Maciej Turnowiecki, dyrektor sportowy Stoczniowca Gdańsk: Nie możemy wchodzić do batyskafu i rezygnować z jakiejkolwiek działalności

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Maciej Turnowiecki
Maciej Turnowiecki archiwum prywatne
Maciej Turnowiecki, dyrektor sportowy Stoczniowca Gdańsk, a w przeszłości prezes Lechii Gdańsk, od 24 kwietnia 2020 roku jest członkiem zarządu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Opowiada nam o nowych zadaniach, które czekają go w centrali związkowej. A wśród nich organizacja zaplanowanego na listopad w hali Olivia turnieju Euro Ice Hockey Challenge.

Skąd pomysł na to, aby wejść do zarządu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie?
Pół żartem, pół serio za moją nominacją stoi koronawirus. Niejako skorzystałem na sytuacji związanej z epidemią i wprowadzeniu ustawy przedłużającej upływające kadencje władz związków sportowych do końca września 2021 roku. To nie jest wybór na cztery lata, ale na rok z kawałkiem. Sam wcześniej nie wykluczałem startu w wyborach, które miały się odbyć wiosną tego roku. Złożyłem oświadczenie o kandydowaniu. Byłem też po pierwszych rozmowach z niektórymi delegatami. To było jednak przed 19 marca. Prezes Mirosław Minkina na ten najbliższy czas zaproponował mi udział w pracach, zajawił tematy, którymi miałbym się zająć.

I jakie to zadania?
Chodzi przede wszystkim o kwestie organizacyjne, związane z imprezami, które czekają polski hokej w najbliższych kilkunastu miesiącach. Zaczynając od Euro Ice Hockey Challenge o Puchar Niepodległości, który miałby się odbyć w hali Olivia. To będzie już trzecia edycja. Myślę, że ta impreza w kalendarzu Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) została przypisana na stałe do Olivii. To pierwsza i zarazem główna kwestia, o której rozmawialiśmy. Uprzedzając pytanie, nie czuję presji, ale mam świadomość, że w obecnej sytuacji w Europie będzie to wymagało pewnej gimnastyki logistycznej. Pandemia nie zostaje bez wpływu na to, bo różni partnerzy tego przedsięwzięcia mogą mieć swoje kłopoty.

Kiedy turniej Euro Ice Hockey Challenge miałby odbyć się w Gdańsku?
Od 5 do 8 listopada. Pewności na razie nie mamy, tak jak wszyscy. Przeczytałem ostatnio na Twitterze, że jest zagrożenie, że epidemia będzie szalała jeszcze we wrześniu i październiku. Trudno wyrokować co będzie, ale nie możemy wchodzić do jakiegoś batyskafu i rezygnować z jakiejkolwiek działalności. Odczuwamy to, jeśli chodzi o klub, na własnej skórze. Nie ma zajęć, nie ma lodu, nie działa restauracja i hotel. Na dłuższą metę taka sytuacja, mówiąc bardzo delikatnie, prowadzi do nie najlepszego scenariusza. Trzeba zacząć funkcjonować w sposób rozsądny i racjonalny, ale nie narażać się na zarażenie. Musimy powoli wracać do normalności. Według niektórych krzywych chorobowych demograficznych ma się to wyciszyć w czerwcu i lipcu. Według innych, że później. Zobaczymy.

Lepiej działać, niż siedzieć z założonymi rękami.
Mając świadomość, że może być trudniej uważam, że niczego nie można oddać walkowerem. Nigdy wcześniej niczego w Lechii, czy aktualnie w Stoczniowcu nie oddawałem walkowerem. Jest zespół złożonych z fantastycznych ludzi w PHL-u. Jest wola i będziemy działać.

Rozwiąż quiz: Jak dobrze znasz piłkarskie kluby z Pomorza? [QUIZ]

W pracy w Stoczniowcu i w związku wspólnym mianownikiem jest hokej. Czy zatem jedno będzie w pana przypadku napędzać drugie czy odwrotnie, będzie trzeba dużo więcej czasu poświęcić z racji nowego zadania?
Jeśli chodzi o turniej Euro Ice Hockey Challenge, to i tak pracowałem przy nim od strony Stoczniowca. To będzie zatem doświadczenie, ale z innej strony. Generalnie jest zadanie i trzeba mu podołać. I tak to trzeba zrobić, żeby jeden i drugi podmiot nie był stratny. Do tej pory nigdy nie byłem członkiem centralnego związku. Myślę, że uda się wszystko pogodzić. Będąc prezesem Lechii Gdańsk byłem koordynatorem Euro 2012, byłem w zespole doradców Ekstraklasy, byłem w zespole doradców prezydenta Gdańska ds. sportu i wszystko udało się połączyć.

Wyzwań w związku będzie więcej niż mniej. Nie jest tajemnicą, że hokej w Polsce ma swoje problemy. Przy okazji turnieju w Gdańsku słynny był strajk reprezentantów, którzy domagali się uregulowania zaległości ze strony związku właśnie.
Ta sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja, jeśli chodzi o ostatni turniej. Ta reprezentacja, po trudnym okresie, jest na delikatnej wznoszącej. Pokazał to turniej prekwalifikacji olimpijskich w Kazachstanie, w którym Polacy wygrali. Szkoda, że nie udało się pójść za ciosem i zrealizować dwóch zaplanowanych turniejów mistrzostw świata dywizji IB w Katowicach (na przełomie marca i kwietnia turniej kobiet, a na przełomie kwietnia i maja turniej mężczyzn – przyp.). To na pewno też byłby pozytywny impuls dla dyscypliny. A jeśli chodzi o sytuację w hokeju, to nie jest tajemnicą, że związek boryka się z problemami. Mniejsze lub większe problemy dotyczą wszystkich w Polsce. Przykładem może być klub, który zdobywa Puchar Polski (Lechia Gdańsk – przyp.), a w następnym roku ma wielkie problemy finansowe i może mieć kłopoty, aby przebrnąć przez proces licencyjny. Taka jest specyfika sportu. Żyjemy w takim kraju, w takich uwarunkowaniach, ale trzeba się pewnych działań podejmować. Od 20 lat działam w sporcie. Udało się zrealizować coś z Lechią Gdańsk (m.in. awans do ekstraklasy w 2008 roku, a w 2011 przeprowadzka na stadion w Letnicy - przyp.), czy przy okazji Euro 2012. Teraz przede mną nowe wyzwania. I tak jak w sporcie, mogą się udać i się wygrywa lub mogą nie wyjść. Z założenia podchodzimy optymistycznie, licząc, że sytuacja za chwilę się unormuje. Idziemy do przodu.

Premier z minister sportu dali zielone światło ekstraklasie piłkarskiej i żużlowej, które mają ruszyć bez udziału publiczności. Czy czuje pan, że reszta środowiska sportowego będzie miała trudniejszą drogę, aby wyjść z problemów organizacyjno-finansowych?
Kłopoty w efekcie pandemii będą na pewno. Mogę jednak mówić na przykładzie klubu, w którym funkcjonuję. Nie znam sytuacji innych klubów hokejowych czy sportowych. Można domniemywać, że przez tę sytuację będą większe kłopoty, niż do tej pory. Nie wiem, czy sponsorzy rekrutujący się z mniejszych firm, które teraz mają przestój, będą w takim samym wymiarze podejmować się sponsoringu sportu, jak w minionych latach. Tu jest znak zapytania. Kluczowe w kwestii piłki nożnej i żużla są prawa telewizyjne i związane z nimi kwoty wypłacane przez jedną telewizję. Prawdopodobnie z tym wiąże się chęć normalnego funkcjonowania przez jedną i drugą ekstraklasę. Jeśli chodzi o hokej, to nie mamy takich problemów, że jakaś telewizja nie zapłaci nam pieniędzy, bo nie ma telewizji, która by nam płaciła za prawa telewizyjne w takiej skali.

Maciej Zieliński, były reprezentant Polski w koszykówce, o odmrażaniu sportu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie