Koniec Starych Babek. Wieś znika z powierzchni ziemi...

    Koniec Starych Babek. Wieś znika z powierzchni ziemi (zdjęcia)

    Irena Łaszyn

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Koniec Starych Babek. Wieś znika z powierzchni ziemi (zdjęcia)
    1/8
    przejdź do galerii

    ©Grzegorz Mehring

    W sześcioraku gra muzyka. Głośno, że szyby drżą.

    - Zupełnie jak na "Titanicu", chwilę przed katastrofą - rzuca ktoś dowcipnie. - I jeszcze gapiów pełno. Bo tu teraz ciągle jakiś obcy się pęta. Popatrzy, popyta, porobi trochę zdjęć, pokiwa głową i odjeżdża. A my zostajemy w wielkim pomieszaniu, miejsca nie możemy sobie znaleźć.

    Sześciorak jest na końcu wsi. Albo na początku, zależy, z której strony liczyć.
    Obok, równym rzędem, stoją inne domy. Tuż przy szosie. Za oknami mkną samochody, w tę i we w tę, bez ustanku. Ktoś wyliczył, że w ciągu doby krajową siódemkę między Gdańskiem a Elblągiem pokonuje 14 tys. pojazdów. Wszystkie przejeżdżają przez Stare Babki, bo wieś leży w połowie drogi między oboma miastami. To oczywiste, że żadne ekrany akustyczne tego szumu nie wygłuszą. A żadne znaki drogowe nie przemówią do rozumu. Każdy pędzi na złamanie karku, wymija na trzeciego i czwartego. Zgroza!

    - Ileż my tu nieszczęść widzieliśmy - przytakują zgodnie starsi mieszkańcy. - Auta się zderzały, tiry na siebie wpadały, ginęli ludzie, nawet szwedzcy motocykliści.

    Miejscowi też ginęli. Zięć Heleny Rykaczewskiej ledwie wsiadł na rower, wyjechał na siódemkę i - już nie żył.
    - Zabiło go dwóch pijanych, z fiacika - opowiada. - Dzień był piękny, słoneczny, droga wydawała się bezpieczna. My tu innej nie mamy, wszyscy się poruszają poboczem.

    Albo Łukasz, dziewiętnastolatek. Gdy samochód potrącił go po raz pierwszy, miał połamane nogi. Gdy za jakiś czas uderzył go drugi, zabił na śmierć.

    A sąsiad Marian? Ten, który nie lubił ptactwa Rykaczewskich, nie pozwalał kogutowi zapiać i wszystkiego się czepiał. No więc ten Marian wyszedł któregoś wieczora na drogę i zginął pod kołami. Był po pijaku, to fakt, ale to przecież człowiek.

    Siódemka wiele zła im wyrządziła. Wystarczy policzyć zabitych. Popatrzeć na niektóre spękane ściany albo na pozapadane studzienki. Posłuchać tego szumu, którego nie wygłuszą nawet nowe okna.


    Nigdy w życiu


    Tyle zła, a nikomu przez myśl nie przeszło, by stąd uciec. Walczyli o kolejne inwestycje, o odszkodowania. O zatoczkę dla autobusu. O chodniki. O ekrany.

    Wydawało się, że te ekrany z namalowanymi ptaszkami trochę ich ochronią. Bo to bardzo drogie ekrany, podobno po 300 euro za metr kw. Ale ledwie się tej ochrony doczekali, poświęcając na inwestycję kawałek gruntu, a już im mówią: - Wynocha! Stare Babki - wysiadać! Zupełnie jak w tym dowcipie, który wszyscy znają, ale i tak po raz kolejny muszą opowiedzieć, bo to ICH dowcip, tutejszy. O tej starszej kobiecie, co to się wybrała autobusem do miasta. Autobus zatrzymuje się na przystanku, kierowca komunikuje: Stare Babki - wysiadać! A ona: - Litości, ja muszę do Tczewa, do syna w wojsku
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo