Pomorskie atrakcje na weekend
    Jesienią warto wybrać się do parku krajobrazowego

    Weekend z PKM

    Rozwiń
    Myśliwy może stracić broń, bo prawo jest teraz bardziej...

    Myśliwy może stracić broń, bo prawo jest teraz bardziej restrykcyjne

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Roman Z., były radny gminy Czarna Dąbrówka, ma kolejne kłopoty. Ten leśniczy z Unichowa, a zarazem myśliwy koła łowieckiego Hubertus Warszawa, może stracić prawo do posiadania broni, bo policja zarzuciła mu podanie nieprawdy w oświadczeniu majątkowym.
    Rzecz miała mieć miejsce pięć lat temu, gdy Z. był radnym. Sprawa wyszła na jaw niedawno, podczas śledztwa w sprawie złamania prawa przez wójta Wojciecha Gralaka, który już przegrał w pierwszej instancji. Oskarżono go m.in. o to, że nie złożył wniosku o pozbawienie Z. mandatu radnego, gdy w 2004 roku policja złapała go podczas jazdy pod wpływem alkoholu. Leśniczy z Unichowa został ukarany, ale był radnym do końca kadencji. Wójt Gralak tłumaczył się, że nie wiedział o jego wyroku. Roman Z. nie stracił też broni, bo w tamtym czasie prawo było mniej restrykcyjne. Teraz jest w gorszej sytuacji.

    - Gdy zapadnie niekorzystny dla niego wyrok, to Roman Z. z pewnością nie będzie mógł polować - zapowiada Zbigniew Refel z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Prawo jest teraz inne niż pięć lat temu. Karana osoba bezwzględnie nie może posiadać broni - dodaje.

    Broń zabrano już innemu byłemu radnemu z Czarnej Dąbrówki. Łucjan K. został ukarany za jazdę po pijaku rok po Romanie Z. Objęła go znowelizowana ustawa, więc nie jest już myśliwym. Wójt Gralak ma również przez jego wyrok kłopoty, bo K. też był radnym do końca kadencji.

    - Nie złożyłem wniosków o wygaszenie ich mandatów, bo nic nie wiedziałem o ich wyrokach - zastrzega wójt, który zapowiada złożenie odwołania do wyższej instancji.

    Roman Z. nie ukrywa, że jest już zmęczony kolejnymi postępowaniami sądowymi. - Ktoś próbuje podkładać mi świnię. Tak jest też w przypadku wójta. Obaj staliśmy się ofiarami - komentuje. - Nie ukrywam, że obawiam się odebrania broni za coś takiego jak pomyłka w oświadczeniu majątkowym. Policja na wszelkie sposoby próbuje znaleźć na mnie i na wójta haka - dodaje.

    Z. stanie przed sądem, bo w oświadczeniu nie napisał, że razem z dwoma braćmi dostał w spadku ziemię i jest jej współwłaścicielem.

    - Zwyczajnie zapomniałem, a mogę przez to przestać być myśliwym, co jest moim życiowym hobby - oburza się. - Do sprawy jazdy po alkoholu nie wracam. To był mój błąd. Odpokutowałem swoje, ale broni mi nie odebrano.

    Teraz prawo jest inne.

    - On przez taką błahostkę może stracić broń. To dla mnie absurd - mówi Jan Hołownia, prezes koła łowieckiego Hubertus Warszawa. - Należy podkreślić, że Roman Z. to dobry człowiek. Nie można go szykanować za to, że kiedyś popełnił błąd. Każdemu może się zdarzyć. To człowiek o gołębim sercu, a teraz na siłę szuka się na niego haka.

    Nikt nie ukryje swojego wyroku


    Każde wydanie pozwolenia na broń jest odnotowane w aktach i w komputerowym systemie policyjnym. Każda sprawa karna jest też odnotowana, bo stawiająca zarzut jednostka policji ma taki obowiązek. Adnotacja w systemie jest pod ciągłą obserwacją KWP. Gdy zapadnie wyrok, zostaje wydany nakaz odebrania broni. Oskarżony może też wnieść o wymazanie kary po kilku latach i zażądać ponownego wydania pozwolenia na broń.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo