Młodzież Lechii Gdańsk musi uczyć się na błędach. "To było bardzo nieodpowiedzialne"

Paweł Stankiewicz
Tomasz Bolt/Polskapresse
Mecz z Koroną Kielce miał być dla piłkarzy idealnym momentem na przełamanie, po czterech spotkaniach bez zwycięstwa - trzy remisy i jedna porażka. Kielczanie zajmują ostatnie miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy i na wyjazdach mieli cztery kolejne porażki w tym sezonie. Tymczasem spotkanie na PGE Arenie okazało się przełamaniem, ale właśnie dla Korony, która zdobyła pierwszy punkt na obcym terenie.

A gdańszczanie znowu tylko zremisowali. Trzeba pochwalić zespół, że w 10 meczach doznał tylko jednej porażki, ale trzy wygrane to rozczarowanie.

- Od stanu 0:2 zagraliśmy jedno z lepszych spotkań w tym sezonie. Były sytuacje bramkowe, ale zabrakło zimnej krwi i nie postawiliśmy kropki nad "i". Z ostatnim zespołem w tabeli powinniśmy pokazać więcej cwaniactwa, ale nie zgadzam się z tym, że jesteśmy w kryzysie - ocenił Michał Probierz, trener biało-zielonych.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

Kibice mieli bardzo dużo pretensji do pracy sędziego Daniela Stefańskiego z Bydgoszczy. Arbiter jednak podyktował prawidłowe dwa rzuty karne i słusznie nie uznał bramki dla Lechii w końcówce meczu. Największy zarzut można mieć o powtórzenie pierwszego karnego, który Sebastian Małkowski obronił. Bramkarz Lechii ruszył się przed strzałem, ale tak się broni karne na całym świecie i nikt ich nie powtarza.

- Sędzia najpierw mówił, że to ja wyszedłem za wcześnie z bramki, a potem zmienił zdanie, że któryś z naszych piłkarzy za szybko wbiegł w pole karne. Myślę, że to był przełomowy moment meczu. Gdyby sędzia nie nakazał powtórki, to byśmy wygrali ten mecz 4:0 albo 5:0 - uważa Małkowski.

Mieszane odczucia może mieć Paweł Dawidowicz. Pomocnik Lechii najpierw w juniorski sposób sprokurował rzut karny dla Korony, ale potem sam strzelił gola. Swojego pierwszego w ekstraklasie.

- To było bardzo nieodpowiedzialne. Błąd karygodny i mogę tylko wszystkich kibiców przeprosić - powiedział Dawidowicz.

- Paweł, jako młody chłopak, jeszcze nie raz popełni błąd, ale na nich się uczy - bronił zawodnika szkoleniowiec Lechii.
Niepocieszony po meczu był Paweł Buzała, który miał okazje, aby zapewnić zwycięstwo biało-zielonym.

- Szkoda mi najbardziej tej sytuacji sam na sam, bo mogłem zrobić wszystko, a wybrałem najgorzej. W dwóch innych nie zdążyłem do piłki, ale też nie mogłem wcześniej wystartować, bo byłby spalony - przyznał popularny "Buzi".

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie