Internauta denerwuje się, że nieświadomych ludzi truje się konserwami z wirusem afrykańskiego pomoru świń (ASF), inny nazywa to próbą otrucia m.in. żołnierzy. Ale są i takie głosy: - Ludzie, to bzdury!

- Kiedyś straszono ludzi „ptasią” grypą, teraz afrykańskim pomorem świń - mówi Ryszard Landowski ze Skarszewa (koło Świecia), który zajmuje się produkcją trzody chlewnej. I zastanawia się nad likwidacją stada z powodu wirusa ASF, bo ogniska choroby są coraz bliżej woj. kujawsko-pomorskiego. ASF nie stwarza zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzi, ale może spowodować ogromne straty w gospodarstwach rolnych.

Landowski nie chce mieć takich problemów jak rolnicy ze wschodniej części Polski, których gospodarstwa w 2016 roku znalazły się w obszarach zapowietrzonych i zagrożonych. Nie mogli wówczas sprzedawać świń komukolwiek, chociaż ich zwierzęta nie były chore, a do ogniska choroby było kilka, a nawet kilkadziesiąt kilometrów. Po pewnym czasie tuczniki mogły jechać do ubojni i trafić do przetwórstwa, ale po spełnieniu bardzo restrykcyjnych wymogów.

Przeczytaj też: Dopłata do wymiany pieców 2018. Nawet 90% kosztów z programu Czyste Powietrze

- Do uboju trafiły wyłącznie zdrowe świnie! - podkreśla Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii. - Były badane kilkukrotnie - w gospodarstwie i w rzeźni, w tym wykonywano badania laboratoryjne krwi. Pomimo tego i tak - zgodnie z prawem - mięso z tych zwierząt musiało zostać poddane obróbce termicznej (minimum 80 stopni C), więc zostało przerobione na konserwy.

Mięso ze stref zagrożonych ASF przerobiła firma Sokołów S.A., która wydała oświadczenie w tej sprawie. Wyjaśnia w nim, że do produkcji konserw wykorzystano surowiec wolny od wirusa ASF, pochodzący z interwencyjnego wykupu świń od rolników w strefach zapowietrzonych i zagrożonych ASF.

Potężny cios. ASF uderzył w fermę na ponad 1,8 tys. świń!

„W ramach programu interwencyjnego do zakładów trafiają wyłącznie zwierzęta zdrowe, co każdorazowo, jeszcze w gospodarstwie hodowlanym, musi być potwierdzone przez lekarza weterynarii, który każdą sztukę żywca bada w kierunku obecności wirusa ASF”- czytamy w oświadczeniu. „Nie ma możliwości, aby zakażone zwierzę trafiło do zakładu oraz zakażony surowiec został przetworzony.

- Nasza firma podjęła decyzję o zaangażowaniu się w rządowy projekt wykupu żywca z terenów zagrożonych ASF głównie ze względu na pomoc hodowcom, z którymi od dawna współpracujemy - mówi Marcin Bałanda, dyrektor tej spółki ds. PR i komunikacji. - Poza tym szkoda byłoby zmarnować pełnowartościowe mięso.

- Gdyby te świnie zostały przeznaczone do utylizacji, to byłoby to straszne marnotrawstwo - uważa Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Dodaje, że nie miałby żadnych obaw, gdyby miał zjeść taką konserwę.

Jednak nie kupi jej nigdzie, ponieważ firma Sokołów wyprodukowała je w ramach przetargu dla Agencji Rezerw Materiałowych, która gospodaruje rezerwami strategicznymi. Konserwy dotarły m.in. do wojska.

Przeczytaj też: Ardanowski: - Praca rolników musi być opłacalna. Nie mogą dostawać groszy [wywiad]

Internauci pytają, dlaczego na puszkach nie było informacji, że powstały ze świń z obszarów zapowietrzonych i zagrożonych? - Nie ma takiego przepisu, by trzeba było o tym informować - mówi Krzysztof Jażdżewski. - Poza tym, po co to robić? Przecież są to produkty absolutnie bezpieczne dla konsumentów, które powstały ze zdrowych zwierząt! Nie dajmy się zwariować! Podobną panikę próbowano wywołać, gdy w Polsce po raz pierwszy pojawił się wirus grypy ptaków. Zapłacili za to drobiarze, bo spadło spożycie drobiu.

- Około jedna czwarta naszego kraju jest objęta ograniczeniami w związku z wirusem ASF - dodaje Marcin Bałanda. - Za kilka lat może to być już cały kraj. Co wtedy zrobimy z mięsem?

Komentarz autorki:

Czytając w ogólnopolskich mediach o „konserwach z ASF-em” oraz komentarze w internecie na ten temat, przeraziłam się! Nie dlatego, że boję się wirusa afrykańskiego pomoru świń, bo wiem, iż ludziom on nie zagraża. Przeraziłam się, bo zrozumiałam jak łatwo wywołać panikę, przestraszyć nieświadomych konsumentów. Zawartość puszki wyprodukowanej z mięsa zwierząt ze skupu interwencyjnego, zjadłabym bez żadnych oporów. Nie miałabym obaw, by podać taką wieprzowinę swoim najbliższym.

Nie chciałabym, żeby w Polsce marnowano żywność. Nie chcą tego także rolnicy, którzy jeszcze(!) zajmują się produkcją trzody chlewnej. Nie zrażajmy ich kolejnymi problemami. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości dotyczące ASF-u poszukajcie informacji na stronie www.wetgiw.gov.pl