18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Koniec Starych Babek. Wieś znika z powierzchni ziemi (zdjęcia)

Irena Łaszyn
Za cztery lata będą tu cztery pasy. Powstanie droga ekspresowa. A to oznacza, że Stare Babki (powiat nowodworski, gmina Stegna) znikną z powierzchni ziemi, mieszkańców czeka wyprowadzka. Niektórzy mówią, że to będzie jak koniec świata.

W sześcioraku gra muzyka. Głośno, że szyby drżą.

- Zupełnie jak na "Titanicu", chwilę przed katastrofą - rzuca ktoś dowcipnie. - I jeszcze gapiów pełno. Bo tu teraz ciągle jakiś obcy się pęta. Popatrzy, popyta, porobi trochę zdjęć, pokiwa głową i odjeżdża. A my zostajemy w wielkim pomieszaniu, miejsca nie możemy sobie znaleźć.

Sześciorak jest na końcu wsi. Albo na początku, zależy, z której strony liczyć. Obok, równym rzędem, stoją inne domy. Tuż przy szosie. Za oknami mkną samochody, w tę i we w tę, bez ustanku. Ktoś wyliczył, że w ciągu doby krajową siódemkę między Gdańskiem a Elblągiem pokonuje 14 tys. pojazdów. Wszystkie przejeżdżają przez Stare Babki, bo wieś leży w połowie drogi między oboma miastami. To oczywiste, że żadne ekrany akustyczne tego szumu nie wygłuszą. A żadne znaki drogowe nie przemówią do rozumu. Każdy pędzi na złamanie karku, wymija na trzeciego i czwartego. Zgroza!

- Ileż my tu nieszczęść widzieliśmy - przytakują zgodnie starsi mieszkańcy. - Auta się zderzały, tiry na siebie wpadały, ginęli ludzie, nawet szwedzcy motocykliści.

Miejscowi też ginęli. Zięć Heleny Rykaczewskiej ledwie wsiadł na rower, wyjechał na siódemkę i - już nie żył.
- Zabiło go dwóch pijanych, z fiacika - opowiada. - Dzień był piękny, słoneczny, droga wydawała się bezpieczna. My tu innej nie mamy, wszyscy się poruszają poboczem.

Albo Łukasz, dziewiętnastolatek. Gdy samochód potrącił go po raz pierwszy, miał połamane nogi. Gdy za jakiś czas uderzył go drugi, zabił na śmierć.

A sąsiad Marian? Ten, który nie lubił ptactwa Rykaczewskich, nie pozwalał kogutowi zapiać i wszystkiego się czepiał. No więc ten Marian wyszedł któregoś wieczora na drogę i zginął pod kołami. Był po pijaku, to fakt, ale to przecież człowiek.

Siódemka wiele zła im wyrządziła. Wystarczy policzyć zabitych. Popatrzeć na niektóre spękane ściany albo na pozapadane studzienki. Posłuchać tego szumu, którego nie wygłuszą nawet nowe okna.

Nigdy w życiu

Tyle zła, a nikomu przez myśl nie przeszło, by stąd uciec. Walczyli o kolejne inwestycje, o odszkodowania. O zatoczkę dla autobusu. O chodniki. O ekrany.

Wydawało się, że te ekrany z namalowanymi ptaszkami trochę ich ochronią. Bo to bardzo drogie ekrany, podobno po 300 euro za metr kw. Ale ledwie się tej ochrony doczekali, poświęcając na inwestycję kawałek gruntu, a już im mówią: - Wynocha! Stare Babki - wysiadać! Zupełnie jak w tym dowcipie, który wszyscy znają, ale i tak po raz kolejny muszą opowiedzieć, bo to ICH dowcip, tutejszy. O tej starszej kobiecie, co to się wybrała autobusem do miasta. Autobus zatrzymuje się na przystanku, kierowca komunikuje: Stare Babki - wysiadać! A ona: - Litości, ja muszę do Tczewa, do syna w wojsku
No więc - wysiadać, mówią im teraz. Już nam z wami nie po drodze. Tu będzie ekspresówka, po dwa pasy z każdej strony. Żeby się jeździło szybciej i bezpieczniej. Jak w Europie. W 2013 roku po Starych Babkach nie zostanie śladu. Tylko ci, którzy mieszkają dalej od szosy, to się uchowają. Albo i nie, bo wciąż nie wiadomo, czy rozbiorą też pobliski czworak. Może tych ze czworaka zostawią i zamontują im ekran przed oknami? Nikt nic nie wie, 70 osób siedzi na walizkach.

- A co z nami? - załamuje ręce Janina Pryla. - Dokąd pójdziemy? Co o tym pomyślę, to płaczę. Bo my tutaj jak w rodzinie. Kilkadziesiąt lat razem. Wszyscy się znamy, wszyscy sobie pomagamy. Ja mogłam u córki, w innej wsi mieszkać. Ale tak tęskniłam za sąsiadkami i swoim mieszkaniem, że nie dawałam rady. Wróciłam na stare śmieci. Córka zła, przestała się odzywać. A ja teraz na poniewierkę pójdę? Mam 76 lat. Dopiero okna na raty wzięłam, drzwi, jeszcze spłacam.

Przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, którzy planują tę ekspresówkę, informują, że mieszkańcy muszą się wyprowadzić do 2011 roku. A wiosną przyszłego roku dostaną do wypełnienia ankiety. Będą musieli w nich zadeklarować, jaką formę rekompensaty wybierają: nowe mieszkanie, odszkodowanie pieniężne czy wspólny blok dla wszystkich. Takie nowe Stare Babki.

- Do bloku? Nigdy w życiu! - wykrzykuje energiczna starsza pani.
Przedstawić się nie chce, podobnie jak sąsiadka.
- Nas kołchoz nie interesuje - oświadczają zgodnie. - W takim bloku to jak w sześcioraku. Jedna zamiecie, a reszta podepcze.
- Ale wyprowadzka jest nieuchronna - mówi kolejna. - Cały internet o tym trąbi.
- Pani ma internet?
- Sąsiadka ma. A ja tylko trzy telewizory. Każdy z domowników w swój patrzy, bo każdy ma inne zainteresowania. Ja oglądam tasiemce.
Ważne, żeby te odszkodowania były uczciwe, według standardu. Ktoś, kto włożył w dom więcej pieniędzy, więcej musi odzyskać. Logiczne.

Łabędzie pośród fal

Największy bajer jest u Michalskich. To ten pięknie odszykowany dom, z zielonymi elewacjami.
- Połowa jest nasza, połowa córki - mówi Urszula Michalska. - Zięć to prawdziwa złota rączka, wszystko potrafi zrobić. A robotny taki, że w miejscu nie usiedzi. Ledwie wróci z pracy, zaraz sobie wyszuka jakieś zajęcie. Proszę spojrzeć, jakie cuda tu stworzył. Cekolowane ściany, kafle, panele, terakota, dwie łazienki z kabiną prysznicową. Łuki w drzwiach wyłożone klinkierem. Styl niemiecki.
A jak urządzone te wnętrza! Stylowy kredens, pięknie udrapowane firanki, stado drewnianych słoni na podłodze. Sprytnie ukryta piwniczka, schody na piętro, sypialnia z malunkami łabędzi pośród fal. Rattanowa zabudowa.
A wymurowany grill? A garaż z firankami w oknach? A pomieszczenie gospodarcze niczym salon? Czy tak wyglądają komórki? Na kanapie wyleguje się czarny kot. Na ścianie wisi koci portret. Na szafce leży biało-czerwona flaga, którą zięć wywiesza 3 maja i 11 listopada.
- Żadne pieniądze utraty tego nie zrekompensują - uważa pani Urszula. - Bo oprócz ogromnych pieniędzy wpakowanych w remont, była praca rąk, której się nie da wycenić. I są sentymenty.
Podjeżdża samochód. To geodeci z Gdańska, z plikiem dokumentów i map. Proszą o podpisy "w związku z okazaniem granic działek".

- Ciągle tu jacyś przyjeżdżają - macha ręką pani Urszula. - Ale czy to coś da?
Za ścianą ujada Azor. Za drugą - Pikuś. Co z nimi będzie? Co będzie z ludźmi?
- Jesteśmy załamani - nie ukrywa pani Urszula.

Superbabki i konfetti

Kolejny samochód. Za kierownicą toyoty corolli - Renata Staropiętka. Listonoszka. Od 22 lat w tym fachu.
- Zaczynałam od Starych Babek, tu był mój rejon - uśmiecha się. - Najpierw jeździłam rowerem, potem motorowerem, robiłam 36 kilometrów dziennie.

Pani Renata nie wyobraża sobie, że wieś mogłaby zniknąć. To kawał jej zawodowego życia. Zna tu każdy kamień, każdego człowieka.

- Superbabki tu mieszkają - podkreśla. - W tych Starych Babkach.
Niektórzy twierdzą, że to nazwa zwyczajowa, bo w urzędowym spisie miejscowości widnieje Zadwórze. Ale to bzdura. W dowodach osobistych są Stare Babki. Na zaadresowanych kopertach. I na tablicach przy drodze.

A skąd ta nazwa? Licho wie. Może ten, co to wymyślił, wyliczył średnią wieku mieszkanek? Bo one tu dominują.

- Z 10 wdów tu mamy - zauważa któraś. - Chłopy szybciej odchodzą.

Chociaż nie ma reguły.
- Umarli Zygmuntowie, o których pani kiedyś pisała - kiwa głową Helena Rykaczewska. - Umarła Bronisława Borsukowa.
- Ta pięknie pomarszczona pani, która patrzyła w niebo i czekała na gwiaździsty deszcz?
- Ta sama. Fajna z niej była babka, romantyczna.
Ciekawe, zastanawiają się niektórzy, czy spełniło się jej marzenie. Czy tam w niebie obsypali ją srebrno-złotym konfetti…

Co będzie, to będzie

Marzenia Heleny Rykaczewskiej są bardziej przyziemne. Żeby zdrowie było. Dach nad głową. Miejsce dla ptactwa. Bo ona ma hyzia na punkcie drobiu. Kocha wszystkie kogutki. Córka, żeby jej zrobić przyjemność, nawet przez internet szukała jajeczka. Jajeczka ozdobnej kurki, po pięć złotych sztuka.

- Kupiła 10 od jednej rasy i 10 od drugiej - opowiada. - A kura, która zaczęła właśnie kwokać, te jajeczka wysiedziała. Niestety, wykluły się tylko dwie kokoszki i kogucik z jednej dziesiątki i jeden kogucik z drugiej dziesiątki. O, to ten jest rudy, kędzierzawy, z czubkiem na głowie i ozdobnym grzebykiem.

Kogucik sam w zasadzie wskakuje na ręce, taki oswojony. Wie, że w tym domu nikt mu nie zrobi krzywdy. Nawet Figa, pekińczyk, traktuje koguta jak brata. On jest do ozdoby, a nie do jedzenia. Po zagrodzie biegają inne, mniej lub bardziej ozdobne okazy. Po gałęziach skaczą wróble. Setki wróbli.
- Co z tym ptactwem będzie, gdy zaczną nas likwidować? - martwi się pani Helena. - Może oddam córce z Niedźwiedziówki?

Właśnie wpada z wizytą druga córka, Krystyna. Ona też ze Starych Babek, mieszka w pobliskim baraku, z trzema synami. Mieszkanie trochę ciasne, ale własne. Pamięta, jak było ciężko, gdy postanowiła je wykupić. Kosztowało, na stare pieniądze, 16,5 mln zł , a ona niewiele zarabiała. Ale dała radę. Trochę więc będzie szkoda je zostawić. Ale może tamto nowe okaże się w lepszym miejscu? Synowie mieliby bliżej do pracy, w Gdańsku i Pruszczu Gdańskim. Bo w Starych Babkach to młodzi chłopcy nie mają czego szukać. Żadnych perspektyw.

- Gdy był u nas pegeer, to i dla stu osób znalazła się praca - przypomina mąż pani Heleny, Józef. - A teraz chłopaki po świecie muszą szczęścia szukać. Jeden to nawet wozi ryby do Austrii!
Rykaczewscy przeżyli wspólnie ponad 50 lat. Nie wiedzieli, że to taki wyczyn. A tu któregoś dnia przychodzi do nich strażnik miejski, w mundurze. Przestraszyli się, że coś się stało. A on mówi, że wszystko w porządku, chce tylko przekazać wiadomość, że dostaną medale od prezydenta RP. Za długoletnie pożycie małżeńskie. I odbyła się w Stegnie, bo tam jest siedziba gminy, piękna uroczystość. Dla 18 par. Ale Lech Kaczyński nie przyjechał. Ktoś inny te medale i dyplomy wręczał.
Właściwie to oni już 54 lata po ślubie, kościelny brali bowiem w roku 1955. Do Starych Babek wprowadzili się w roku 1961. Myśleli, że tu będą do końca. A tu na stare lata taka niespodzianka. Chyba nie każą im się budować? Zaczynać życia od nowa? Albo wynosić się do miasta. Kto by czynsz płacił? Oni żyją tylko z jednej emerytury.

Przez okno w kuchni widać ekran z namalowanym ptakiem i mknące drogą samochody. Są niemal na wyciągnięcie ręki. Tu, gdzie stół i krzesła, zacznie się więc pewnie drugi pas tej ekspresówki. A skończy gdzieś tam dalej, koło kurnika.

- Ale może stare babki tej rewolucji nie doczekają? - rozważa pani Helena. - Może nie będą musiały na te pasma patrzeć?

Co będzie, to będzie. Nie warto zamartwiać się na zapas.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki