Najmłodsi pacjenci szpitala w Miastku marzną

    Najmłodsi pacjenci szpitala w Miastku marzną

    Leszek Literski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Od trzech lat, każdej zimy, sytuacja w miasteckim szpitalu się powtarza. Kiedy tylko temperatura spadnie kilka stopni poniżej zera, pacjenci i personel szpitala marzną. Tak jest i teraz. Brakuje nawet ciepłej wody w kranach. Cierpią głównie najmłodsi, z oddziałów dziecięcego i noworodkowego. Rodzice są bezradni.
    Przywożą z domów koce i elektryczne grzejniki, którymi próbują dogrzewać pokoje, choć jest to oficjalnie zabronione.
    - Co mam zrobić ? - pyta jedna z matek. - Pod samym kocem, a nawet kilkoma, nie będzie przecież mojemu dziecku cieplej. Grzejnik choć o kilka stopni podniesie temperaturę w sali. Bez tego byłoby tu nie do wytrzymania.

    Nie tylko pacjenci dogrzewają się grzejnikami, ale również personel. Jest tak chłodno, że kilku małych pacjentów trzeba było już przenieść do innych, nieco cieplejszych sal.
    - Na oddziale jest po prostu zimno - potwierdza Genowefa Gocoł, ordynator oddziału dziecięcego. - Grzejniki są ledwo letnie. W pokojach jest teraz maksymalnie 17-18 stopni Celsjusza. Nie jest może aż tak zimno, aby pacjenci siedzieli w płaszczach, ale dla chorych dzieci jest to zdecydowanie za niska temperatura.

    Jej zdaniem, winę za tę sytuację ponosi dyrekcja Szpitala Powiatu Bytowskiego, bo jak twierdzi - szukając oszczędności, nie zezwala palaczowi na osiągnięcie wyższej temperatury.
    - W ubiegłym roku było nieco cieplej. W tym dopiero parę dni jest temperatura poniżej zera i jest już zimno. Co się stanie, jeżeli będzie tak przez dłuższy czas? - pyta.

    Lech Wiszniowski, zastępca dyrektora szpitala zapewnia, że nikt nie oszczędza na ogrzewaniu, a on osobiście robi wszystko, aby na oddziałach w Miastku była odpowiednia temperatura.
    - Co chwilę dzwonię do palacza i przypominam, aby nie oszczędzał na opale. On zapewnia mnie jednak, że wyższej temperatury już się osiągnąć nie da. Nie znam się na piecach. Jeżeli się pali, to powinno być ciepło. Widocznie te piece są za słabe, a zapewne też węgiel jest mniej kaloryczny niż to deklarują nam dostawcy - tłumaczy zastępca dyrektora szpitala.

    Wiszniowski twierdzi, że planowany jest zakup jeszcze jednego pieca. Trwają już rozmowy z firmami. - Na pewno będzie jeszcze w tym sezonie grzewczym - obiecuje Lech Wiszniowski.

    Chcieli gazu, teraz jest zimno
    Kłopoty z ogrzewaniem miasteckiego szpitala zaczęły się ponad trzy lata temu, kiedy zlikwidowano stare piece węglowe. Szpital miał być ogrzewany gazem ziemnym. Szybko jednak okazało się, że to zbyt drogie rozwiązanie, bo szpital nie był w stanie opłacić olbrzymich rachunków.

    Dlatego wrócono do opalania węglem. Wstawiono trzy nowe piece, ale do tej pory nie udało się przywrócić sytuacji sprzed zmian. Dokładnie rok temu temperatura na niektórych oddziałach, m.in. wewnętrznym, spadła nawet do niecałych 10 stopni C.
    Teraz jest trochę lepiej, ale duże mrozy mają nadejść w najbliższych dniach. Do tego czasu nowego pieca na pewno nie uda się zamontować. Pacjenci będą więc zapewne nadal marznąć.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo