Klęska Arki w Warszawie

Janusz Woźniak
Udostępnij:
Do Warszawy gdynianie jechali przełamać niechlubną serię wyjazdowych spotkań. Tymczasem wrócili z bagażem czterech bramek. Polonia jak rasowy bokser wypunktowała podopiecznych Frantiska Straki, a jej zwycięstwo mogło być jeszcze wyższe, gdyby nie skutecznie interweniujący Marcelo Moretto. Poloniści pokonali Arkę aż 4:0.

Trener Frantisek Straka w porównaniu do zwycięskiego meczu z Cracovią dokonał tylko jednej zmiany w składzie. Przywrócił na boisko, kosztem Michała Plotki, powracającego po karze za żółte kartki Marciano Brumę. Czy to miała być recepta na sukces...?
Już w 30 sekundzie mogło nastąpić otwarcie wyniku w stolicy. Defensorzy gdynian zapomnieli o Danielu Gołębiewskim, a ten znalazł się oko w oko z Marcelo Moretto. Z 3-4 metrów napastnik Polonii nie pokonał jednak bramkarza Arki, który w bardzo dobrym stylu odbił piłkę. Polonia przed drugą szansą na objęcie prowadzenia stanęła w 23 minucie. Tym razem sam przed Moretto był Bruno. Huknął jak z armaty z 12 metrów, ale Moretto znowu odbił futbolówkę. Gdynianie nie wyciągnęli z tych sytuacji żadnych wniosków. Kolejny błąd defensywy żółto-niebieskich zakończył się już prowadzeniem gospodarzy. Najpierw Emil Noll nie trafił w zagraną w pole karne piłkę. Polonia kontynuowała akcje już w polu karnym Arki, futbolówka trafiła pod nogi Łukasza Trałki, a ten strzałem z 11-12 metrów pokonał rozpaczliwie interweniującego Moretto.

Dopiero wówczas gdynianie próbowali odważniej zaatakować. Groźnie strzelał po rzucie rożnym Rafał Siemaszko, ale obrońcy Polonii zablokowali futbolówkę. Szansę na skuteczny strzał miał też z rzutu wolnego, tuż sprzed pola karnego, Paweł Zawistowski, ale trafił piłką w mur obronny gospodarzy.
Poloniści przeczekali te ataki gości i w 45 minucie mogli podwyższyć prowadzenie, ale próba przelobowania Moretto - w sytuacji sam na sam - przez Gołębiewskiego zakończyła się niepowodzeniem. Mimo wszystko warszawscy piłkarze schodzili na przerwę prowadząc 2:0. Tego gola zawdzięczają jednak pomyłce arbitra Adama Lyczmańskiego. Bydgoski sędzia, już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, dał się nabrać na aktorski popis Trałki, który wymusił rzut karny, chociaż - jak pokazały telewizyjne powtórki - Miroslav Bożok absolutnie nie faulował rywala. Prezent arbitra bez kłopotu, strzałem z rzutu karnego, na drugiego gola dla Polonii zamienił Adrian Mierzejewski.

- Coś poczułem, myślę, że był rzut karny - bez przekonania mówił w przerwie Trałka. Nie dodał tylko, że poczuł... aktorskie powołanie.

To jednak nie był koniec nieszczęść Arki w stolicy. W 50 minucie meczu było już 3:0 dla gospodarzy i mówiąc prostym językiem w całym meczu było już "pozamiatane". Tym razem na listę strzelców, po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego, wpisał się, strzałem głową z kilku metrów, Łukasz Piątek. Gol był bardzo ładny, ale gdzie byli w tym momencie środkowi obrońcy Arki? Myślami chyba już przy świątecznym stole...

Odrobienie trzech bramek graniczyć musiałoby z cudem, a cudów nikt na stadionie przy ul. Konwiktorskiej raczej się nie spodziewał. Mimo wszystko Straka podjął jeszcze desperacką próbę ratowania beznadziejnej praktycznie sytuacji. Szybko dokonał dwóch zmian. Za Siemaszkę wszedł na boisko Mirko Ivanovski, a za Giovan- niego wprowadził Filipa Burkhardta. Może nawet gra się nieco wyrównała. Dobrą akcją postraszył gospodarzy duet Glavina - Zawistowski, ale strzał tego ostatniego z linii pola karnego był minimalnie niecelny. Arka przestała wierzyć w możliwość zdobycia chociaż honorowej bramki, a kolejne szanse na podwyższenie rezultatu mieli piłkarze ze stolicy. W 74 minucie Moretto nie dał się zaskoczyć, chociaż Łukasz Teodorczyk strzelał z pięciu metrów, a minutę później bramkarz Arki znowu zasłużył na pochwały, broniąc w efektownym stylu strzał Mierzejewskiego z dystansu. Bezradny był natomiast w 86 minucie, kiedy w roli asystenta wystąpił Piątek, a w roli "kata" Arki po raz drugi w tym meczu Mierzejewski. Było więc 4:0 dla Polonii, a mogło być jeszcze więcej, bo już w doliczonym czasie gry Moretto wygrał dwukrotnie pojedynek sam na sam z Teodorczykiem. Bramkarz Arki był bez wątpienia najlepszym piłkarzem żółto-niebieskich w stolicy, co przy wyniku 4:0 fatalnie świadczy o jego pozostałych kolegach z drużyny.

Gdynianie popsuli sobie święta i to na własne życzenie. Nie wykorzystali okazji na opuszczenie przedostatniego miejsca w tabeli, ale porażkę powinni jak najszybciej "wyrzucić" z głów. Przecież już w najbliższą niedzielę do Gdyni, na derbowy mecz, przyjedzie Lechia. A teraz każde kolejne ligowe spotkanie to już będą mecze o "być albo nie być" Arki w ekstraklasie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie