Lechia Gdańsk bez pomysłu i bez punktów. Biało-zieloni przegrali z Cracovią i jeszcze nie mają grupy mistrzowskiej [zdjęcia]

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Lechia Gdańsk - Cracovia Fot. Przemysław Świderski
Lechia całkowicie rozczarowała w meczu z Cracovią. Po fatalnej pierwszej połowie, miała tylko zryw w drugiej i w pełni zasłużenie przegrała to spotkanie.

Lechia stanęła przed szansą, aby zapewnić sobie grę w grupie mistrzowskiej. Potrzebowała do tego zwycięstwa nad Cracovią, która przyjechała do Gdańska z bagażem sześciu kolejnych porażek ligowych. Trener Piotr Stokowiec wystawił w podstawowym składzie Łukasza Zwolińskiego, a Flavio Paixao zagrał tuż za nim. Ponadto do składu wrócił Filip Mladenović, a na skrzydle za Ze Gomesa pojawił się Kenny Saief. Tak ofensywnie ustawiona drużyna miała dobić przegrywającą ostatnio Cracovię.

Tymczasem od początku spotkania to „Pasy” były zdecydowanie lepszym zespołem. Piłkarze Lechii, choć mieli jeden dzień więcej odpoczynku niż rywale, gorzej wyglądali pod względem fizycznym. Paixao i Zwoliński nie otrzymywali piłek od kolegów, z których mogliby dojść do sytuacji bramkowych. Z niezłej strony pokazywał się jedynie Saief, ale nie bardzo miał z kim grać. Widać jednak, że przerwy w rozgrywkach nie zmarnował, bowiem prezentuje się lepiej fizycznie, a przez to ma dynamikę i wygrywa pojedynki z rywalami. Pressing graczy Cracovii był skuteczny, a biało-zieloni kompletnie sobie z nim nie radzili. Goście chcieli się przełamać i zdecydowanie pokazali, że w Gdańsku interesuje ich tylko zwycięstwo. Już w 5 minucie Dusan Kuciak błysnął formą znakomicie broniąc strzał Rafaela Lopesa. Kilka minut później słowacki bramkarz biało-zielonych ponownie okazał się lepszy od napastnika „Pasów”. Chwilę później znakomitą szansę miał Pelle van Amersfoort, który posłał piłkę nad Kuciakiem, ale minimalnie się pomylił. Cracovia szukała gola, a gospodarze jakby w ogóle nie wyszli na boisko. W 33 minucie podopieczni Michała Probierza zasłużenie objęli prowadzenie. W ataku była Lechia, a przy piłce Karol Fila, na podanie od którego czekał Saief. Nie doczekał się i odwrócił, a wtedy fila kopnął piłkę w jego stronę. Od tej straty prawego obrońcy biało-zielonych wzięła się akcja gości, a podanie Sergiu Hanki na gola zamienił van Amersfoort. Niestety, to trzeci mecz po wznowieniu ligowej rywalizacji i trzeci, w którym Fila ponownie ponosi winę za utratę gola. Lechia starała się zagrać bardziej ofensywnie dopiero po stracie bramki, ale nie potrafiła nawet oddać celnego strzału na bramkę rywali.

CZYTAJ TAKŻE: Piękne partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk ZDJĘCIA

W spotkaniach z Arką Gdynia i Górnikiem Zabrze pościg Lechii okazał się skuteczny. Czy teraz historia miałaby się powtórzyć? Początek drugiej połowy idealny dla Lechii. Już po kilkudziesięciu sekundach dośrodkował Fila, a wyrównującego gola zdobył Zwoliński. To piąta bramka w czwartym kolejnym meczu. Radość z remisu nie trwała długo. Pięć minut później futbolówkę w pole karne zagrał Thiago, a tam byli tylko obrońcy Lechii. Michał Nalepa w piłkę nie trafił, ale za to niefortunnie trącił ją Mario Maloca i Cracovia odzyskała prowadzenie po samobójczym golu. To drugi samobój z rzędu w Gdańsku, bo w derbach z Arką Gdynia do własnej bramki trafił Jarosław Kubicki. Trener Stokowiec wciąż nie miał do dyspozycji Conrado, a szkoda, bo tak błyskotliwy piłkarz mógłby odwrócić losy spotkania. Na boisko weszli Ze Gomes i Maciej Gajos, a później Jakub Arak, ale nie wnieśli nic specjalnego. Szansę na wyrównanie miał Zwoliński, ale w dobrej sytuacji strzelił obok słupka. W końcówce spotkania kolejny błąd popełnił Maloca, a zasłużone zwycięstwo Cracovii przypieczętował van Amersfoort.

CZYTAJ TAKŻE: Seksowne polskie sportsmenki ZDJĘCIA

Lechia zatem dalej nie jest pewna gry w grupie mistrzowskiej. Może sobie zapewnić w środę miejsce w „8”, ale pod warunkiem, że Raków Częstochowa nie wygra, a Zagłębie Lubin i Wisła Płock najwyżej zremisują swoje spotkania. W przeciwnym razie biało-zieloni miejsce w grupie mistrzowskiej będą musieli sobie wywalczyć w Szczecinie w spotkaniu z Pogonią.

Cztery rzuty karne, samobój, nieuznany gol i zwycięskie trafienie w 6. minucie doliczonego czasu

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

mecz oglądajcie tu: forom.pl/mecz

Dodaj ogłoszenie