reklama

ORP "Orzeł" 70 lat temu uciekł z portu w Tallinie

Piotr WeltrowskiZaktualizowano 
<br>"Orzeł"pod koniec lat 30.  XX w. był jednym z najnowocześniejszych okrętów podwodnych
"Orzeł"pod koniec lat 30. XX w. był jednym z najnowocześniejszych okrętów podwodnych Ze zbiorów muzeum marynarki wojennej w Gdyni
W nocy z czwartku na piątek minie równo 70 lat od dnia, w którym polskim marynarzom z załogi okrętu podwodnego ORP "Orzeł" udało się uciec z portu w Tallinie (gdzie jednostka była internowana).

Przedstawiciele Marynarki Wojennej okrągłą rocznicę bohaterskiego czynu swoich kolegów uczcili już tydzień temu. Wówczas to marynarze z ORP "Flaming" i ORP "Mewa", którzy brali udział w międzynarodowej akcji niszczenia min na Bałtyku, pojawili się w Estonii, aby złożyć kwiaty oraz zapalić znicze pod tablicą upamiętniającą ucieczkę okrętu.

Trudno się dziwić, że dzisiejsi marynarze darzą szacunkiem wyczyn swoich poprzedników.- W opinii historyków i taktyków morskich ucieczka ORP "Orzeł" z Estonii i przedostanie się do Wielkiej Brytanii w trakcie trwającej wojny na morzu uznawane jest za największe na świecie osiągnięcie w działaniach i taktyce okrętów podwodnych. Nigdy w historii żadna załoga okrętu podwodnego nie dokonała takiej operacji na morzu - przypomina kmdr por. Bartosz Zajda, rzecznik Marynarki Wojennej.

Wydarzenia sprzed 70 lat chętnie wspomina też kmdr ppor. Piotr Adamczak, oficer marynarki, a zarazem historyk badający dzieje "Orła".

- Ucieczka była doskonale przygotowana. Załodze sprzyjało również ogromne szczęście. Udało się w bezkrwawy sposób obezwładnić strażników estońskich, przeciąć kabel elektryczny pogrążając w ciemnościach cały port i przejść na otwarte morze, mimo kolizji z falochronem - opowiada Adamczak. - Uniknięto też trafień z działa nadbrzeżnego, które otworzyło ogień w ostatnim etapie ucieczki z portu.

Mimo braku map, które nawigator musiał odtwarzać z pamięci i na podstawie usytuowania mijanych latarni morskich, jednostka po 27 dniach rejsu dotarła w końcu do brytyjskiego portu Rosyth.
Przez kolejne miesiące ORP "Orzeł" walczył u boku aliantów, przede wszystkim na Morzu Północnym. Wsławił się między innymi zatopieniem niemieckiego transportowca "Rio de Janeiro", którym niemieckie wojska płynęły w kierunku Norwegii.

W ostatni swój rejs okręt wyruszył 23 maja 1940 roku. Do tej pory nie wiadomo, co stało się później z jednostką. Nigdy nie powróciła do portu. Nie odnaleziono także wraku okrętu.

ORP "Orzeł" w momencie wybuchu II wojny światowej był jednym z najnowocześniejszych okrętów podwodnych na świecie. Wybudowano go w holenderskiej stoczni De Schelde.

Co ciekawe, na jego budowę złożyło się społeczeństwo. Ludzie wpłacali oszczędności na Fundusz Obrony Morskiej. Składki zbierane były również wśród kadry polskiej Marynarki Wojennej.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie