Lech Poznań - Lechia Gdańsk 22.08.2021 r. Lechia bez atutów w Poznaniu i wraca bez punktów po słabej grze ZDJĘCIA

Paweł Stankiewicz, Poznań
Lech Poznań - Lechia Gdańsk
Lech Poznań - Lechia Gdańsk Fot. Łukasz Gdak
Udostępnij:
Lechia Gdańsk przegrała pierwszy mecz w tym sezonie. Biało-zieloni rozegrali najsłabszy mecz w tych rozgrywkach i zasłużenie ulegli lepszej w tym meczu drużynie Lecha 0:2.

Piotr Stokowiec, trener Lechii, lubi zaskakiwać i nie inaczej było w Poznaniu. Sezon w podstawowym składzie zaczął Zlatan Alomerović, zagrał w czterech spotkaniach i wpuścił dwa gole. On sam nie czuje się winny za utratę gola w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu i trenerzy też nie odstawili go od składu i zagrał przeciwko Cracovii. W ostatnim spotkaniu gola nie wpuścił i usiadł na ławce rezerwowych, a do bramki wrócił Dusan Kuciak. Słowak nie uratował Lechii przed porażką w Poznaniu, ale nie można mieć do niego pretensji. Dusan w kilku sytuacjach ratował drużynę, a przy golach nie miał nic do powiedzenia. Dobrą formę pokazał zwłaszcza wygrywając pojedynek z Jakubem Kamińskim czy broniąc strzał Joao Amarala. Kuciak robił co mógł w bramce biało-zielonych, ale to było zdecydowanie za mało, żeby myśleć o wywiezieniu z Poznania przynajmniej jednego punktu.

CZYTAJ TAKŻE: PKO Ekstraklasa 2021/22 NA ŻYWO. Wyniki, tabela

Lech pokazał na boisku, że nie przez przypadek jest liderem PKO Ekstraklasy. W zespole nie brakuje bardzo dobrych piłkarzy, a ci wchodzący z ławki rezerwowych nie są słabi od graczy podstawowego składu. Ta siła „Kolejorza” okazała się zbyt duża i biało-zieloni nie mieli argumentów, żeby przeciwstawić się gospodarzom. W defensywie było zbyt dużo dziur, zwłaszcza na lewej obronie. Conrado miał duże problemy, co widać było przy pierwszej bramce dla Lecha. Joao Amaral miał zdecydowanie za dużo swobody, a jego podanie na bramkę zamienił Mikael Ishak, który mocnym strzałem skierował futbolówkę do siatki. Lechia nie miała żadnych argumentów, żeby w jakikolwiek sposób odpowiedzieć gospodarzom. Biało-zieloni przegrali rywalizację w środku pola, a osamotniony Flavio Paixao nie dostawał dobrych podań. Efekt taki, że tylko pierwszej połowie gospodarze oddali siedem strzałów, z czego dwa celne, a Lechia odpowiedziała jednym strzałem, ale bramkarz zespołu z Poznania nie musiał interweniować.
Można było zadać sobie pytanie, czy Lechia w drugiej połowie będzie potrafiła zagrać inaczej i powalczy o zdobycie gola i punktu w Poznaniu. Nic takiego nie miało miejsca. Warunki do gry były coraz trudniejsze, bo w Poznaniu zaczęło lać. Trener Piotr Stokowiec założył czapkę z daszkiem, ale po jego przemokniętej koszuli było widać, jak mocno padał deszcz podczas tego spotkania. Lechia w dalszym ciągu grała słabo i nie miała żadnego pomysłu na stworzenie zagrożenia pod bramką gospodarzy. Był to taki mecz, jak większość Lechii w Poznaniu, czyli z dużą przewagą miejscowego zespołu. Lech był zdecydowanie groźniejszy i udokumentował swoją przewagę zdobyciem drugiego gola. Nika Kvekveskiri potężnym strzałem z rzutu wolnego posłał piłkę do bramki biało-zielonych. W tym roku ustawiony był wprawdzie Kuciak, ale strzał był tak silny, że nie miał szans na skuteczną interwencję. Trener Stokowiec starał się szukać rozwiązań i wzmacniał ofensywę. Na boisku pojawili się Łukasz Zwoliński, Kacper Sezonienko czy Bassekou Diabate, czyli piłkarze wybitnie ofensywni. Na boisko wszedł też Rafał Pietrzak, bo trener Stokowiec liczył na jego stałe fragmenty gry. Te wszystkie roszady nie miały jednak żadnego wpływu na dalszy przebieg spotkania. Lechia nie miała pomysłu i nie stworzyła sobie sytuacji bramkowej, nawet jak gospodarze cofnęli się do defensywy. Nawet kiedy piłkarze biało-zielonych znajdowali się w okolicach pola karnego rywali, to brakowało im większej dokładności. Większość podań nie trafiała do celu i w ciągu całego spotkania Lechia nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę gospodarzy.

CZYTAJ TAKŻE: Tak prezentują się partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk ZDJĘCIA

Biało-zieloni przegrali w Poznaniu i nie są już niepokonaną drużyną w tym sezonie. Porażka z Lechem to oczywiście żaden wstyd, bo „Kolejorz” nie ukrywa, że chce się włączyć do walki o mistrzostwo Polski. Biało-zieloni muszą szukać punktów kolejnych meczach, żeby utrzymać się w ligowej czołówce.

Pazdan, Sobiech, Furman i Quintana wracają do ekstraklasy. "To ciekawe nazwiska, które mówią coś kibicom. To magnesy na stadiony"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie