Miasta nie chcą dopalaczy

Piotr WeltrowskiZaktualizowano 
Związek Miast Polskich, do którego należą m.in. Sopot, Gdańsk i Gdynia, wystosował oficjalny list do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, w którym domaga się rozwiązania problemu tzw. dopalaczy.

- Inicjatywa wyszła od władz Częstochowy, natomiast my ją oczywiście poparliśmy - mówi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, a zarazem wiceprzewodniczący ZMP.
Sklepy z dopalaczami zaczęły się pojawiać w Polsce kilka miesięcy temu. Niemal od razu uruchomiono je także w Trójmieście - najpierw w Sopocie i Gdyni, później w Gdańsku. Sprzedawane są w nich substancje legalne z punktu widzenia polskiego prawa, będące jednak substytutami narkotyków.

- Wymaga się od nas, samorządowców, abyśmy coś w tej sprawie zrobili, tymczasem my nie możemy łamać prawa - tłumaczy Karnowski. - Dlatego też postanowiliśmy się zwrócić do rządu, aby znalazł jak najszybciej rozwiązanie tego problemu.

Mimo iż samorządowcy twierdzą, że w sprawie dopalaczy ręce mają związane, to najpierw władze Gdyni, a później też Gdańska, rozesłały specjalne listy do rodziców młodzieży w wieku ponadgimnazjalnym. Uczulano w nich na niebezpieczeństwa związane z pozornie legalnymi, jednak działającymi identycznie jak zakazane substancje psychoaktywne, produktami oferowanymi przez trójmiejskie sklepy.

Gdynia starła się ze sprzedawcami dopalaczy także na innej płaszczyźnie. - Kilka tygodni temu w autobusach jednego z przewoźników pojawiły się wyjątkowo agresywne reklamy tych produktów - mówi Joanna Grajter, rzecznik gdyńskiego magistratu. - Od razu zareagowaliśmy i natychmiast reklamy zniknęły.

W tym wypadku miasto mogło rozegrać sprawę w ten sposób, niestety, same sklepy na razie są nietykalne. Konieczne są zapowiadane już przez władze zmiany ustawodawcze. Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, dzięki której sklepy z dopalaczami będą miały utrudnione zadanie, analizowana jest obecnie przez sejmowe komisje.

Jak narkotyk
Duża część sprzedawanych jako dopalacze produktów zawiera benzylopiperazynę (BZP), czyli substancję działającą podobnie jak amfetamina. Specjaliści nie są zgodni, czy uzależnia ona w sposób podobny do swojego nielegalnego odpowiednika, jednak jednym głosem przyznają, iż zażywanie jej może być niebezpieczne.

To właśnie wprowadzenie BZP na listę substancji zakazanych miałoby być głównym orężem do walki ze sprzedawcami dopalaczy. Istnieje jednak uzasadniona obawa, iż na miejsce tej substancji pojawią się wówczas inne, działające podobnie.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
paweł

zalegalizujcie co komuna pozwalała a dilerkę się ukróci i państwo zarobi.

Dodaj ogłoszenie