MŚ 2018. Janusz Kupcewicz, legenda Arki Gdynia: Grałem z Deyną. I co - miałem obrażać, się, strzelać fochy? [rozmowa]

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Tomasz Bolt
Przed pierwszym meczem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata 2018 w Rosji, rozmawiamy z Januszem Kupcewiczem, byłym piłkarzem gdyńskiej Arki.

Jako pierwszy piłkarz w historii, powołany do reprezentacji z trójmiejskiego klubu, zaznał Pan smaku mundialu i zdobył nawet medal. Kadrę Adama Nawałki stać na powtórzenie tamtego sukcesu?
Bardzo im tego życzę i chciałbym, aby tak się stało. Przed naszą kadrą jednak trudne zadanie. Futbol jest nieobliczalny. W grę
wchodzi wiele czynników, których nie można przewidzieć, jak kontuzje, czy kartki. Adam Nawałka zapewnia, że szczyt formy drużyny nadejdzie wraz z rozpoczęciem mundialu. Nie jest jednak prosto uzyskać taki efekt. Na zgrupowanie przyjechało ponad 20 zawodników na różnym poziomie wytrenowania. Trzeba to wszystko jakoś ułożyć. Trener jednak trafił z formą już podczas EURO 2016 i trzeba mu zaufać, wierzyć, że obecnie też tak będzie. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia z tamtej imprezy. Którego z rywali grupowych należy obawiać się najbardziej?
Każdego. Nie ma słabych drużyn. Może to zabrzmieć jak często powtarzany banał, ale taka jest prawda. Kolumbia i Senegal mają w składzie wielu piłkarzy grających w bardzo silnych klubach, nawet lepszych od tych, w jakich występują nasi kadrowicze. Japonia teoretycznie w tej grupie jest Kopciuszkiem, ale wielu jej piłkarzy także występuje w Europie. Co prawda zazwyczaj nie w topowych klubach, ale w takiej Bundeslidze, gdzie obserwujemy kilku Japończyków, słabych ekip po prostu nie ma. To jest wysoki poziom. Trafiliśmy na egzotyczną grupę i łatwo nie będzie. Jednak liczę, że się dobrze zaprezentujemy. Plan minimum to wyjście z tej grupy. Potem zobaczymy, co będzie dalej.

Obecna kadra, najsilniejsza od lat, jest mocniejsza od tej z Panem w składzie, gdy w 1982 roku sięgaliście po medal w Hiszpanii?
Takie porównania nie mają większego sensu. Wtedy grało się inną piłkę, wolniejszą. Od tego czasu zmieniło się niemal wszystko, od predyspozycji zawodników, po taktykę. Jednak porównując czysto techniczne, piłkarskie umiejętności, to nie ujmując nic dzisiejszym kadrowiczom, nie sądzę, aby byli lepiej wyszkoleni od naszej drużyny z 1982 roku.

Pan grał w Hiszpanii ze Zbigniewem Bońkiem. Obecnie doczekaliśmy się kolejnego, znakomitego napastnika, Roberta Lewandowskiego przed którym rywale czują strach. Jak obecność takiego gracza wpływa na morale ekipy?
To wielki atut naszej drużyny, że posiadamy w składzie takiego zawodnika i lidera. Pozostali u jego boku rosną, nabierają pewności siebie. Robert do miejsca, w którym jest, doszedł ciężką pracą. Przykładem jest choćby to, jak wykonuje obecnie rzuty wolne i karne. Gdy przenosił się z Lecha Poznań do Dortmundu, nikt mu początkowo nie pozwalał podchodzić do stałych fragmentów gry. Podobnie było w Bayernie Monachium. Jednak wyraźnie widać, że tak długo trenował ten element, zostając po treningach, że stał się artystą. On jest przykładem na to, że ciężką pracą można się wybić. Pozostali kadrowicze, szczególnie młodzi, powinni pilnie obserwować, co robi nie tylko na boisku, ale także poza nim i podążać jego śladem.

Część kadrowiczów, regularnie grających w klubach, w Rosji zasiądzie na ławce rezerwowych. Nie są do takiej sytuacji przyzwyczajeni, mogą kręcić nosem. Może to być problem dla Adama Nawałki?
Nie widzę możliwości, aby piłkarz miał się obrażać, bo siedzi na ławce rezerwowych. Jeśli tak miałby się zachowywać, to nie nadaje się do wyjazdu na mundial. Drużyna musi stanowić kolektyw. Inaczej nie będzie wyniku. Sam przez większość mojej przygody z reprezentacją Polski siedziałem na ławce rezerwowych, bo na mojej pozycji grał śp. Kaziu Deyna, który był fantastycznym piłkarzem, jednym z najlepszych na świecie. I co miałem powiedzieć? Obrażać, się, strzelać fochy? Takie zachowanie w głowie mi się nie mieści. Czekałem na swoją szansę.

Znakomicie ją Pan wykorzystał, strzelając w 1982 r. Francuzom w finale pocieszenia gola, który przesądził o medalu dla Polski. To była najpiękniejsza chwila w Pana karierze?
Niewątpliwie. Występu na mundialu, przynajmniej jeśli chodzi o piłkę nożną, nie da się porównać z niczym innym. To tu rywalizujesz z najlepszymi i ogląda cie cały świat. Ja zdobyłem nie tylko bramkę w kluczowym meczu, ale zaliczyłem też asystę. Nigdy tego nie zapomnę. Medal wtedy zdobyty ma dla mnie taką wartość, że boję się go trzymać w domu. Zdeponowany jest w bezpiecznym miejscu, abym miał pewność, że go nie stracę.

Ten gol pomógł Panu w późniejszym transferze do Saint-Etienne? Francuzi wspominali ten przepiękny strzał?
Wspominali, i na pewno pomógł. Jeszcze bardziej przyczyniły się jednak dwa gole, które strzeliłem potem Francuzom w rewanżu na stadionie Paris Saint Germain, gdy wygraliśmy 4:0. Mecz ten nie jest dziś tak dobrze znany, jak ten z mundialu, bo nie był transmitowany w telewizji. Wcześniej, przed wyjazdem do Francji, był jednak jeszcze sezon w Lechu Poznań, do którego prywaciarze wykupili mnie z Arki podczas mistrzostw w Hiszpanii. Z „Kolejorzem” zdobyłem mistrzostwo Polski i także dobrze wspominam ten okres.

Dobry występ w Rosji może być trampoliną do lepszych klubów także dla obecnych kadrowiczów?
Może i mam nadzieję, że będzie. Jak już mówiłem, mundial to największa impreza, na którą patrzy cały świat. Kto wykorzysta swoją szansę, ten zbiera profity i zapisuje się w historii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie