyce. Uważam, że muzyka jest czymś niesłychanie erotycznym, nadaje erotyzmowi swój rytm...

Ale chyba nie monumentalna muzyka Wagnera?
Pewnie, że nie! Wagner jest antyerotyczny. Podążam za gustem swojego bohatera, Ernesta Teodora Hoffmanna, który nie lubi Wagnera, mimo że pracuje latami nad partyturą jego nieznanej opery.

Narrator książki "Śpiewaj ogrody" jest już starszy niż w Twoich opowiadaniach, widzi pewne rzeczy inaczej.
Dojrzewa i pod koniec powieści pani Greta rozmawia z nim, jak z dorosłym. Opowiada historie, których nie mogłaby powierzyć dziecku, bo są to gwałty i rabunki, jakich dopuszczali się sowieccy żołnierze, a także losy osiemnastowiecznego francuskiego porucznika, który mieszkał w tej oficynie [tu Paweł wskazuje domek przyklejony do willi Hoffmannów - B.S.].

Porucznik de Venancourt to figura wrodzaju markiza de Sade. Skąd się wziął w Oliwie?
Na czele francuskiej eskadry, która z rozkazu Ludwika XV miała przyjść z odsieczą królowi Stanisławowi Leszczyńskiemu oblężonemu w Gdańsku przez Rosjan i Sasów stanął dyplomata, pułkownik Louis de Plelo. Był tam także porucznik de Venancourt. Podobno któryś z francuskich żołnierzy zamordował pułkownika de Plelo strzałem w tył głowy. Działo się to na Westerplatte 27 maja 1734 roku. Nie znamy jednak nazwiska zabójcy. Uznałem, że mógł to zrobić porucznik de Venancourt. Francuz osiądzie potem w Gdańsku, bo będzie się bał wracać do Francji. Nawiasem mówiąc, to wtedy właśnie pojawiło się to znane powiedzenie "nie chcemy umierać za Gdańsk". Cała Francja je powtarzała.

Ten francuski porucznik to potwór. Więzi młodą dziewczynę i dusi ją podczas kopulacji, gwałci i dusi także chłopca - w sumie kilkanaście takich przypadków. To zło ciągnie się za nim od pokoleń. Jego mieszkający w Brazylii ojciec nie był lepszy.
Zatrzymajmy się na chwilę przy Brazylii i zadajmy sobie pytanie, co Europejczycy wyeksportowali do Nowego Świata? Miliony tubylców zginęły z powodu ospy i syfilisu, chorób, które przywlekli biali. Tych, którzy przeżyli, zamieniano w niewolników, wdeptywano w błoto. W mojej powieści zło w postaci francuskiego porucznika wraca do Europy.

W latach trzydziestych zło kumuluje się w Niemczech i Wolnym Mieście Gdańsku…
W stawie, nad którym stoimy odkryte zostają trumny z ofiarami dewiacji seksualnych Francuza. Dzieje się to w czasie, gdy zaczynają się masowe mordy w Piaśnicy. Zło się multiplikuje, bo czym jest kilkanaście osiemnastowiecznych ofiar Francuza, wobec tysięcy rozstrzelanych przez Niemców? Rozstrzelanych ze względów polityczno-ideologicznych. Pierwszymi ofiarami Piaśnicy byli zresztą psychicznie chorzy Niemcy.

Mąż Grety trafia do obozu koncentracyjnego Stutthof.

Pierwszy raz byłem tam ze szkolną wycieczką. Drugi raz - z Tomaszem Venclową, który szukał śladów przyjaciela swojego ojca, litewskiego pisarza Bałysa Sruogi, autora wspomnień "Las bogów". Trzeci raz - gdy pisałem tę powieść. Chciałem zobaczyć piec ogrzewający komorę gazową. Wstrząsnęła mną informacja, iż piec przy komorze gazowej zbudowano, gdy okazało się, że w temperaturze poniżej dwudziestu stopni ludzie umierali zbyt powoli.

Ernest Teodor musiał palić w tym piecu.
Pierwszymi ofiarami komory gazowej w Stutthofie byli sowieccy jeńcy wojenni.
Cofnijmy się nieco. Ernest Teodor - jak mówiliśmy - wszedł w posiadanie partytury zaginionej opery Wagnera "Szczurołap z Hameln". Libretto oparte jest na starej legendzie o muzykancie, który grając na flecie, wyprowadził szczury z miasta, a gdy mieszczanie nie zapłacili mu za usługę, uwiódł swoją melodią także dzieci i wywiódł je na zatracenie. Szczurołap to Hitler?
To jest Hitler, który obiecał Niemcom, że wyciągnie ich z bezrobocia i nędzy. Zagrał na flecie i uwiódł swoimi obietnicami, więc poszli za nim na zatracenie jak dzieci. Jednak pozostało pytanie: dlaczego tak kulturalny naród w środku Europy dał się uwieść? Jak do tego doszło? Nie znam odpowiedzi. Ale ciągle jej szukam.

Ernest Teodor komponuje dla żony muzykę do wiersza Rainera Marii Rilkego. Konkretnie do II Elegii duinejskiej. Dlaczego wybrałeś Rilkego? Dlaczego właśnie ta elegia? Jest ich przecież dziesięć.
Bo tam padają piękne stwierdzenia o aniołach...

…"pyłki kwitnące boskości", na przykład.
Nie tylko. Poeta zwraca się do aniołów wprost. Pyta: - Kim jesteście? Padają określenia teologiczne zapisane w kabale, a potem Rilke sam próbuje opisać fenomen aniołów i są to właśnie "pyłki kwitnące boskości" czy "przeguby światła". Proszę zwrócić uwagę na urodę tych metafor. Nikt nie pisał o aniołach piękniej i celniej niż Rilke.

A dlaczego akurat anioły tak Cię zaciekawiły i urzekły?
Bo mam taką nieortodoksyjną teorię... Co do Boga, to się nie wypowiadam, nie wiem kim jest, co robi...

Ale jest?
Jest. Natomiast w kwestii aniołów mam dziecięce przekonanie, że Anioł Stróż idzie stale za mną. I to, że się do tej pory nie wywróciłem w życiu zawdzięczam temu, że jest przy mnie ten dziwny, dwuskrzydły stwór...

Jak na starym obrazku - Anioł Stróż ochrania dziecko przechodzące przez most nad przepaścią.
Właśnie. Idzie za mną, trzyma mnie za kołnierz i mówi: - No nie, Pawełku, nie w tę stronę. Nie wstydzę się tego, bo wiem, że wystarczy jeden niewłaściwy krok i koniec. Kuńc - jak mówią Kaszubi.

Nie wiemy jednak, co robi taki anioł podczas romansowych schadzek, choćby takiej, jaką opisujesz w powieści "Śpiewaj ogrody". Młody Rilke spotyka się z mężatką Lou Andreas Salome.

Historia jest prawdziwa. Umówili się, że Lou przyjedzie do swojej przyjaciółki mieszkającej w Gdańsku, a on zatrzyma się w hotelu, który stał mniej więcej przy placu Rybaka w Sopocie. Ona oczywiście nie mogła tam do niego pójść, więc gdzie się spotkali? Pomyślałem, że może w pół drogi, w Oliwie, w jakimś małym pensjonacie?

Niektórzy krytycy oceniają, że powieść "Śpiewaj ogrody" skomponowana jest jak symfonia.

Krytycy mówią, co chcą, jedni mówią, dobrze, drudzy źle... Ta powieść jest rzeczywiście skonstruowana muzycznie, zauważ, że każdy rozdział zaczynam zdaniem odwołującym się do frazy, która kończy rozdział poprzedni. Nie jest to jednak "Doktor Faustus".

Ale pomyślałam o "Doktorze Faustusie".
Tomasz Mann miał wykształcenie muzyczne, którego mi brakuje, to po pierwsze. Po drugie Mann, pisząc swoją powieść, konsultował ją na bieżąco ze specjalistą. Ja osłuchanie się z muzyką zawdzięczam mamie...

Piszesz, że co miesiąc kupowała Ci płytę.
I prowadzała na koncerty do filharmonii.

Chodzimy po zasypanym śniegiem ogrodzie pani Grety. Opowiadasz, że rosły tu przepiękne, różnobarwne kwiaty. W 1945 roku ogród został zdewastowany. Zarastał chwastami...
No, cóż, ogrody umierały wtedy powoli, ale nieodwołalnie. Zamieniały się w ogródki warzywne, bo trzeba było coś jeść, więc ludzie zamiast róż i azalii, sadzili kartofle, kapustę, pomidory i groch. Ale żal za pięknymi ogrodami pozostał. Pani Greta ma wiele z mojej babci Marii Huelle'owej z Mościć, która żeby przeżyć, też musiała zamienić swój cudowny ogród na warzywniak.
Pani Greta nie wyjechała do Niemiec. Ciągle czekała na powrót Ernesta Teodora.
Czekała, bo nie wiedziała, że z sowieckiego łagru właściwie się nie wraca.

Paweł Huelle

Ur. w 1957 r. Debiutował w 1987 r. powieścią "Weiser Dawidek". Laureat Paszportu Polityki za "Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala" (2001). W 2008 nominowany do nagrody Nike za powieść "Ostatnia wieczerza". Jego twórczość literacka związana jest głównie z Gdańskiem. Jego najnowsza powieść "Śpiewaj ogrody" (2014) zebrała bardzo dobre recenzje.
b.szczepula@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
M.

Wspaniała książka! Piękna, smutna, mądra, wciągająca. Nie wiedziałam o istnieniu opowiadania "Przeprowadzka", muszę się za nie koniecznie zabrać. I w sumie to dobra decyzja o zamianie tytułu, bo "Śpiewaj ogrody" jest bardzo tajemnicze i poetyckie, choć "Piękna Gretchen" też brzmi dobrze, ale zwraca uwagę tylko na jeden aspekt powieści.

Dodaj ogłoszenie