Kariera Andresa Iniesty spięta rosyjską klamrą (ANDRES...

    Kariera Andresa Iniesty spięta rosyjską klamrą (ANDRES INIESTA SYLWETKA)

    Piotr Janas, Moskwa

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Andres Iniesta zakończył reprezentacyjną karierę
    1/2
    przejdź do galerii

    Andres Iniesta zakończył reprezentacyjną karierę ©FOT. AP/EAST NEWS

    Mistrzostwa świata to czas, kiedy pisze się historia. Rodzą się gwiazdy, nowe talenty, nowe ikony. Często gdzieś w ich cieniu odchodzą dawne gwiazdy, nie świecące już pełnym blaskiem, które powoli przygotowują się do piłkarskiej emerytury. W tej drugiej roli wystąpił w Rosji były już pomocnik FC Barcelony i reprezentacji Hiszpanii Andres Iniesta.
    - Iniesta to piłkarz, który swoim zachowaniem, podejściem do życia i majątku jaki zbił grając przez lata w piłkę, kompletnie nie pasuje do współczesnych piłkarzy. W jego garażu nie znajdziecie pięciu Ferrari, 10 Mercedesów i 11 Bentley'ów, jak u Cristiano Ronaldo czy Neymara - opowiada dziennikarz hiszpańskiej "Marci" Ángel Luis Díaz, prywatnie przyjaciel ojca Andresa - Jose Antonio Iniesty.

    Nie wszyscy wiedzą, że gdyby nie ojciec Andres prawdopodobnie nigdy nie zostałby gwiazdą FC Barcelony.
    Mistrz świata z 2010 roku urodził się w gminie Albacete. Jego dzieciństwo nie jest ckliwą opowieścią o chłopaku dorastającym w biedzie, rozgrywającym pierwsze mecze na bosaka gdzieś w fawelach. Wręcz przeciwnie, Inieście od małego niczego nie brakowało, bo ojciec prowadził dobrze prosperującą winnicę, którą odziedziczył po dziadku Andresa. Chłopak pierwsze kroki stawiał w klubie Albacete Balompie. Już w wieku 10 lat przejawiał spory talent i stosunkowo szybko przykuł uwagę skautów z lepszych zespołów.

    - Gdy miał 12 lat wziął udział w turnieju Brunette, na którym zawsze pojawia się wielu przedstawicieli najlepszych klubów. To wtedy został wypatrzony przez Barcelonę, ale wcale nie było takie oczywiste, że przeniesie się do La Masii. Z Albacete bliżej jest do Madrytu niż do Katalonii, a Real także był nim zainteresowany. Na dodatek chłopak sympatyzował z "Los Blancos", chociaż powiedzenie, że był ich wiernym kibicem, które utarło się jakiś czas temu w mediach, jest dużą przesadą - opowiada Díaz.

    Andres chciał iść do szkółki Realu Madryt, ale odradził mu tego ojciec i nalegał, by syn wybrał "Barcę". Nie bez znaczenia był fakt, że Jose Antonio Iniesta, wielki fan piłki nożnej, utrzymywał bliskie relacje z trenerem grup młodzieżowych akademii Barcelony Enrique Orizolą. Ostatecznie 12-letni Andres postanowił pójść za radą ojca i przeprowadzić się na północny-wschód Hiszpanii.

    - Początkowo bardzo źle znosił przenosiny. Od małego był mocno zżyty z rodzicami, siostrą i przyjaciółmi z wioski Fuentealbilla, gdzie mieszkał i się wychowywał. Barcelona zrobiła dla niego wyjątek, bo do La Masii sprowadzano 13 i 14-latków, a on miał dopiero 12 lat. Często zdarzało mu się płakać z tęsknoty w bursie dla młodych piłkarzy, ale na boisku sentymenty szły na bok. Tam zawsze pokazywał klasę i wyróżniał się na tle rówieśników, a niekiedy starszych kolegów - wspomina dziennikarz "Marki".

    Z Iniestą w składzie młodzieżowe drużyny Barcelony odnosiły kolejne sukcesy, a on sam dość szybko piął się w górę. W 2001 roku wraz z reprezentacją Hiszpanii do lat 17 sięgnął po mistrzostwo Europy, a rok później, już jako gracz kadry do lat 19 - mistrzostwo świata. Mając 16 lat został zaproszony na treningi pierwszej drużyny, w której pierwsze skrzypce grał wówczas jeden z jego idoli - Pep Guardiola. W pokoju Andresa wisiał jego plakat.

    Po kilku latach od tego momentu Xavi Hernandez udzielił wywiadu, w którym wrócił myślami do pierwszego treningu Iniesty z seniorami Barcelony. Xavi piłkarzem pierwszej drużyny był wtedy od ponad trzech lat.
    - Podszedł do mnie wtedy Pep Guardiola i powiedział mi, że jego następcą będę ja, ale ten chłopak - wskazał na Andresa - wszystkich nas odeśle na emeryturę.

    Najwyraźniej Guardiola już wtedy potrafił patrzeć na piłkarzy jak trener, którym stał się później. Co prawda Iniesta zadebiutował w Barcelonie dopiero w październiku 2002 roku i początkowo był głównie zmiennikiem Xaviego, ale kiedy w końcu zaczęli grać razem, "Duma Katalonii" przeżywała jedne z najpiękniejszych okresów w swojej historii.

    Z Iniestą na pokładzie FC Barcelona 9 razy zdobyła mistrzostwo Hiszpanii, cztery razy wygrała Ligę Mistrzów, sześć razy Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii, trzy razy Superpuchar Europy i trzy razy klubowe mistrzostwa świata. Co ciekawe jednym z najbardziej pamiętnych momentów był dla Iniesty... półfinał Ligi Mistrzów z 2009 roku. Będąca już jedną nogą za burtą "Barca" potrzebowała jeszcze jednej bramki w kończącym się dwumeczu z londyńską Chelsea. W 91 min kapitalnym strzałem zza pola karnego zdobył ją właśnie Iniesta. W swojej biografii "Artysta Futbolu. Gra Mojego Życia", wspomina ją jako jedną z najważniejszych w karierze. To trafienie natchnęło zespół i w późniejszym finale Katalończycy ograli Manchester United.

    Kariera reprezentacyjna spięta klamrą

    W seniorskiej reprezentacji Hiszpanii Iniesta zadebiutował w 2006 roku, w meczu towarzyskim z Rosją tuż przed mistrzostwami świata w Niemczech, na które ostatecznie pojechał. W zasadzie poza tym turniejem (na mundialu u naszych zachodnich sąsiadów zagrał tylko w meczu z Arabią Saudyjską) jego kariera w kadrze "La Furja Roja" to pasmo nieustannych sukcesów. W 2008 roku Hiszpania z Iniestą w składzie wygrała mistrzostwa Europy na boiskach Austrii i Szwajcarii, które potem sensacyjnie obroniła podczas Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Dlaczego sensacyjnie? Ponieważ do tej pory ta sztuka nie udała się żadnemu mistrzowi Starego Kontynentu w historii.

    Po drodze, w 2010 roku, wydarzyło się jeszcze coś, co zapewniło chłopakowi z nieco ponad dwutysięcznej Fuentealbilli wieczną chwałę i dozgonną wdzięczność w ojczyźnie. Iniesta strzelił dla Hiszpanów zwycięską bramkę w finale mistrzostw świata rozgrywanych w Republice Południowej Afryki z Holandią. W regulaminowym czasie gry było 0:0, w dogrywce także obaj bramkarze długo zachowywali czyste konta i kiedy wszyscy szykowali się na konkurs jedenastek, Iniesta opanował piłkę po zagraniu od Cesca Fabregasa i zdobył gola na wagę końcowego triumfu.

    "Don Andres" jak mawiają na niego Hiszpanie, nazywany przez kolegów z zespołu także "El Ilusionista", zapisał się na kartach historii. Nigdy jednak nie odbiło się to źle na jego zachowaniu. Ciągle pozostawał skromnym chłopakiem spod Albacete, który zamiast trwonić pieniądze na drogie samochody i luksusowe apartamenty, inwestował w firmę ojca, którą do dziś zarządza.

    Jedno z jego win nazywa się nawet 116. Upamiętnia najważniejszą minutę w karierze Iniesty i jest chętnie kupowane nie tylko w Barcelonie, ale także w Madrycie, Sevilii, Maladze i każdym innym zakątku Hiszpanii. "Don Andres" nigdy nie angażował się w spory polityczne w swoim kraju, jak choćby jego klubowy kolega Gerard Pique, dzięki czemu jest powszechnie lubiany i szanowany, nawet wśród kibiców Realu.

    W 2018 roku, w wieku 34 lat, po zdobyciu kolejnego mistrzostwa kraju i pucharu z FC Barceloną, postanowił odejść. Najpierw ogłosił, że przenosi się do japońskiego klubu Vissel Kobe, co trudno nazwać inaczej, niż piłkarką emeryturą. Na Cam Nou został pożegnany z należytą godnością, śmiało można stwierdzić - po królewsku. Na zakończenie sezonu zorganizowano dla niego ceremonię na stadionie.

    Później jadąc na mundial do Rosji nie chciał mówić o reprezentacyjnej przyszłości, ale po zaskakująco szybkim odpadnięciu - z gospodarzami turnieju w 1/8 finału po rzutach karnych - jako jeden z pierwszych wyszedł do czekających na wywiady dziennikarzy i ze spuszczoną głową ogłosił, że to był jego ostatni występ w brawach "La Furia Roja".

    - To był mój ostatni mecz w barwach reprezentacji Hiszpanii. Wszystkie magiczne momenty jakie przeżyłem w tej koszulce właśnie się kończą. Czasami koniec nie jest taki, jakbyś sobie wymarzył, ale taki jest futbol - przekazał "Don Andres".

    Tym samym jego reprezentacyjna kariera spięła się rosyjską klamrą. Od debiutu ze "Sborną" w 2006 roku, do zakończonego porażką meczu 1/8 finału pucharu świata na jej terenie. Chyba nawet sami Rosjanie nie są świadomi tego, jak symboliczną rolę odegrali w karierze jednego z najlepszych i najbardziej utytułowanych pomocników na świecie.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Świetny gracz

    Ps (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    Przede wszystkim świetny przegląd pola i bardzo dobra technika. Pomocnik marzenie

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo