sportowy24
    Karol Bedorf: Następną walkę stoczę o pas KSW. Phil de Fries...

    Karol Bedorf: Następną walkę stoczę o pas KSW. Phil de Fries to trudny przeciwnik, ale Londyn mi odpowiada

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Dębek

    Aktualizacja:

    Polska

    Karol Bedorf

    Karol Bedorf ©Sebastian Rudnicki/KSW

    Były mistrz KSW wagi ciężkiej Karol Bedorf (MMA 15-3) opowiada nam o niedawnej walce z Mariuszem Pudzianowskim, planach odzyskania pasa oraz pasji do aktorstwa i motoryzacji. Kolejną walkę "Coco" stoczy 6 października na gali KSW 45 w Londynie. Jego rywalem najprawdopodobniej będzie aktualny mistrz, Phil de Fries (15-6).
    Karol Bedorf

    Karol Bedorf ©Sebastian Rudnicki/KSW

    Spodziewał się pan, że walka z Pudzianem potrwa dłużej niż 111 sekund?
    Zakładałem, że będziemy walczyć przez dwie rundy. W pierwszej chciałem trochę podmęczyć Mariusza, zniechęcić go do walki. A w drugiej skończyć przed czasem. Udało się zrobić to szybciej.

    Wasza walka pokazała, że Pudzianowskiemu pewnie nigdy nie uda się wejść na pewien poziom?
    Nie, po prostu ja byłem bardzo dobrze przygotowany.
    Mariusz jest dobrym sportowcem. Pokazuje w mediach społecznościowych, jak wiele czasu poświęca na treningi. Nie można mu tego odebrać. Jedyna różnica między nami była taka, że ja byłem do tej walki lepiej przygotowany taktycznie. Wykorzystałem to.

    Do klatki na KSW 44 wszedł pan jednak po ponad 1,5 roku przerwy.
    To nie miało wpływu na mój występ. Wręcz przeciwnie, byłem jeszcze bardziej głodny walki niż zwykle. Nie mogłem się doczekać, kiedy wejdę do klatki.


    Po walce z Fernando Rodriguesem Jrem, w której stracił pan tytuł mistrza KSW, zapowiadał pan, że odetnie się od obowiązków pozasportowych, skupi na treningach i leczeniu kontuzji. Chyba się udało?
    To był dla mnie gorący czas. Więcej czasu spędzałem poza matą niż na niej. Były kontuzje, różne inne historie. Ale mam to już za sobą. Teraz może być już tylko lepiej. Podczas przygotowań postanowiłem zminimalizować wszystko, co wiąże się z moim życiem pozasportowym. Czyli wywiady czy obowiązki sponsorskie. Skupiałem się tylko na treningach i rodzinie. A wcześniej na rehabilitacji. Kiedy masz poważną kontuzję, nie siedzisz w domu zbijając bąki, tylko walczysz o powrót do zdrowia ćwiczeniami. Poświęciłem na to naprawdę bardzo dużo czasu.

    Mówi się, że prawdziwego mistrza poznaje się po tym, jak reaguję na porażkę. Pana utrata pasa zmobilizowała do cięższej pracy?
    Wielu ludzi ma problem z radzeniem sobie z porażkami. Ale sportowcy są już chyba tak skonstruowani, że nawet kiedy spadają ze szczytu, to od razu chcą na niego ponownie wejść. Pewnie, czasem są momenty, kiedy można sobie powiedzieć „pas”. Ale w moim przypadku to na pewno jeszcze nie teraz.

    Nie mówi pan „pas”, ale o pas będzie pan walczył?
    (śmiech) Tak, następny pojedynek stoczę już o tytuł, ale nie mogę jeszcze potwierdzić terminu tego starcia.

    Do układanki pasuje 6 października i gala w Londynie, na terenie obecnego mistrza Phila de Friesa. [17 lipca KSW potwierdziło, że Bedorf wystąpi na angielskiej gali, organizacja nie podała jednak jeszcze do wiadomości, czy Polak zmierzy się właśnie z de Friesem - red.]
    Mnie też pasuje Londyn i walka z Philem. Te dwie rzeczy składają się na to, że być może właśnie tak będzie. Ale nie jestem właścicielem KSW, tylko drobnym pionkiem w tej grze. O wszystkim zadecydują Martin Lewandowski i Maciej Kawulski.


    Jak scharakteryzuje pan de Friesa jako zawodnika?
    To trudny przeciwnik. Ma specyficzny styl walki, a do tego jest wyższy i cięższy ode mnie. Musiałbym przestudiować jego pojedynki i ułożyć z trenerami dobry gameplan. Trzeba też wziąć pod uwagę to, że taka walka odbyłaby się na dystansie pięciu, a nie trzech rund.

    Anglik jeśli przegrywa, to przez nokaut. I to szybko.
    Wiem o tym. Ale najpierw trzeba będzie go trafić.

    De Fries walczył dla największych organizacji świata, UFC i Bellatora. Pana nie kusi, żeby spróbować sił za granicą?
    Nie, inne organizacje mnie nie kręcą. W KSW jestem prawie od początku, zaczynałem na gali numer osiem w 2007 roku. Na tę chwilę nie mam takiej potrzeby, żeby próbować sił gdzieś indziej.

    Na KSW 8 walczył pan z Aleksiejem Olejnikiem, który dziś mimo 41 lat na karku, jest w czołówce wagi ciężkiej UFC.
    Dość wnikliwie śledzę jego karierę. Rosjanin przyznał, że nie poszedł do UFC, bo mu tam więcej płacą czy ma tam lepsze warunki. Otwarcie mówi, że w Rosji dostawał dużo większe pieniądze, był bardziej rozpoznawalny i walczył częściej. Z UFC związał się, bo chciał spełnić swoje fantazje związane ze sportami walki, odhaczyć federację uważaną za największą na świecie. Tam nie ma nic więcej. Walk ma na koncie prawie 70, więc może sobie na to pozwolić.

    >> KSW 44. KAROL BEDORF PODDAŁ MARIUSZA PUDZIANOWSKIEGO <<

    Pan poza MMA wystąpił niedawno w filmie „Kobiety Mafii”. To coś, co chciałby robić też po zakończeniu kariery sportowej?
    Tak. Kilka dni po walce z Mariuszem byłem na kolejnych zdjęciach do filmu Patryka Vegi. [„Plagi Breslau” - red.] Poprosiłem go o małą rolę. Raz, że byłem winny rodzinie wakacje po długich przygotowaniach do walki. Dwa, nie wiedziałem w jakim będę stanie po pojedynku w Gdańsku. Nie chciałem się rozpędzać, brać pierwszoplanowej roli i przebywać na planie kilka tygodni. Chociaż Patryk kręci bardzo szybko, film „Pitbull: Niebezpieczne kobiety” powstał w 21 czy 23 dni. Tak czy inaczej dostałem na tyle elastyczną rolę, że nawet gdybym był mocno poobijany, mógłbym grać również z limem pod okiem. Na razie aktorstwo traktuję jako przygodę, ale na pewno nie jednorazową. Trzeba się realizować poza sportem, który jest moją pracą.

    Poza aktorstwem kręcą też pana samochody.
    To prawda, mam zajawki na sporty motoryzacyjne. Ale dopóki startuję w KSW, nie zrobię im psikusa i nie zacznę ścigać się samochodami czy quadami. Ale kto wie, czy kiedy zakończy się moja przygoda ze sportami walki, nie zajmę się wyścigami. Wszystko na to wskazuje. A jeśli się nie uda, to chciałbym chociaż uczestniczyć w tych wydarzeniach jako opiniotwórca w programach motoryzacyjnych. Kręci mnie to, chyba jak każdego faceta.

    Spełnieniem marzeń byłoby WRC czy może Rajd Dakar?
    Na razie mówię o prostych przygodach samochodowych, quadowych czy motocyklowych. Na tych ostatnich też radzę sobie bardzo dobrze, ale nie jeżdżę na nich tylko dlatego, że mam syna. Przez lata były jednak wielką pasją. Nie zamierzam szybko wieszać rękawic na kołku. Ale kiedy już do tego dojdzie, wrócę na drogę czy tor. Wtedy zobaczymy, na jakie rajdy się zdecyduję. Dakar na pewno byłby bardzo dużym wyzwaniem. Ale jak najbardziej do zrobienia.

    Rozmawiał Tomasz Dębek
    Obserwuj autora artykułu na Twitterze

    Karol Bedorf: Następną walkę stoczę o pas

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Wyniki wyborów samorządowych 2018 [NASZA WYSZUKIWARKA]

    Wyniki wyborów samorządowych 2018 [NASZA WYSZUKIWARKA]

    Program MiauCzat. Fit Lovers w nowym programie!

    Program MiauCzat. Fit Lovers w nowym programie!