Nowak będzie premierem? Na wszystko przyjdzie czas

Ryszarda Wojciechowska
Ambitny, ale niekonfliktowy i bardzo pracowity - tak najczęściej postrzegają Sławomira Nowaka partyjni koledzy
Ambitny, ale niekonfliktowy i bardzo pracowity - tak najczęściej postrzegają Sławomira Nowaka partyjni koledzy Wojciech Barczyński
Udostępnij:
"Odstrzelony, zatopiony" - mówiono, kiedy musiał odejść z kancelarii premiera. Tymczasem Sławomir Nowak wrócił do politycznej gry i w dodatku już "nie wisi na jednym pasku" - pisze Ryszarda Wojciechowska.

Ci, którzy za nim nie przepadają, mówią nieoficjalnie, że to nie jest trybun ludowy, który ciągnie za sobą tłumy. Sprawny aparatczyk, owszem - przyznają. Ale w polityce to za mało. To także nie jest człowiek otwarty. A politykowi takie zamknięcie się na innych życia nie ułatwia.

Ma spore poparcie na Pomorzu, ale u "góry" jest raczej samotny. Tę samotność można było zobaczyć podczas ubiegłorocznych wyborów na wiceszefa parlamentarnego klubu PO, w których Nowak poniósł klęskę.

Ci, którzy mówią o nim dobrze, nie mają wątpliwości, że to bardzo sprawny polityk młodego pokolenia.
Poseł PO Tadeusz Aziewicz: Nowak to już nie jest młody demokrata, tylko polityk pełną gębą. Polityczny talent, który się mocno rozwinął. Praca w kancelarii premiera, w samym centrum wydarzeń, wiele go nauczyła. Widać to po tym, jak sobie teraz daje radę w Kancelarii Prezydenta - tłumaczy.

Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, odpowiada krótko: Wybija się na niezależność. Zrozumiał, że nie warto wisieć na pasku jednej kariery.
Dla posła Sławomira Neumanna, partyjnego kolegi Nowaka, jasne jest, że Sławkowi należy się "jedynka" na liście wyborczej Pomorza, jak nie przymierzając - psu zupa.
- Pod jego rządami Platforma w regionie daje sobie radę. Słyszała pani, żeby u nas były jakieś podziały czy skandale? Nie. To jego zasługa - mówi.

Neumann przyznaje, że Sławek dwa razy oberwał w polityce. Raz - opuszczając rząd, i drugi raz - po podsumowaniu prezydenckiej kampanii.
- Wtedy też dostał po uszach. Ale moim zdaniem, niezasłużenie. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że zrobiliby to lepiej. W przypadku kampanii prezydenckiej Komorowskiego praca Sławka się broni. Przecież wygrał, w dodatku w tak ciężkiej i trudnej kampanii. Więc o czym tu mówić? - pyta Neumann.

Podobnie myśli Bogdan Oleszek, gdański radny PO.
- To nie jest człowiek konfliktowy. Nie napuszcza na siebie ludzi. Bardzo pracowity. No i stworzył sobie solidną armię młodych działaczy, którzy skoczą za nim w ogień - tłumaczy.

Najdalej jednak poszedł profesor Tomasz Nałęcz. Przed kilkoma dniami publicznie stwierdził: "W mojej ocenie, minister Nowak jest przyszłym kandydatem na premiera."
Koledzy szefa pomorskiej PO, tzw. zaciąg Młodych Demokratów, nazywają tę wypowiedź niedźwiedzią przysługą.

- Fajnie i szczerze powiedziane, ale może narobić Sławkowi wrogów. Już przez niektórych ta opinia została obśmiana i sprowadzona do karykatury - twierdzi Michał Owczarczak, wicewojewoda pomorski, zaprzyjaźniony z Nowakiem od 21 lat.

Dla niego i innych bliskich znajomych Nowaka, wywodzących się ze środowiska Młodych Demokratów, Sławków jest dwóch. Jeden to ten przed kamerami, wciśnięty w pewne ramy. Niepozwalający sobie na luz. I drugi Sławek - prywatny.

Tomasz Słodkowski, działacz PO: Ten prywatny Sławek jest dowcipny, sam prowokuje żarty. Sypie cytatami z ulubionych filmów jak z rękawa. Sławek prywatny to ktoś absolutnie zakochany w swojej rodzinie. Żartuje, że córka ma po nim charakter, a syn urodę. Lubi też kulinaria. Potrafi czasem w restauracji zajrzeć do kucharza, żeby go spytać o przepis na potrawę, którą nam podano. Sam też nie najgorzej gotuje. Robi wyśmienite żeberka.

Inni, znający Nowaka, mówią, że on, jak każdy, ma swoje lęki i kompleksy. Nie lubi, kiedy się mówi o nim "przystojniak". Ale też, co wielu zauważa, potrafi o siebie bardzo dbać. Bieganie, rower, windsurfing. Nawet ostatnio stosował dietę, żeby lepiej wyglądać. Sporo się odchudził, to chyba widać w telewizji - słyszę. Rzeczywiście, jeszcze za czasów posłowania na jego stronie internetowej długo wisiały zdjęcia, na których dosiada quada, wygina się na desce surfingowej lub biega z piłką po boisku.

To on napisał na swojej stronie, że piłka nożna to religia w PO. Sam grywał z premierem w Warszawie. Ale też grywał z nim w Gdańsku. Tyle że jako... przeciwnik. Andrzej Kowalczys, kapitan drużyny Politycy i Przyjaciele (tej, do której od lat należy premier Tusk), wspomina, że Sławomir Nowak to wieloletni coach drużyny Młodych Demokratów. Można powiedzieć, że zaszczepił w tych młodych grę. Nauczył ich grać drużynowo. Sam siebie pozycjonował na środku pomocy, więc na pozycji lidera. Ale bywało, że schodził często z tej linii na boki, jakby oddawał pole. Podpytywany, jaki jest Nowak na boisku, Kowalczys odpowiada dyplomatycznie: koleżeński, ale trzyma emocje na wodzy.
Pierwsze kroki w polityce Nowak stawiał jeszcze w 1989 roku. Jako uczeń liceum naklejał plakaty wyborcze. Potem, już jako student politologii, działał w młodzieżówce Unii Wolności, którą wyprowadził w 2001 roku do Platformy.

Z tych lat pamięta go Krzysztof Pusz.
- Niektórzy mówią, że od początku był człowiekiem Donalda Tuska. Ale ja mam wrażenie, że najpierw przykleił się do Janusza Lewandowskiego. Sławek od razu przewodził młodym. A ja z nimi wojowałem. Bo oni nas, starych, chcieli w partii wycinać. Strasznie się rwali do władzy i list - opowiada Pusz.

Przyznaje, że to on w 1999 roku zablokował kandydaturę Nowaka na wicemarszałka Sejmiku Województwa Pomorskiego, którą forsował Lewandowski. Od tamtej pory trwa między nimi cicha wojna.

Małgorzata Chmiel, gdańska radna PO: Znam szefa regionu jeszcze z czasów Unii Wolności. Był człowiekiem niezwykle ambitnym, który dąży uparcie do celu. Ale czy w polityce to musi być zarzut? W partii powinni być sami ambitni, tak jak w orkiestrze sami muzykalni.

Od tamtego czasu złośliwi nazywają go żołnierzem, przybocznym, dworzaninem, a ci już najbardziej złośliwi mówili po cichu nawet - kapciowy. Ale dla wszystkich było jasne, że młody polityk buduje swoją karierę przy boku Tuska.

W 2001 roku wystartował do parlamentu, jeszcze bez powodzenia. Do Sejmu wszedł trzy lata później bocznymi drzwiami - obejmując mandat po Januszu Lewandowskim, który przeszedł do Parlamentu Europejskiego. Ukoronowaniem kariery młodego polityka była teka ministra w kancelarii premiera Donalda Tuska (2007 rok). Dwa lata później mu ją odebrano. Rykoszetem trafiły w niego dymisje w rządzie, spowodowane aferą hazardową. Premier tłumaczył, że z aferą Nowak nie ma nic wspólnego, ale musi pomóc mu w klubie PO.

Jeden z posłów PO: Krążyła plotka, że Donald Tusk pozbył się go, ponieważ Sławek miał czasami zbyt długi język. Zdarzało mu się rozgrywać coś z mediami, bez uzgodnienia z premierem.

Niektórzy pomorscy politycy są przekonani, że w tamtym czasie Sławomir Nowak narobił sobie wrogów. - Dla części dawnych znajomych stał się niedostępny. Zerwał wiele kontaktów. Przestał odbierać telefony - przypominają. Inni próbują tłumaczyć, że to normalne. W kancelarii był bardzo zapracowany i musiał się odciąć od tych, którzy coś wiecznie chcieli od premiera. A takich było wielu.

Zdaniem starszyzny Platformy w regionie, młody polityk odejście z kancelarii bardzo przeżył. Jednego dnia był kimś, a drugiego nikim. Zdmuchnięty jak świeczka. Trochę czasu zajęło mu zrozumienie tego, że nie warto budować kariery na jednym polityku.

Start w wyborach na lidera pomorskiej PO miał być odbudowaniem jego pozycji. Ostro pracował, żeby zostać szefem.
- Myśli pani, że on ten tytuł partyjnego barona miał w kieszeni? To nie było takie oczywiste. Odwiedził wtedy każdy zakątek Pomorza, spotykał się z lokalnymi działaczami. Chodził, od drzwi do drzwi, żeby zbierać szable. No i wychodził sobie efekty. Miał za sobą ponad 400 głosujących. Przeciw tylko 30 - opowiada jeden z polityków PO.

Sławomir Nowak teraz sprawia wrażenie kogoś, kto lubi wokół siebie ciszę medialną. Na wieść, że piszę o nim tekst, żartobliwie odpowiada: apage, Satanas. Niechętnie komentuje to, co powiedział o nim niedawno profesor Tomasz Nałęcz.
- I co miałbym odpowiedzieć?
Ale przyznaje po chwili, że ten rodzaj głaskania nie zawsze jest dobry dla polityka. Pytanie o to, czy wystartuje w przyszłych wyborach, zbywa swoim ulubionym powiedzeniem: na wszystko przyjdzie czas.

Jego partyjni koledzy rozumieją tę ostrożność. To czy wystartuje i dostanie pierwsze miejsce na liście, będzie rzeczywistym probierzem tego, ile zostało z ich dawnej przyjaźni z premierem. I ile zostało z tak pięknie rozwijającej się politycznej kariery - mówią.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kartofel
w kieszeniach przed kamerami tusek vision network,
obrzydliwe
Dodaj ogłoszenie