Krystyna Łubieńska: Ojciec był bohaterem mojego dzieciństwa. Aleksander Rzążewski, pozycja 76, teczka personalna 3170. Zginął w Katyniu

Stanisław Balicki
Stanisław Balicki
archiwum Krystyny Łubieńskiej
Udostępnij:
Krystyna Łubieńska posadzi dąb pamięci swojego ojca, majora Aleksandra Rzążewskiego, który został zamordowany w Katyniu. Uroczystość będzie miała miejsce w południe 1. października przed „Gwiazdą Morza” w Sopocie. Znana gdańska aktorka ostatni raz widziała ojca gdy miała 8 lat. Był bohaterem jej dzieciństwa.

- Jedno z takich pierwszych wspomnień to ojciec przy fortepianie, właśnie skończył grać mamie jakąś melodię – wspomina Krystyna Łubieńska. - „W Twoje wielkie przecudowne oczy chciałbym patrzeć i patrzeć bez końca”, recytuje mamie swój wiersz ,oparty o instrument. Ojciec pisał wiersze, miał piękny głos, śpiewał. Jako młodemu człowiekowi zaproponowano mu nawet by został śpiewakiem operowym.

W fotografii pamięci Krystyny Łubieńskiej sielskie dzieciństwo było wykreowane przez ojca, jego uczucie, którym obdarzał najbliższych: - Mam tych wspomnień wiele więcej, moi rodzice się niebywale kochali. To była piękna miłość. Obejmowali się, przytulali, widać było tę czułość, emanowała ta miłość od nich. Ojciec był szalenie delikatny, zawsze uśmiechnięty. Ten uśmiech od taty i mamy towarzyszy mi przez całe życie. Śmieję się do świata, bo tak się śmiali moi rodzice.

Wcześniej jednak Aleksander Rzążewski współtworzył historię i ten świat, w którym można było budować rodzinne szczęście. Urodził się w 1897 roku, w 1915 po wybuchu I wojny światowej wyjechał z rodzicami z Warszawy do Kazania. Tam poznał Marię z Glińskich przyszłą żonę, która z rodziną uciekła z majątku na Litwie. Wojenne losy pozwoliły im jednak zawrzeć związek małżeński dopiero blisko 10 lat później. Aleksander Stanisław Stefan Rzążewski herbu jastrzębiec wstąpił w 1918 roku do 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, elitarnej jednostki kawaleryjskiej złożonej z patriotycznie wychowanych synów arystokratycznych rodzin. Uczestniczył w walkach o Lwów, w ofensywie galicyjskiej i wołyńskiej oraz operacji pomorskiej Błękitnej Armii. Był jednym z ułanów brodzących konno w falach Bałtyku, którzy towarzyszyli gen. Józefowi Hallerowi wrzucającemu do morza zaślubinowy pierścień 20 lutego 1920 roku w Pucku. Gdy młoda ojczyzna miała już ustabilizowane granice Aleksander Rzążewski ukończył w 1924 roku edukację w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie (dzisiejsza Szkoła Główna Handlowa). Rok wcześniej rozpoczął pracę w Banku Cukrownictwa, gdzie szybko awansował do dyrektorskiego stanowiska. Po demobilizacji nie zerwał kontaktów z wojskiem a wyjście z kościoła po ślubie z ukochaną Marią pod szpalerem ułańskich szabel w roku ukończenia studiów nie było jedynym tego przejawem. Jako oficer rezerwy regularnie uczestniczył w ćwiczeniach wojskowych. Wojenna przeszłość na wiele sposobów odcisnęła się na życiu Aleksandra Rzążewskiego.

- Mój ojciec był ranny pod Lwowem, potem w Bitwie Warszawskiej. Uratował go ryngraf, który dostał od swojej matki. Kula zmierzająca w serce uderzyła w tarczę ryngrafu, ześliznęła się i trafiła w brzuch, raniąc żołądek. Pamiętam z dzieciństwa, że w domu z tego powodu, zaleconej po wyleczonym postrzale diety ojca, nie jadło się mięsa, cukru, słodziliśmy miodem – opowiada Łubieńska o śladach niedalekiej historii, w której uczestniczył ojciec.

Doświadczenie kawaleryjskie cały czas było obecne w życiu Aleksandra Rzążewskego i jego rodziny: - Nauczył mnie jeździć konno. To on pierwszy raz sadzał mnie na siodle. Bardzo szybko opanowałam tę umiejętność, pamiętam podwarszawskie wspólne przejażdżki z ojcem i mamą. Sam świetnie jeździł konno i kochał konie, w ogóle zwierzęta. W majątku moich dziadków nie wolno było polować. W moim dzieciństwie zawsze dookoła było pełno kochanych zwierząt, koni, kotów, psów. Chodziliśmy razem do ZOO, jeździłam na słoniu! Miałam niezwykle kolorowe dzieciństwo. Na dwa lata przed wojną urodził się mój brat Maciej. Mieszkaliśmy na Żoliborzu, przed samą wojną mieliśmy się przenieść na Bielany, ojciec kupił tam willę z ogrodem – wspomina Łubieńska.

Tę sielankę przerwał niemiecki atak na Polskę: - Ojciec nie musiał iść na front w 1939 roku, był oficerem rezerwy. Pamiętam ten obraz naszego rozstania. Mama i tata uklękli, pożegnali się modlitwą – opowiada aktorka o momencie, gdy ostatni raz widziała ojca. Potem była kampania wrześniowa znaczona odwrotami wojska pod naporem Niemców i 17 września pieczętujący los tamtej Polski, która dała krótkie szczęście rodzinie Rzążewskich: - Oddział ojca nie zdążył przekroczyć rumuńskiej granicy, dostali się do niewoli sowieckiej. Przyszły chyba tylko dwa listy od taty z obozu – mówi pani Krystyna o jenieckich losach ojca. Dalej następuje historia, którą streszczają suche dane z biogramu Aleksandra Rzążewskiego w Wojskowym Przeglądzie Historycznym:

„Jego nazwisko znajduje się na liście jeńców wojennych, których NKWD ZSRS przekazało do dyspozycji NKWD w Smoleńsku (lista wywozowa nr 035/2 z 16.4.1940 r., poz. 76, teczka personalna 3170). Z Kozielska wywieziony 19.4 (XII transport) do Lasu Katyńskiego i tam zamordowany. Ekshumowany z dołu śmierci do mogiły bratniej, prawdopodobnie piątej, zidentyfikowany pod numerem 3664.”

- Mama dostała z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża informację, że ojciec został rozstrzelany w Katyniu. Wiedziała że zrobili to Rosjanie. Zakazała mi o tym mówić – opowiada Krystyna Łubieńska. Maria Rzążewska była zaangażowana w konspirację w Armii Krajowej. Również córka, już w wieku 11 lat, została łączniczką, była sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim. Maria, Krystyna i Maciej przeżyli powstanie, udało im się przetrwać wojnę. W komunistycznych czasach tajemnicę katyńską trzeba było ukrywać jeszcze skrzętniej.

- Mówiłam, że ojciec zginął na wojnie, bez szczegółów. Szczęśliwie nikt nie dopytywał. Mama z kartą AK-owską w życiorysie poszłaby przecież do więzienia – opowiada Łubieńska o czasach szkolnych i potem studenckich we Wrocławiu, gdzie z matką i bratem osiedli po wojnie. Maria Rzążewska nigdy nie pogodziła się ze stratą ukochanego Aleksandra: „Mam jedno serce, które oddałam mojemu mężowi” – powiedziała przyjacielowi, który starał się o jej rękę zaraz po wojnie. Pamięć o mężu i ojcu rodzina musiała zamykać w czterech ścianach domu: - To były wspomnienia niezwykle prywatne. Obchodziliśmy z mamą i bratem urodziny i imieniny taty. Siadałyśmy razem, mama mnie tuliła, mówiła że miałam wspaniałego ojca – wspomina Łubieńska.

Tak musiało też zostać przez całą aktorską karierę Krystyny Łubieńskiej, już na Wybrzeżu. Dopiero „karnawał Solidarności” dał odwagę bliskim oficerów zmordowanych przez sowiecki reżim. Aktorka od samego początku włączyła się w powstający ruch Rodzin Katyńskich. Nie pamięta jak to się stało, ktoś do niej przyszedł, zaprosił na konspiracyjne jeszcze wtedy spotkanie. Krystyna Łubieńska uczestniczyła później w niezliczonej ilości takich spotkań, podczas wielu recytowała poezje, współorganizowała i prowadziła je.

- Jak tylko można było, poleciałam do Katynia pierwszym samolotem. Do ojca – wspomina pierwszy pobyt w Katyniu. Potem jeszcze wiele razy, często w składzie delegacji rządowych i prezydenckich, uczestniczyła w uroczystościach w Lesie Katyńskm. Z tą potrzebą odwiedzania miejsca ostatniego spoczynku nigdy nie zapomnianego ojca łączy się tragiczne wspomnienie 10 kwietnia 2010 roku. Krystyna Łubieńska miała być w samolocie, który się wtedy rozbił: - Adam Orzechowski, dyrektor Teatru Wybrzeże, zorganizował dodatkowe spektakle „Ożenku” Gogola, przedstawienia w którym grałam, cieszącego się wtedy wielką popularnością. Powiedział mi, gdy zbliżała się uroczystość: „Pani Krysiu, nie poleci Pani do Smoleńska. Nie zrobię zastępstwa, poleci Pani następnym razem.” – opowiada aktorka o tym, jak nie znalazła się na pokładzie Tu 154...

Krystyna Łubieńska dawno już była w Katyniu u ojca. Teraz będzie mieć miejsce w swoim rodzinnym Sopocie, gdzie będzie mogła go odwiedzić, miejsce które będzie opowiadać jego historię. Za tydzień przed sopockim kościołem pw. Najświętszej Marii Panny Gwiazdy Morza posadzi dąb, przed drzewem odsłonięta zostanie płyta upamiętniająca majora Aleksandra Rzążewskiego. Będzie salwa honorowa, wojsko zapewni uroczystości asystę. Aktorka powie parę słów o ojcu. Przedsięwzięcie „Dęby Pamięci” prowadzi Stowarzyszenie Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza w ramach programu edukacyjnego „Katyń... Ocalić od zapomnienia” pod honorowym patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Partnerem inicjatywy mającej na celu integrację lokalnych społeczności wokół pamięci o oficerach zamordowanych w sowieckiej niewoli w 1940 roku jest m.in. Instytut Pamięci Narodowej. O upamiętnienie Aleksandra Rzążewskiego wnioskowało Stowarzyszenie Przyjaciół Pieśni Patriotycznej i parafia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Tylko u nas Paweł Deląg w Instahistoriach!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie