Na co wydano pieniądze ze zbiórki po nawałnicy? Pytamy Łukasza Ossowskiego

Anna Klaman
Anna Klaman
Zaktualizowano 
Łukasz Ossowski na terenach ponawałnicowych
Łukasz Ossowski na terenach ponawałnicowych Janusz Milanowski
Rozmowa z Łukaszem Ossowskim o tym, na co stowarzyszenie, którym kieruje, przeznaczyło fundusze z prowadzonej w całym kraju zbiórki po kataklizmie sprzed dwóch lat

Po nawałnicy z 11 sierpnia 2017 r. wielu Polaków odpowiedziało na prośbę Stowarzyszenia na rzecz dzieci i młodzieży Rytla i okolic Naszym Dzieciom i na jego konto wpłaciło pieniądze na rzecz poszkodowanych. Jak duża to była suma? I na co została przeznaczona?
- Prawie 900 tys. zł. Bardzo dużo, za co wszystkim darczyńcom dziękowaliśmy. Część kwoty przeznaczyliśmy na odbudowę zniszczonych domów, a część na pomoc w sprzątaniu zniszczonych lasów oraz zakup sadzonek i ich nasadzania w lasach prywatnych.

Jak wyglądało przekazywanie pomocy na odbudowę domów? Czy to było tak, że wystarczyło zgłosić się do Stowarzyszenia?
- Mieliśmy swoje procedury. Także u nas trzeba było złożyć wniosek, a także odpowiednio go udokumentować. Jeśli ktoś chciał pomocy na odbudowę domu, w którym nikt nie mieszkał przez trzydzieści lat, nie miał okien i zerwało mu dach, to prosiliśmy o protokół z oględzin. Bywało, że usłyszeliśmy, że wnioskodawca nie miał go, bo nie zgłosił szkody. Na pytanie, dlaczego, odpowiedział: - No bo nie wiedziałem.

Dwa lata po nawałnicy. Dramatyczne nagrania chojnickich stra...

Czyli podstawą przyznania pomocy przez Stowarzyszenie ze zgromadzonych środków ze zbiórki był protokół urzędowy?
- Tak. Chcieliśmy pomagać tym osobom, które faktycznie były w potrzebie, bo nawałnica ich doświadczyła. Musieliśmy mieć pewność, że pomoc się należy. To nie były nasze pieniądze, tylko darczyńców, a oni przekazywali je na rzecz poszkodowanych.

Kto podejmował decyzję o przyznaniu pomocy?
- Komisja, którą był faktycznie zarząd stowarzyszenia. To on podejmował decyzje o przydzieleniu ewentualnego wsparcia.

A pieniądze były przekazywane w jakiej formule?
- Tylko i wyłącznie realizowaliśmy przelewy na wskazane przez poszkodowanych konta. Nie było przekazywania gotówki z rąk do rąk. Wszystko mamy udokumentowane.

Zdarzało się, że przeprowadzaliście kontrole?
- Stosowaliśmy je wyrywkowo, żeby wiedzieć, na co są przeznaczone pieniądze. Jeśli ktoś otrzymywał od nas wsparcie na 15 tys. zł i przejeżdżało się koło tego domu i tam się nic cały czas nie działo, a ta osoba przychodzi znowu i prosi o kolejne 15 tys. zł. W takiej sytuacji jechaliśmy i pytaliśmy, a co za te 15 tys. zł zrobiłeś? Proszę, pokaż nam faktury. Bo praktycznie we wszystkich wnioskach na odbudowę domów, również prosiliśmy o kserokopie rachunków i faktur z tytułu poniesionych kosztów na remont. My jako stowarzyszenie musieliśmy wiedzieć dokładnie, na co one były przeznaczone. Ludzie wpłacali pieniądze na konto stowarzyszenia z dopiskiem „Nawałnica”. Było też dużo przelewów celowanych, na przykład pomoc finansowa dla rodziny... My byliśmy subkontem. Dzięki wydanemu rozporządzeniu nie trzeba było rozliczać się z darowizny i płacić od niej podatku.

Informowaliście o tym?
Tak, wszyscy wiedzieli, że muszą złożyć oświadczenie w Urzędzie Skarbowym, że dostali darowiznę, a wtedy podatek z automatu był anulowany.

Dlaczego przekazywaliście pieniądze właścicielom lasów prywatnych?
- Kwestia lasów prywatnych to bardzo trudny temat, bo właściciele lasów byli pozostawieni sami sobie. Na nich to spadło jak grom z jasnego nieba, więc my, weszliśmy w to jako pionierzy. Nie wiem, czy w skali kraju ktoś o tym pomyślał. Poza Lasami Państwowymi, które przekazały jakąś pomoc. Pierwsza transza przelanych pieniędzy dotyczyła samego sprzątania lasów, a druga po dacie, którą określał protokół leśniczego, który był nadzorcą, polegała na tym, żeby były pieniądze na zakup sadzonek, przygotowanie pod nasadzenie i samo nasadzenie. Konkretna kwota do hektara, w zależności, kto miał jaką powierzchnię zniszczoną i w jakim procencie, to otrzymywał taką wypłatę. Gdy ktoś miał osiem hektarów lasu, a do całkowitego odnowienia było np. 60 proc., to dostał środki na 4,8 hektara.

Liczby i dane
Stowarzyszenie na rzecz dzieci i młodzieży Rytla i okolic Naszym Dzieciom w ramach środków zebranych od darczyńców przekazało do tej pory prawie 300 tys. zł na odbudowę gospodarstw domowych zniszczonych w wyniku nawałnicy z 2017 r. Kwota 500 tys. zł na pomoc w sprzątaniu zniszczonych lasów oraz zakupie sadzonek i ich nasadzaniu w lasach prywatnych. Również w ramach pomocy osobom poszkodowanym zostało przekazane prawie 50 tys. zł na rzecz OSP w Rytlu, klubu Brda Rytel oraz na zorganizowanie czasu wolnego dla dzieci i młodzieży z Rytla i okolic.

Jeżeli chodzi o lasy wypłacono pomoc za 300 hektarów, dla ponad stu właścicieli lasów. To była ogromna praca wolontarystyczna członków stowarzyszenia, żeby ci ludzie fizycznie się pojawili. Stowarzyszenie do wszystkich dzwoniło, że można wystąpić o taką pomoc. Pocztą pantoflową także się roznosiło, więc ludzie sami przychodzili. Pomoc była dla sołectwa Rytel, więc jeżeli ktoś miał zniszczony las w tym sołectwie, to wsparcie otrzymał.

Materiał oryginalny: Na co wydano pieniądze ze zbiórki po nawałnicy? Pytamy Łukasza Ossowskiego - Gazeta Pomorska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

trwało to nawet przez kilka miesiecy po nawałnicy

G
Gość

trawlo to kilka miesiecy po nawałnica

Dodaj ogłoszenie