Mateusz Kusznierewicz: Nie kończę z żaglami, patrzę na ich rozwój

Jacek SieńskiZaktualizowano 
Mateusz Kusznierewicz
Mateusz Kusznierewicz Tomasz Bołt
Rozmowa z Mateuszem Kusznierewiczem.

- Przed wyjazdem na regaty olimpijskie w Londynie przewidział Pan trafnie medalowe pozycje Zofii Noceti- Klepackiej i Przemysława Miarczyńskiego. Ale co stało się z teamem Kusznierewicz - Życki?

- Pracowaliśmy ciężko, aby przygotować się do regat olimpijskich. Byliśmy zmobilizowani, dobrze przygotowani i skoncentrowani. Na początku wyścigów plasowaliśmy się na dobrym trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej. Później zaczęły się schody. Zajmowaliśmy zarówno dobre miejsca, ale i złe. Natomiast nasi najgroźniejsi rywale, Brytyjczycy, Brazylijczycy i Szwedzi, żeglowali cały czas równo. W połowie regat stało się dla nas jasne, że nie damy rady. Dobrze nam szło tylko, gdy płynęliśmy kursami ostrymi, a więc na wiatr. Ale największe problemy mieliśmy z żeglowaniem na kursach z wiatrem, czyli wiejącym od rufy. Próbowaliśmy różnych rozwiązań taktycznych, lecz bezskutecznie. Do dziś trudno mi to wytłumaczyć. Stąd zamiast w pierwszej trójce wylądowaliśmy w końcu na ósmym miejscu.

- Czy podtrzymuje Pan swoją wcześniejszą deklarację rezygnacji ze startów w kolejnych regatach olimpijskich?

- Podtrzymuję. Zakończyłem starty w igrzyskach. Przez dwadzieścia lat uprawiałem sport wyczynowo, biorąc udział także w regatach olimpijskich, bowiem uczestniczyłem w takich zawodach w Atlancie, Sydney, Atenach i Pekinie. Start w Londynie był moim ostatnim występem na igrzyskach. Mam już 37 lat. Zatem czas zająć się czymś innym, w tym żeglowaniem niedużymi, morskimi jachtami regatowymi, z załogami kilku- lub kilkunastoosobowymi, na akwenach przybrzeżnych i otwartym Bałtyku, Morzu Śródziemnym czy Północnym. Wielkie regaty oceaniczne mnie raczej nie pociągają. Muszę też zdecydowanie więcej czasu poświęcić rodzinie - córce i żonie, z którymi dotąd widywałem się sporadycznie.

- Na początku tego miesiąca spotkaliśmy się w Marinie Gdańsk, po zakończeniu 61 Regat o Błękitną Wstęgę Zatoki Gdańskiej, w których Pan uczestniczył.

- Startowaliśmy z załogą ponad-dwunastometrowym jachtem Atena, w klasie I i zajęliśmy drugie miejsce. Nawet nie spodziewałem się, że nam tak dobrze pójdzie. Załoga pierwszy raz ze sobą pływała. Cieszy nie tylko uzyskany przez nas wynik, a samo żeglowanie po zatoce, czego mi brakowało.

- Zamierza Pan stworzyć team żeglarski, żeby startować w regatach morskich?

- Myślę, że jeszcze nie w tym ani w przyszłym roku. Natomiast nie wykluczam, iż taki polski team, z moim udziałem, powstanie w roku 2014.

- Co stanie się z Pana olimpijskim Starem, łodzią regatową najwyższej klasy, ufundowaną za niemałe pieniądze przez Polski Związek Żeglarski?

- Klasa Star wykreślona została z programu regat olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. Co prawda w Polsce jest kilka załóg pływających w tej klasie, ale trudno mi przewidzieć, jak się potoczą jej losy. Natomiast na świecie nadal są i będą organizowane regaty łodzi Star.

- Czym będzie się Pan teraz zajmować?

- Zamierzam funkcjonować na obszarach: sportowym, o czym mówiliśmy; biznesowym, ściśle związanym z jachtingiem, i społecznym, jako ambasador morski Gdańska, działając na rzecz edukacji morskiej młodzieży i realizując, z władzami samorządowymi województwa, program edukacyjny dla dzieci z całego Pomorza. Do programów edukacyjnych włączają się jachtkluby gdańskie, w tym Gdański Klub Żeglarski, do którego należę.

- Jak ocenia Pan stan polskiego żeglarstwa?

- Mamy dużą liczbę jachtów starszych i nowszych, a do żeglowania garnie się sporo młodzieży. W gdańskich marinach i klubach brakuje już miejsc postojowych dla jachtów. Dlatego też przydałaby się w Gdańsku, w rejonie mola w Brzeźnie, taka marina, jaką zbudowano przy molu w Sopocie. Byłaby ona położona bezpośrednio przy wodach Zatoki Gdańskiej. Zatoka jest akwenem idealnie nadającym się do pływania pod żaglami - turystycznego i regatowego. Liczę, że poza marinami w Gdańsku, Sopocie i Gdyni, zbudowana zostanie także wielka, nowoczesna przystań żeglarska w Helu. Cieszyć może niemało inicjatyw, gdy chodzi o żeglarstwo morskie, jak choćby planowany udział Zbigniewa Gutkowskiego jachtem Energa w wokółziemskich, prestiżowych regatach Vendée Globe 2012 / 2013. Wiem, że również Roman Paszke ma podjąć ponowną próbę opłynięcia globu swoim katamaranem.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie