Mirosław Baka: Zdaję egzamin przed całą Polską

Redakcja
Mirosław Baka
Mirosław Baka Tomasz Bołt
Udostępnij:
Z Mirosławem Baką rozmawia Ryszarda Wojciechowska

Jak zostałem dziadkiem, czyli... chcę Pana zapytać o rolę marszałka Piłsudskiego w serialu "Wojna i miłość". To była rola z castingu?
Nie, zaproponowano mi ją.

Miał Pan jakieś obawy?
I tak, i nie. Obawy pojawiają się wówczas, kiedy ma się do zagrania ikonę, kogoś o kim każdy Polak ma własne wyobrażenie. I tak jest pewnie z marszałkiem Piłsudskim.
Nic dziwnego, że po otrzymaniu propozycji pojawiło się pytanie - czy spróbować sprostać każdemu z tych wyobrażeń, czy zaproponować coś własnego.
Bo każdy ma swoje wyobrażenie Piłsudskiego, ja mam swoje, reżyser swoje i tak dalej.

I z tego ulepiło się jednego marszałka?
Jednego marszałka, który by nie odbiegał od tego, co widzimy w materiałach archiwalnych.

Z czym był największy problem przy tworzeniu tej roli? Bo chyba nie z charakteryzacją? Fizycznie leży jak ułał. "Ulepiono" Pana na wzór marszałka.
Właśnie największy problem w przypadku takich postaci stwarza charakteryzacja. Podobieństwo fizyczne powinno być. I to jest coś, co się dzieje poza mną, poza moimi umiejętnościami aktorskimi. Ja sobie mogę w 150 procentach zaufać...

A tu trzeba się oddać w obce ręce.
No i to, co widzi widz, to w pierwszym rzędzie jest praca charakteryzatora. W tym przypadku Darek Krysiak wykonał fantastyczną robotę. Sam byłem mile zaskoczony, kiedy po skończonej przez niego charakteryzacji spojrzałem w lustro. Nie spodziewałem się, że uda mu się mnie tak upodobnić do Piłsudskiego.

Długo trwa ta charakteryzacja na planie?
Ponad godzinę.

Marszałek miał specyficzny sposób mówienia, z takim wileńskim akcentem, jak słychać na archiwalnych nagraniach. Oglądał Pan stare filmy dokumentalne?
Oczywiście, że oglądałem. Przy czym niewiele się zachowało materiałów z czasów, kiedy Piłsudski był młodszy, czyli taki, jakiego ja gram. A jeżeli już są zachowane, to takie prezentujące głównie naczelnika, czyli niewiele mówiące o człowieku. Dlatego
oglądałem materiały ze starszego okresu marszałka, ale potem wyobrażałem sobie, jak mógł się zachowywać, kiedy był młodszy. Pani wspomniała o akcencie...

Bo tak mi się zapamiętał.
Mnie też się tak zapamiętał. Tylko zgodnie z decyzją reżysera ja z tego akcentu musiałem zrezygnować. Myślę, że to była dobra decyzja, bo akcent wileński i jakikolwiek rusycyzm w tym serialu to nie najlepsze konotacje. Dzisiaj zresztą dla młodych to brzmi bardzo archaicznie i niezrozumiale. Nie ryzykowaliśmy więc tych konotacji rosyjskich i raczej starałem się mówić po polsku.

Rozumiem, że nawet dla tak dobrego aktora jak Pan, to jest jednak wyzwanie.
Ogromne, bo to egzamin przed całą Polską, kiedy się tworzy taką postać. Jeżeli się kreuje coś zupełnie nowego, od siebie, to jest rajcujące. Ale tutaj chodzi raczej o pracę odtwórczą. Bo tak jak powiedziałem, każdy ma swoje wyobrażenie Piłsudskiego. I ja z góry wiem, że nie zadowolę wszystkich polskich wyobrażeń na temat tego, jak wyglądał, jak mówił i jak się zachowywał Piłsudski. Ale mam nadzieję, że przynajmniej części widzów będzie się podobało.

Jeszcze jest, jak sądzę, inna trudność. Bo my mamy paru filmowych i serialowych Piłsudskich w pamięci. Wspomnę o nieżyjącym Januszu Zakrzeńskim, który był marszałkiem co roku 11 listopada, czy o Mariuszu Bonaszewskim albo Zbigniewie Zapasiewiczu.
Roli Mariusza Bonaszewskiego i Zbigniewa Zapasiewicza nie widziałem. I to może nawet dobrze. Bo zawsze można się czymś zasugerować. Natomiast Piłsudski kojarzony przez nas z Januszem Zakrzeńskim to jest właśnie taki jowialny dziadek. Ja mam do zagrania człowieka, któremu do dziadka jest jeszcze daleko, który jest właściwie na początku swojej politycznej i państwowej drogi. Człowieka jeszcze młodego, niesłychanie energicznego. Starałem się zagrać pana Piłsudskiego, a nie pana Zakrzeńskiego.

To fajny serial z dobrym tytułem, historią, miłością i sensacją w tle.
Sam, po obejrzeniu pilotowego odcinka, byłem bardzo mile zaskoczony. A trzeba pamiętać, że budżet i czas na nakręcenie jednego odcinka jest śmiesznie mały. Więc to, co się operatorowi i reżyserowi udało to... pełny szacunek dla obu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie