Król strzelców z Dolnego Wrzeszcza, czyli piłkarska historia wychowanka Gedanii Krzysztofa Adamczyka

Adam Mauks
Adam Mauks
Krzysztof Adamczyk (w środku), po lewej Zbigniew Bartnik po prawej Andrzej Siwka, także byli piłkarze Gedanii
Krzysztof Adamczyk (w środku), po lewej Zbigniew Bartnik po prawej Andrzej Siwka, także byli piłkarze Gedanii Adam Mauks
Pewnie wielu czytelników poniedziałkowych stron sportowych z lat 70. i 80. żałowało, że Krzysztof Adamczyk nie gra dalej w Arce, Lechii lub Stoczniowcu. On bardzo często pojawiał się w rubryce “strzelcy bramek”, ale przy nazwie Legia Warszawa. To w jej barwach zdobył tytuł króla strzelców w sezonie 1980/81. Dziś jest jedynym wychowankiem Gedanii, który może o sobie powiedzieć, że dokonał tego w ekstraklasie.

Wszystko zaczęło się od podwórka, przy dawnej ul. Karola Marksa, dziś Gen. Hallera w Gdańsku. - Ten Dolny Wrzeszcz był dzielnicą stoczniową - wspomina Krzysztof Adamczyk. Myśmy cały czas grali w piłkę. Stąd są przecież także moi koledzy, później piłkarze jak Mietek i Wojtek Cirkowscy. To byli koledzy z jednego podwórka. Do Gedanii trafiłem za namową Janka Cywińskiego, który już trenował w tym klubie. To był rok 1966.

- Janek, powiedział mi, “chodź do Gedanii, jest blisko, będzie fajnie. I było - dodaje Adamczyk.
Pierwszym jego trenerem był Jerzy Gładysz. Był bardzo fajnym szkoleniowcem, ale i opiekunem, który zwracał dużą uwagę na technikę. Dziś uważam, że robił bardzo dobrze, bo to dla dzieciaków zaczynających grę jest najważniejsze. W Gedanii, na stadionie przy ul. Kościuszki Krzysztof Adamczyk był sześć lat. Były 3-krotny reprezentant Polski wspomina, że wtedy do klubu można było zapisać się w wieku 10 lat i trzeba było mieć zgodę nie tylko rodziców, ale i szkoły.

- Dostałem takie, choć, pamiętam, że mój tata nie bardzo interesował się sportem. Bardziej mama, może z racji tego, że chciała wiedzieć co robię po szkole. A ja po prostu grałem w piłkę.
Rodzina Krzysztofa Adamczyka pochodzi spod Sosnowca, czyli Zagłębia Dąbrowskiego. Tata przyjechał do Gdańska do pracy w stoczni. Ja się tu urodziłem w 1956 roku, więc jestem gdańszczaninem. W 1972 roku koledzy namówili mnie na przejście do Stoczniowca, do którego też miałem niedaleko. Miałem wtedy 16 lat. Gdzieś tam była we mnie ta “stoczniowa” motywacja, że tata pracuje w stoczni, ojcowie moich kolegów też tam pracowali. Grałem w Stoczniowcu 6 lat, a pierwszym trenerem, który dawał mi szansę gry, jako juniorowi, w drużynie awansującej wtedy do II ligi, był Grzegorz Polakow. Potem prowadził mnie trener Janusz Pekowski. On odmłodził cały zespół Stoczniowca i w wieku 17 lat zadebiutowałem w II lidze. Po Stoczniowcu była Arka Gdynia. Tam też poszedłem za trenerem Pekowskim, który zaczął pracę w Arce. To była szansa na progres, bo to była gra w ekstraklasie - wspomina dawny piłkarz.

Z grą w Arce wiąże się ciekawa historia.
- Pamiętam, że trzy drużyny były zagrożone spadkiem - opowiada Krzysztof Adamczyk. Górnik Zabrze, Ruch Chorzów i Zawisza Bydgoszcz. Powstała tak zwana i popularna w tamtych czasach “spółdzielnia”, dzięki której Ruch, najbardziej zagrożony, utrzymał się w I lidze. Spadły Górnik i Zawisza. Arka miała wygrać z Zawiszą, więc ja swoją robotę wykonałem, ale byłem za młody, by wiedzieć o jakimś układzie - mówi.

Remis w Gdyni dawał Zawiszy utrzymanie. Adamczyk w 78. minucie strzelił bramkę na 2:1 dla Arki. - Byłem w wieku poborowym i za miesiąc byłem już w jednostce wojskowej. To była kara. Dowiedziałem się o tym, jak już trafiłem do Zawiszy. Do tej pory Arce udawało się odroczyć moją służbę w wojsku.
Krzysztof Adamczyk poligon wspomina jednak bardzo dobrze, bo trwało to tylko półtora miesiąca.
- Fajnych ludzi poznałem, postrzelałem sobie - dodaje. Potem przyszedł rozkaz by stawić się w Bydgoszczy. W Zawiszy w II lidze rozegrałem chyba tylko pół meczu. Potem kolejny rozkaz z Warszawy i musiałem stawić się na Łazienkowskiej w Legii. To był wrzesień 1978 roku.

W sezonie 1980/81 Krzysztof Adamczyk strzelił dla Legii 18 bramek. - Pamiętam, że jesień była super, bo zdobyłem wtedy 12 goli - wspomina. W drugiej rundzie strzeliłem tylko 6 bramek, bo mniej grałem przez kontuzję. Mimo to chłopak z Dolnego Wrzeszcza zdobył koronę króla strzelców.
Krzysztof Adamczyk rozegrał w reprezentacji Polski tylko trzy mecze. - Zabrakło trochę szczęścia, bo kiedy ja byłem w gazie, to zmienił się trener kadry. Ryszard Kulesza był wspaniałym trenerem, ale po pamiętnej aferze na Okęciu, PZPN go zwolnił. Przyszedł kolejny wspaniały trener Antoni Piechniczek, ale on nie widział mnie w reprezentacji, mimo, że w Legii strzelałem bramki - dodaje. Nie mam o to do niego pretensji. On widział w swojej kadrze innych zawodników. To było jego prawo i przywilej. Rozumiem to doskonale, bo sam dziś jestem trenerem.
Krzysztof Adamczyk debiutował w reprezentacji w ostatnim wygranym przez Polskę meczu z Hiszpanią 2:1 w Barcelonie.

- Wszedłem na 20 minut i miałem asystę, bo podałem piłkę Andrzejowi Iwanowi, który strzelił praktycznie do pustej bramki - wspomina Adamczyk.
Bilansując swoją piłkarską karierę wychowanek Gedanii odczuwa dziś pewien niedosyt. - Kiedy człowiek był młody, to właściwie byłem sam na swojej piłkarskiej drodze. Dziś piłkarze mają lepiej, bo mogą łatwiej zasięgnąć rady, a nawet mieć “nad sobą bat”. To bardzo pomaga. Dziś widzę, że mogłem bardziej powalczyć o reprezentację Polski. Nie zrobiłem tego i trochę żałuję. Ja w Warszawie byłem zupełnie sam, ale cieszę się, że przetrwałem. Ta samotność i alkohol wykończyły wielu moich kolegów…
Dziś Krzysztof Adamczyk jest trenerem w piłkarskiej akademii na Żoliborzu, która nazywa się „Tygrysy Orkana”. Oprócz tego wieczorami trenuje drużynę seniorów drużyny Orły Zielonka.

Z Krzysztofem Adamczykiem rozmawiałem chwilę po emocjonującym meczu Gedanii 1922 z Kaszubią Kościerzyna. Gdańszczanie mimo, że przegrywali 1:4, potrafili zremisować 4:4. Adamczyk był jednym z tych kibiców, którzy emocjonalnie reagowali na boiskową sytuację. Sentyment do klubu pozostał.
- Gedania ma fajny zespół, grający do końca, z charakterem, dobrze przygotowany i silny mentalnie - chwali swoich młodszych kolegów Krzysztof Adamczyk. I taka Gedania musi być zawsze. Trzymam kciuki za ten klub, bo widzę, że tworzy w Gdańsku cenną wspólnotę, która nawiązuje do tych dawnych przedwojennych czasów, z których Gedania słynie. Z dumą mogę mówić, że jestem wychowankiem tego klubu - kończy Krzysztof Adamczyk.

Rozmowa z Mariuszem Rumakiem po meczu Polska - Ukraina 2:2 U19

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie