reklama

Kwartalnik "Bliza", czyli jak Gdynia pragnie wykreować artystyczny mit miasta

Tadeusz SkutnikZaktualizowano 
Naprawdę było oczekiwanie na ten numer - pierwszy numer gdyńskiego kwartalnika artystycznego "Bliza". I wreszcie jest. Zawiera dokładnie to, co było przez redakcję zapowiadane, a nawet więcej.

Numer otwiera redakcyjna dyskusja nad dwoma filmami: "0-1-0" Piotra Łazarkiewicza i "Miasto z morza" Andrzeja Kotkowskiego. Widać po niej, że redaktorzy nie będą stosowali taryfy ulgowej wobec jakiegoś dzieła tylko dlatego, że jest "gdyńskie" lub zawiera "najbardziej udane dziecko II Rzeczpospolitej" w tle. W tym kontekście dostało się zwłaszcza "Miastu z morza"; przez dyskusję przeziera również ogromne pragnienie wykreowania artystycznego mitu Gdyni. Może to być najbardziej nośna wciąż sztuka filmowa, ale może też być literatura, muzyka.

W różnych dziedzinach Gdynia stwarza pod ten mit fundamenty. Funduje swoją nagrodę literacką, którą obudowuje wydarzeniami i z jednorazowego aktu przekształca w całoroczny proces. A do tego ogólnopolski festiwal filmowy, festiwal Open'er w Babich Dołach i folkowy - Globaltica w Kolibkach (o obu znajdziemy w "Blizie" obszerne notacje), a do tego zaczyna się rozkręcać festiwal teatrów muzycznych, sztuk teatralnych itd. Jak widać, "Bliza" będzie je przyjaźnie śledzić, nie zamierza im jednak patronować czy matkować.

Chce być samoswoja. Łączyć lokalne z uniwersalnym, które skądinąd - wbrew utartym schematom myślowym - wcale nie są tak od siebie odległe. Jedno się zanurza w drugim, drugie zakorzenia w pierwszym. Przykładem esej Joanny Cieplińskiej "Gdyńskie iluzjony" (czyli kina, których już nie ma) albo Teresy Grzybkowskiej "Sztuka i codzienność": o cienkiej ściance rozdzielającej "różne sztuki", dla uproszczenia nazywane konserwatywną i nowoczesną, esej poświęcony modernizmowi w sztuce od szesnastego stulecia do wczoraj.

Jak nowe media znajdują miejsce (może wymuszają) w szacownych wnętrzach teatru, pisze Joanna Puzyna-Chojka, a jak przedwojenna, ubiegłowieczna Gdynia przekształcała przestrzenie natury w modernistyczną dzielnicę, na przykładzie Kamiennej Góry śledzi Maria Jolanta Sołtysik.

Na jeszcze inny aspekt zbliżenia tego, co się zdaje czasami szalenie odległe, rzuca światło barwna rozmowa Zbigniewa Gacha z "krakowskim gdynianinem", wirtuozem saksofonów, Przemysławem Dyakowskim. Z innej rozmowy wypisuję prowokacyjne stwierdzenie Macieja Świeszewskiego: "wydaje mi się, że człowiek w ogóle boi się światła i boi się prawdy". A więc nie ciemności, nie ciemnoty?
"Bliza" - tak odczytuję niesformułowane explicite jej przesłanie - stara się być różnorodna. Nie stroniąc od nowoczesności, opowiada się jednak po stronie wartości już sprawdzonych, na które - nawiązując do tytułu - można się orientować.

W miniony piątek odbyła się oficjalna promocja pierwszego numeru. Uroczystość była bardziej towarzyska niż popularna, choć też polegała na zwodowaniu potężnego transatlantyku z okładki. Życzymy - tradycyjnie - stopy wody pod kilem i bezpiecznego kursu.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie