Kartuzy: Podziemny tunel kartuzów wciąż czeka na swojego...

    Kartuzy: Podziemny tunel kartuzów wciąż czeka na swojego odkrywcę

    Janina Stefanowska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Nie wiadomo, gdzie jest, ale od lat w świadomości najstarszych mieszkańców Kartuz istnieje tajemniczy tunel, łączący zespół poklasztorny ze Spiczastą Górą. Miał służyć ewakuacji zakonników w razie szwedzkich najazdów. Mówi się, że prowadzi pod ziemią - od zabudowań klasztornych, przy brzegu Jeziora Klasztornego Małego, aż do kaplicy Podwyższenia Krzyża na Spiczastej Górze, która oddalona jest od kościoła poklasztornego o jakieś 700-800 metrów. Jeszcze trzydzieści lat temu niszczały tam ruiny, dopiero śp. ks. Henryk Ormiński odbudował kaplicę.
    W ostatnich latach zespół poklasztorny nabiera dawnego blasku - realizowany jest wielki projekt rewitalizacji zabudowań pozakonnych, w tym refektarza wraz z zagospodarowaniem terenu. Gdy w 2011 r. archeolodzy doszli ze swoimi robotami do zachodniej ściany refektarza, ich oczom odsłoniły się dobrze zachowane kolebkowe sklepienia. Niewiele było trzeba, by legenda o podziemnym przejściu ożyła na nowo.


    - Przy robotach odwodnieniowych robotnicy dotarli do fundamentów nieistniejącej już dziś kuchni klasztornej, która znajdowała się na przedłużeniu budynku refektarza w kierunku ul. Wzgórze Wolności - informował Zygmunt Konkol, prezes Stowarzyszenia Kolegiata Kartuska, które wraz z parafią prowadzi dzieło rewitalizacji. - Odkopano pomieszczenie, które wygląda na oryginalne, a nie dobudowane.
    Według legendy z refektarza prowadził ganek, pod jeziorem, do kaplicy.

    - Wiele jest takich przekonań o zakonnikach kartuskich, które nie mają pokrycia w rzeczywistości - uważa Norbert Maczulis, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach. - Powszechnie mówi się, że kartuzi byli pustelnikami, witającymi się pozdrowieniem "Memento mori" i niewiele więcej do siebie mówili. Okazuje się, że ci pustelnicy mieli jedną godzinę w tygodniu, w poniedziałki, gdy spotykali się wszyscy razem i wtedy nie obowiązywała ich cisza. Innym przekonaniem wymyślonym przez ludzi jest to, że kartuzi sypiali w trumnach. To nieprawda. Za ich czasów jeszcze nie budowano drewnianych trumien, chowano ich w białych habitach bezpośrednio w ziemi. Nie sypiali więc w trumnach, jak sądzi wielu gości ekspozycji o pierwszych osadnikach na tej ziemi.

    Legenda legendą, ale ziarnko prawdy może w niej być. Okazuje się bowiem, że leżącym po sąsiedzku Żukowie istnieje tunel łączący kościół Wniebo-wzięcia Najświętszej Maryi Panny i świątynię św. Jana stojącą na wzgórzu. O tajnym przejściu jako pierwszy mówił ks. Stanisław Gackowski, który przez ponad 20 lat był proboszczem parafii. Ponoć sam do niego wchodził, a wejście znajduje się w dawnym zakonnym refektarzu. Tunel jest w połowie zawalony, więc były proboszcz zdecydował o zamurowaniu wejścia od strony dolnego kościoła. Nie wiadomo na razie, gdzie kończy się podziemne przejście. Może na skarpie przy kościele św. Jana, który dawniej był świątynią parafialną?

    Ksiądz Ireneusz Bradtke, obecny proboszcz parafii WNMP w Żukowie, na razie nie zaprząta sobie głowy poszukiwaniami. - Wkrótce będzie wykonywany remont ulicy 3 Maja, burmistrz planuje odnowienie historycznych fragmentów miasta, więc może po zdjęciu asfaltowej nawierzchni objawią się jakieś niespodzianki - mówi ks. Ireneusz Bradtke. - W naszych murach na pewno czai się wiele tajemnic. Jest okazja, by je odkryć, to 800-lecie osadnictwa norbertanek nad Radunią.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo