O. Wojciech Żmudziński: Klauzula sumienia w zawodzie nauczyciela to nieporozumienie [ROZMOWA]

rozm. Barbara Szczepuła
O. Wojciech Żmudziński: Pacjentką prof. Chazana była nie tylko matka niepełnosprawnego dziecka, ale również to dziecko
O. Wojciech Żmudziński: Pacjentką prof. Chazana była nie tylko matka niepełnosprawnego dziecka, ale również to dziecko Piotr Manasterski/Archiwum
Kto uważa, że należy wprowadzić klauzulę sumienia dla nauczycieli, nie rozumie, na czym polega ten zawód - mówi ojciec Wojciech Żmudziński, jezuita, dyrektor Centrum Arupe.

Czy nauczyciele powinni podpisywać klauzulę sumienia?
Klauzula sumienia - tak to rozumiem - jest formułą prawną, która pozwala człowiekowi uchylić się od stosowania innego przepisu prawa, jeśli powoła się na swoje sumienie. Każdy człowiek powinien postępować zgodnie z własnym sumieniem, to oczywiste, ale musi też mieć świadomość, że rodzi to określone konsekwencje! Nauczyciel powinien mieć konkretną i jasną filozofię życia, osobiste credo i postępować zgodnie ze swoim światopoglądem. Jednak postulat, by nauczyciel, który idzie za głosem sumienia, nie ponosił konsekwencji swojej - niekiedy nawet heroicznej - postawy, jest nieporozumieniem.

"Taka klauzula to pełzająca ofensywa środowisk fundamentalnie katolickich. Każdy, kto ją podpisze, powinien zostać zwolniony z pracy" twierdzi profesor Magdalena Środa, etyczka.
Kwestia sumienia nie dotyczy oczywiście tylko katolików. Ludzie spoza Kościoła katolickiego też mają sumienie. Wydaje mi się, że nie da się nauczać wbrew swojemu światopoglądowi. Wbrew temu, do czego człowiek jest przekonany! I druga ważna uwaga: trudno być dobrym nauczycielem, jeśli się jest zwolennikiem jakiejś skostniałej ideologii, bo nauczyciel ma uczyć myślenia, a nie podsuwać uczniowi gotowe odpowiedzi. Nawet w kwestiach moralnych ma raczej ukazywać konsekwencje pewnych wyborów niż coś zdecydowanie nakazywać albo czegoś kategorycznie zabraniać. Nauczyciel nie jest po to, by uczyć myśleć tak, jak on myśli, wybierać tak, jak on wybiera. Musi być otwarty na różnorodność poglądów, zarówno uczniów, jak i ich rodziców. Oczywiście, nie znaczy to, że powinien ukrywać własne zdanie. Kto uważa, że należy wprowadzić jakąś klauzulę sumienia dla nauczycieli, to nie rozumie, na czym polega ten zawód. Powtarzam: nauczanie tym się różni od indoktrynacji, że uczy myślenia i dokonywania wyborów.

Jednak niektórzy chcą deklaracji sumienia, a inni boją się, że jeśli nauczyciel podpisze taką klauzulę, to nie będzie mógł uczyć na przykład o teorii Darwina i będzie negować ewolucję. Mówią to światli, wydawałoby się, ludzie.
To jest totalne nieporozumienie! Nauczyciel ma przedstawiać różne teorie i hipotezy, które pojawiają się w świecie nauki. I prezentować racje wszystkich stron.

Jak to wygląda w liceum katolickim? Był ojciec dyrektorem liceum w Gdyni. Czy na lekcji jest możliwe starcie światopoglądowe?

Oczywiście. Odbywały się całe debaty, podczas których uczniowie uczyli się argumentacji, uczyli się uzasadniać swoje zdanie...

Na jakie tematy?
Na przykład na temat kary śmierci, wierności danemu słowu, dotrzymywania podpisanych umów. Poruszane były także kwestie sumienia. Nauczyciel nie sugerował, jak należy postąpić, ale starał się pomóc uczniowi w formułowaniu argumentów potrzebnych do obrony jego stanowiska. Najważniejsze bowiem było to, by uczeń potrafił swój wybór uzasadnić, kierując się wartościami, i poznać jego konsekwencje. Mówimy o liceum i gimnazjum katolickim, więc opieramy się oczywiście na wartościach chrześcijańskich. Pamiętam dyskusję z uczniami, w której chodziło o więźnia gestapo, który odebrał sobie życie. Dyskutowaliśmy, czy postąpił właściwie, czy nie. Okazało się, że w świetle nauki Kościoła, za pomocą wartości chrześcijańskich można było uzasadnić oba wybory.

Niektórzy ironizują, że klauzula sumienia mogłaby się przydać także kapłanom.
Jeśli jakiś ksiądz uważa, że coś w Kościele mu się nie podoba, że nie chcąc być posłuszny swojemu biskupowi, mógłby skorzystać z takiej klauzuli i nie ponieść konsekwencji, rychło się przekona, że nie jest to możliwe.

Doszliśmy więc do przypadku księdza Lemańskiego, ale o nim porozmawiamy później. Zostańmy jeszcze przy nauczycielach. W szkole katolickiej wartości chrześcijańskie to "oczywista oczywistość", ale...
W szkole katolickiej uczniowie mają okazje i możliwości, by rozwijać chrześcijański światopogląd, ale nie są do niego przymuszani.

W szkole publicznej uczą się nie tylko katolicy, a w projekcie deklaracji wiary pojawia się sformułowanie "Zobowiązuję się do szacunku i umiłowania Kościoła katolickiego". Szacunku - zgoda, ale to "umiłowanie" może się niewierzącym wydać dziwaczne.
To rzeczywiście dziwne sformułowanie. Jak nauczyciel geografii, matematyki czy biologii będzie uczył "umiłowania Kościoła"? Owszem, może swoją postawą świadczyć, że kocha biologię czy geografię, a ksiądz katecheta może dawać świadectwo "umiłowania Kościoła". Dobrze, jeśli swoją postawą nauczyciel świadczy o tym, co kocha i co jest dla niego w życiu najważniejsze. Zresztą uczniowie doskonale wiedzą, kto z nauczycieli postępuje zgodnie ze swoimi przekonaniami, i szanują go, niezależnie od tego czy wyznają jakąś religię, czy nie. Nie chodzi, broń Boże, o powtarzanie, że kocha się Kościół, ale o życie zgodne z Ewangelią. Z tym, w co się wierzy. Jeśli nauczyciel co innego mówi, a co innego robi - uczniowie są bezlitośni. Ktoś taki z miejsca traci autorytet.

Minister Kluzik-Rostkowska mówi, że szkoła powinna być neutralna światopoglądowo, a arcybiskup Gądecki woli używać słowa "bezstronność". Zastrzega jednak, że pod pozorem bezstronności też można wprowadzać programy nauczania sprzeczne z godnością człowieka. Czy to tylko spór o sformułowania, czy kryje się za tym coś głębszego?
Moim zdaniem, to nie jest tylko spór o sformułowania. Słowo "neutralność" jest abstrakcyjne. W świecie realnym nie ma człowieka, który nie miałby poglądów. A jeśli jakieś ma, to nie jest neutralny światopoglądowo w myśleniu i postępowaniu. Natomiast wyznając nawet najbardziej radykalne poglądy, człowiek powinien być bezstronny. W przypadku nauczyciela powinien dać możliwość rozwoju komuś, kto wyznaje inny światopogląd. Mało tego, powinien mu w tym pomóc. Do dziś jestem pod wrażeniem rekolekcji prowadzonych przez jezuitów, w których uczestniczą nie tylko katolicy. Podczas takich rekolekcji kierownik duchowy prowadzi na przykład protestanta do większej więzi z Panem Bogiem, z Jezusem Chrystusem, ale nie agituje go, by przeszedł do Kościola katolickiego. Nie nawraca na jedyną słuszną religię, pomaga mu się rozwijać.

Przejdźmy do klauzuli sumienia dla lekarzy, bo od tego się zaczęła awantura. Strasznie dużo jest krzyku i obelg, mało merytorycznej dyskusji. Są tacy, którzy mówią o "szaleństwie nawiedzonych przez własne sumienia lekarzy".

(Śmiech) Poznałem profesora Chazana, mieliśmy z nim spotkanie w Warszawie. Jestem pod wrażeniem jego mądrości. W tym, co mówi, nie odnajduję śladu poglądów przywoływanych w polemikach toczonych w różnych mediach.

Co konkretnie ksiądz ma na myśli?
Profesor zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że postępowanie zgodne z sumieniem niesie z sobą konsekwencje. Wiedział, że będzie go to kosztowało, że straci stanowisko.

Ale się odwołuje!
Ma do tego prawo i z tego prawa korzysta. Natomiast to, że się odwołuje, nie oznacza, iż ucieka od kosztów, które się ponosi w związku z podjętą decyzją. Liczył się z tym.

Chciał dać przykład wierności swoim poglądom?
Nie robił tego na pokaz. Był przekonany, że postępuje słusznie. Mógłbym uczniom w szkole publicznej przedstawić ten właśnie przypadek i zadać pytanie: postąpił dobrze czy źle? Macie różne poglądy, różne przekonania, ale spróbujcie się nad tym zastanowić, znaleźć argumenty na uzasadnienie obu stanowisk. Które z nich, w waszych oczach, się obronią?

Tylko że tutaj trzeba jeszcze uwzględnić matkę tego niepełnosprawnego dziecka!
Jestem przekonany, że z czasem trauma, jakiej doświadczyła, zostanie zaleczona. Oby spotkała wielu życzliwych ludzi. Mam nadzieję, że w przyszłości z większym dystansem spojrzy na to, co się stało, i być może inaczej oceni lub przynajmniej zrozumie postawę lekarza, dla którego nie tylko ona była pacjentem, ale również jej dziecko.

W internecie znajduje się mnóstwo takich "żartów": Lekarz mówi do pacjenta: - Moje sumienie nie pozwala mi pana leczyć, choruje pan, bo Bóg tak chce. Albo recepta z zaleceniami lekarza, która wygląda tak: Zdrowaś Maryjo dwa razy przed posiłkiem, trzy krople święconej wody do herbaty.
Odpowiem żartem rysunkowym, który gdzieś widziałem: Barman stoi za ladą, obok niego kartka z napisem: "Piwa bezalkoholowego nie sprzedaję ze względu na klauzulę sumienia"! Dowcip jest po to, by bawił, a podane z internetu przykłady raczej ranią. Uważam, że wyśmiewanie się z religijności innych osób wynika z frustracji i z tego, że ludzie sami ze sobą mają problemy.

Mamy więc z jednej strony prymitywny antyklerykalizm, z drugiej niepotrzebne zacietrzewienie i zamknięcie się na dyskusję. Dwa wrogie monologi, jak mówi ojciec Maciej Zięba.
No właśnie, chodzi raczej o zamknięcie się na dyskusję niż o antyklerykalizm. Nie tylko katolicy bronią życia poczętego. Robią to i inne środowiska. Trzeba przede wszystkim uczyć się rozmawiać. Jeśli na spotkania przychodzą ludzie pełni negatywnych emocji i nie ma płaszczyzny do spokojnej rozmowy, to jak można znaleźć rozwiązanie?

Wspomnieliśmy już o księdzu Lemańskim. Chciałam zapytać, czy w jego wypowiedzi na Przystanku Woodstock - myślę oczywiście o tym zdaniu, że w Kościele nic się nie zmieni, póki nie wymrze obecne pokolenie biskupów - nie było trochę racji? Przynajmniej w odniesieniu do niektórych?
To, że biskupi, tak jak wszyscy ludzie, muszą umrzeć, jest prawdą wiary. (śmiech). Ksiądz Lemański chciał przekazać młodzieży opinię, że potrzebna jest wymiana pokoleniowa. Wydaje mi się, że biskupi się nie obrazili...

No, nie powiedziałabym, zresztą uważam, że mieli prawo, bo wypowiedź była prostacka.
Sądzę, że każdy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, iż w miarę upływu lat coraz trudniej mu dokonywać zmian. Jest nawet takie przysłowie, że starych drzew się nie przesadza... Natomiast wypowiedzi księdza Lemańskiego od pewnego czasu tylko podgrzewają atmosferę, co nie służy ani dialogowi, ani Kościołowi. Cenię księdza Lemańskiego i mam nadzieję, że to, co robi, robi w zgodzie z własnym sumieniem...

A ja coraz mniej go cenię, bo widzę jego chęć zaistnienia za wszelką cenę. Zachowuje się nie jak ksiądz, ale jak celebryta.
Arcybiskup Hoser nie zgodził się na to, żeby mógł koncelebrować msze w swojej byłej parafii...

Zajmowanie całej Polski tym, gdzie ksiądz Lemański będzie odprawiał czy nie odprawiał mszy, wydaje mi się przesadą. Tak jak Ksiądz powiedział na początku tego wywiadu w odniesieniu do nauczycieli i lekarzy: postąpił, jak uważał za stosowne, więc godzi się na konsekwencje. Odwołał się, papież odwołania nie uwzględnił, Roma locuta, causa finita.
Nie poradził sobie z podziałem wśród wiernych w swojej byłej już parafii. Zamiast jednać ze sobą skłócone grupy, jeszcze tę sytuację zaostrzał. Jeśli ksiądz jest nieposłuszny, trzeba postawić pytanie o przyczyny. Czy dzieje się tak dlatego, że postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, czy też z powodu osobistych problemów. Nie mogę być sędzią, bo sprawę poznałem jedynie z mediów, a księdza Lemańskiego osobiście nie znam... Wydaje mi się, że jednak jest to problem postawy narcystycznej. Mówię tak, bo sam trochę na tę chorobę cierpię! (śmiech)

Świeccy katolicy pokładają wielkie nadzieje w papieżu Franciszku.
Bardzo bym chciał, by to, co mówi papież Franciszek, miało jak największy wpływ zarówno na duchownych, jak i na świeckich katolików, a nawet na niekatolików. Widać, że ludzie wsłuchują się w jego słowa. Ale papież jest daleko, wypowiada się ogólnie, mówi do wszystkich, to trochę niebezpieczne.

Na czym polega niebezpieczeństwo?
Na tym, że każdy może użyć jego słów na potwierdzenie swoich poglądów. Podobnie było z Janem Pawłem II, na którego powoływano się od prawa do lewa. Prawdziwym sukcesem Franciszka byłoby, gdyby w Kościele przybywało księży i świeckich, którzy będą żyć zgodnie z Ewangelią, będą autorytetami w swoich środowiskach. Żaden daleki autorytet nie ma na nas takiego wpływu jak człowiek, z którym nas coś wiąże, który jest blisko. Jeśli pod wpływem nauki papieża Franciszka mój przełożony, mój nauczyciel zaczyna postępować w sposób bardziej ewangeliczny, to mnie to też będzie zmieniać.

A jezuici tak czynią?
Postanowiłem mniej cytować papieża Franciszka, mniej się na niego powoływać, a bardziej starać się wobec ludzi, którym służę, pokazać, że wcielam w życie to, o czym Franciszek mówi. Czasem papież coś powie, a my zaraz chcemy powtórzyć to ludziom, dodając: - Tak musicie postępować! Ale to przede wszystkim ja muszę się zmieniać pod wpływem słów papieża. Ludzie sami to zauważą.
[email protected]

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ewa G.

Nauczanie, to nie tylko relacja nauczyciel-uczeń. To rodzice mają prawo i obowiązek wychować dziecko, a kiedy oddają je pod opiekę nauczycieli, to chyba mają prawo wiedziec, jakie poglądy, wartości przekaże im nauczyciel i czy będą one zgodne z wartościami wyznawanymi przez nich. O ile licealista może już próbowac samodzielnie poszukiwać prawdy wśród różnych poznawanych przez niego teorii, o tyle dziecko rozpoczynające naukę poza domem zupełnie nie jest na to gotowe, a rodzice mają prawo oczekiwać, że nauczyciel będzie jasno i wyraźnie (i w tym samym duchu, co oni) mówił ich dzieciom, co jest dobre, a co złe, zamiast zapoznawać je z dziesięcioma różnymi teoriami do wyboru. Ja jako rodzic chciałabym wiedzieć, w co wierzy nauczyciel mojego dziecka i co będzie mu przekazywał (np. czy wierzy w Boga Stworzyciela świata, czy też wierzy w bzdurną dla mnie - i nie udowodnioną teorię - że świat stworzył się sam).
Kiedy moje dziecko objął obowiązek przedszkolny i musiałam je oddać pod opiekę obcej osoby - dostałam do wypełnienia kilkustronicową ankietę i dokładnie opisać w niej swoją rodzinę. Ja natomiast nie dowiedziałam się niczego o wychowawczyni mojego dziecka. Teraz więc nauczam dzieci w domu, bo nie wiem, kto i jak namiesza im w głowach, jakie mądrości im przekaże i ile teorii przedstawi, w ktorych moje dzieci się pogubią.

P
Polihistor

No, niestety, w dużej mierze ma Pan rację.
Jeszcze gorzej jest z dominikanami, choć żadna to pociecha.

P
Polihistor

swoje zadania, zarówno jako zakonnika, jak i nauczyciela. No, ale to już trudno.
2) M.Środa nie jest profesorem, ale dr hab. zatrudnionym na stanowisku profesora UW. Zaprzestańcie tego dopieszczania i poczekajcie, aż wasi idole osiągną następny szczebel w karierze naukowej (co może, ale wcale nie musi - z bardzo różnych zresztą powodów - nastąpić).

S
Stefan

Jezuici już dawno nie służą Kościołowi, tylko sobie samym!

Dodaj ogłoszenie